„WSZYSTKO JEST DLA LUDZI” – ROZMOWA Z MANAGERKĄ BORDEAUX

Poznaliśmy ją zaraz po przekroczeniu progu Bordeaux. Była tak miłym gospodarzem wieczoru, że nasza znajomość trwa do dziś dnia. Przedstawiamy Wam Olę – managerkę łódzkiego klubu swingerskiego, która opowie nie tylko o działalności lokalu, lecz również o swoich początkach związanych ze światem swingu.

Decyzja o pójściu krok dalej w spełnianiu erotycznych pragnień wymaga zarówno czasu oraz odwagi. Jak to było w Twoim przypadku?

Właściwie to była zaledwie chwila, ale to dlatego, że od zawsze rozmawiałam z mężem o fantazjach i zawsze byliśmy dość otwarci w tematyce seksu. Podniecało nas również uprawianie seksu w miejscach bardziej publicznych, więc wydaje mi się, że ochota na seks w większym gronie była we mnie już od dawna. Te pragnienia czekały tylko na odpowiedni „katalizator”.

Zaczęło się od fantazji?

Mąż znał moją najskrytszą fantazję – seks z dwoma facetami. Wszystko zaczęło się ponad 3 lata temu – wtedy spróbowaliśmy dość spontanicznie igraszek z kolegą. Niestety, wówczas nic z tego nie wyszło, ale pozostała w nas chęć na więcej. Byłam niecierpliwa, zatem dość szybko znalazłam odpowiedniego mężczyznę, z którym udało nam się zrealizować upragnioną fantazję. Było dobrze – był erotyzm, pożądanie i co dla mnie ważne śmiech i luźna atmosfera w łóżku. Potem poszliśmy za ciosem – pojechaliśmy do swingers klubu. Spodobało nam się tam.

Jakie uczucia towarzyszyły Tobie podczas pierwszych doświadczeń?

Pierwsze doświadczenia? Byłam wtedy jeszcze nastolatką – to był pierwszy trójkąt z dziewczyną. I chociaż była przyjemność, to jednak wiem, że to nie dla mnie – wolę mężczyzn.

A tak naprawdę pierwsze doświadczenia w swingu to zabawa z inną parą. Pierwszy raz widok własnego faceta z inną kobietą. Różnorodność uczuć i doznań. Tak wiele potem do przemyślenia i na pewno przegadania z mężem, bo z partnerem trzeba rozmawiać – to podstawa. Ten pierwszy raz był pełen sprzeczności; ogromna przyjemność i natłok myśli. Ale dałam się ponieść emocjom i dobrze.

Co najbardziej lubisz w swingu?

Wolność wyboru, różnorodność. Dla mnie swing jest jak szwedzki stół – każdy może coś wybrać dla siebie. Oczywiście mówimy o ludziach na poziomie, ludziach z klasą. Swing jest piękny sam w sobie, ale nie jest to forma rozrywki dla każdego – trzeba mieć świadomość siebie, znać swoje ciało, przewidywać swoje emocje, jak i reakcje partnera. Swing bowiem nigdy nie może służyć jako lekarstwo. Tylko mocne i zdrowe związki mogą w pełni czerpać z niego to, co najlepsze i rozwijać się. Lubię także to, że naprawdę nie muszę nic, a mogę wszystko na co ja i inni uczestnicy zabawy mamy ochotę.

Ale swing to nie tylko rozkosz, to także pewne wątpliwości…

Oczywiście, wątpliwości pojawiają się nadal i jestem przekonana, że zawsze będą współistnieć razem z innymi emocjami, nawet wtedy gdy ludzi łączy prawdziwa miłość i zaufanie. Chyba każda osoba swingująca ma w podświadomości taką głupią myśl, że nasz partner może znaleźć w kimś innym coś lepszego niż w nas, ale w życiu codziennym jest tak samo.

Myślisz, że od swingu można się nieco uzależnić?

Tak, ale czy to nie słodkie uzależnienie? Ja mam takie momenty… co jakiś czas ciągnie wilka do lasu. Mam ochotę na szaleństwo, na formę rozrywki, którą ubóstwiam, na poznawanie nowych osób i spełnianie fantazji. Jestem hedonistką. Uwielbiam przyjemności same w sobie. Lubię siebie, ale wiem że nie wszyscy muszą lubić mnie i nikomu tego nie narzucam. Wyznaję zasadę Paracelsusa, że wszystko jest dla ludzi, ale wszystko zależy też od ilości, gdyż to będzie stanowić o przekształceniu się w truciznę czy też nie.

