WIDZIAŁAM JĄ

Widziałam ją. Patrzyłam na jej półprzymknięte powieki, przygryzane usta, dłonie zaciskające się w pięść. Karmiłam się jej zatraceniem, syciłam spełnieniem. Hipnotyzowała mnie, uwodziła, niespiesznie skradała duszę. Chciałam odejść, lecz nie potrafiłam. Magnetyzm chwili przykuł mnie do miejsca, w którym stałam…

Widziałam ją. Jak jej filigranowe ciało niknie w kręgu mężczyzn pragnących ją posiąść. Nie pytała o imiona, nie liczyły się ich historie zapisane na kartach życia. Teraz to ona tworzyła historię. Była reżyserem i scenarzystą w jednym. Znała nadchodzącą fabułę i formowała dialogi przerywane jękiem zaspokojenia.

Pożądała i była pożądana. Męskie ręce pieściły nawet najbardziej niedostępne zakamarki kobiecości. A ona im na to pozwalała. By ją dotykali, gryźli, lizali i szczypali. Niczym echo odbijane od ścian umysłu słyszała jak szepczą między sobą. Ustalali, który będzie następny. Penetracyjna kolejka, emocjonalna zjeżdżalnia. Tak, mogła być ich zabawką. Drobniuteńką laleczką obracaną i przekładaną przez kolano. Nakręcaną małą korbką, aby mogła więcej i więcej… A kolejka wcale się nie zmniejszała…

***

Czuła ból zmieszany z fascynacją. Odkrywała nieznane zwoje podświadomości, otwierając furtki blokujące wyobraźnię. Zawsze poprawna, zawsze ułożona. Wzór cnót i cierpliwości. Dziewczyna z sąsiedztwa, matka z katalogu. Przewidywalna, schematyczna, ograniczającą siebie już na każdym początku czegoś nowego. Aż wreszcie coś w niej pękło.

I teraz jest tutaj. W klubie. W hedonistycznym miejscu, gdzie króluje przyjemność. Kolana drżały jej z przerażenia, gdy cichym głos odpowiadała pani z recepcji czy to jest jej pierwszy raz.

Tak. Tu miała przeżyć wiele swoich pierwszych razów. Wyrwana z kajdan codzienności postanowiła dać się ponieść, gdyż do tej pory spontaniczność stanowiła dla niej nic nieznaczące pojęcie w słowniku. Skreślała z pamięci nieudany związek i stracone lata. Jedyne czego pragnęła, to sprawdzić kim właściwie była, gdyż może to paradoksalne, ale wcale siebie nie znała. Żyjąc pod czyjeś dyktando zapomniała kim jest, co lubi, a co ją denerwuje. Sama zepchnęła swoje uczucia w najdalszy kąt. Czemu? Kiedyś odpowiedziała sobie na to pytanie – bo była głupia i naiwnie wierzyła w poprawę człowieka, który finalnie stał się jej egzystencjalnym katem. Wysysał z niej wszystko co najlepsze. Aż pewnego dnia powiedziała dość!

***

Brali ją, a ona się oddawała. Wyginała ciało w łuk, aby mogli wejść w nią głębiej. Szybkie, rytmiczne uderzenia doprowadzały jej zmysły do wrzenia. Czuła jak się różnią. Rozmiarem penisów, zapachem skóry, gdy pochylali się nad jej twarzą próbując ukraść sekundę odpływającego spojrzenia.

W tym jednym, niepowtarzalnym momencie była kimś zupełnie sobie nieznanym. Nimfą, modliszką, syreną przywołującą do siebie zbłądzonych poszukiwaczy. Nie sądziła, że kiedyś dane będzie jej przeżyć tak euforyczny stan, unosząc się ponad wszelki byt.

 

***

Widziałam jej szczęście skrywające się w uniesionych kącikach ust, myśli przebiegające po zmarszczonym czole, odwagę kryjącą się w coraz głośniejszych krzykach rozkoszy.

Podziwiałam ją i przez króciutki moment pragnęłam zamienić się rolami. Z obserwatorki stać się obserwowaną. Ale te przeżycia miały dla mnie dopiero nadejść. Jeszcze nie teraz, lecz już niedługo…

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/przyjemnosci-nigdy-nie-odmawiam/

  • Hanka Nowak

    Mega <3