Opowiedz w jaki sposób od swingerki stałaś się managerską klubu?

Zaczęło się od pewnej znajomości, a właściwie dwa lata temu od jednego komentarza pod zdjęciem na portalu Zbiornik. Rok później dowiedziałam się, że znajomy otwiera swingers klub w Łodzi i poszukuje odpowiedniego lokalu. Zaczęłam pomagać mu ze stroną internetową, a dwa tygodnie po otwarciu zostałam managerką Bordeaux.  Wszystko idealnie się łączy – ludzie darzą mnie sympatią, a ja uwielbiam poznawać nowe osoby i z nimi rozmawiać.

Czy pracując w klubie Twój apetyt na swing się zwiększył czy wręcz przeciwnie?

Oddzielam to co się dzieje w klubie od swojego życia prywatnego, choć czasami zazdroszczę zabaw gościom. Staram się jednak o tym nie myśleć. Myślę, że mój apetyt jest taki sam – zmienia go jednak życie i moje postrzeganie świata, zaś przebywanie w klubie pozwala na snucie nowych fantazji.

Jak rozwija się środowisko swingerskie w Łodzi?

Na pewno jest inaczej niż trzy lata temu, kiedy ja zaczynałam. Pojawiają się nowe osoby, dojrzewające do nowych doznań, eksperymentowania. Na pewno jeszcze trochę czasu zajmie mieszkańcom Łodzi zdobycie takiej seksualnej świadomości jak na przykład warszawiakom. Ale na szczęście mamy w Polsce coraz lepsze drogi, więc odległość to nie problem, a Łódź jest akurat pośrodku.

Swing w Polsce to wciąż temat tabu. Zauważasz jednak pewne zmiany w postrzeganiu środowiska swingerskiego w naszym kraju?

Uważam, że powoli coś się zmienia. Ale musi minąć jeszcze dużo czasu, zanim ludzie zrozumieją czym tak naprawdę jest swing. Bo tutaj leży problem – wielu widzi w tym Sodomę i Gomorę, lecz mało kto zadaje sobie trud żeby zapoznać się z tematem. Ja kiedyś też zupełnie inaczej postrzegałam ten świat – niestety bardzo pejoratywnie. Moje myślenie zaczęło się zmieniać, gdy sama zaczęłam szukać, czytać, dowiadywać się… Wiadomo też że swing nie jest dla każdego i wręcz nie powinien być. Ale jednocześnie jestem przekonana, że warto chociaż poznać definicję i wtedy dopiero zdecydować czy coś nam się podoba czy nie.

Czym Bordeaux wyróżnia się na tle innych klubów?

Z pewnością wystrojem. Lokalizacja klubu także jest dość ciekawa – jesteśmy bardzo mocno schowani, bo dyskrecję stawiamy na jednym z pierwszych miejsc. Zauważam także, że mamy dość nowatorskie tematy imprez – pracuję nad kolejnymi, które na pewno zaskoczą naszych gości. I na pewno i to mówiąc dość nieskromnie – wyróżnia nas obsługa klubu.

Działacie już od kilku miesięcy. Czego się dowiedzieliście i nauczyliście przez ten czas?

Bez wątpienia tego, że non stop musimy trzymać rękę na pulsie w każdej kwestii. Tego, że nie dogodzimy każdemu – i w sumie nawet nie chcemy. To, co cieszy mnie najbardziej to fakt, że ludzie do nas wracają i że robią to z uśmiechem – ilość pozytywnej energii płynącej od naszych gości napędza nas do działania

Planujecie otworzyć kluby w innych miastach?

Plany, plany… na chwilę obecną musi to zostać naszą słodka tajemnicą, bo nie chcemy żeby konkurencja nie mogła spać po nocach 😉

Dziękujemy za rozmowę

Strona klubu Bordeaux: http://bordeauxclub.pl/

 

ZAJRZYJ TU: http://swingwithme.pl/pierwszy-raz-w-bordeaux/