WYŚLIJCIE NAM SWOJE ZDJĘCIA!

Ten temat niczym bumerang powraca w prowadzonych korespondencjach. Rozmowa miło się toczy aż tu nagle BOOM. Pojawia się prośba –  wyślijcie nam swoje zdjęcia i to najlepiej z widocznymi twarzami. I nieważne, że na wszystkich swoich swingerskich profilach mamy wszędzie napisane, że nigdy nie wysyłamy takich zdjęć i że nie robimy żadnych wyjątków od tejże zasady – to pytanie i tak pada prędzej czy później.

Zatem oszczędzając swój czas w odpisywaniu każdemu po kolei dlaczego postępujemy tak, a nie inaczej, postanowiliśmy poświęcić temu zagadnieniu osobny wpis. A przy okazji uświadomić Wam, że pojęcie prywatności w sieci praktycznie już nie istnieje.

Nie wiemy kim jesteś

W sieci możesz być kimkolwiek chcesz i stworzyć profil jaki tylko sobie wymarzysz. Jak to zrobić? Ot, żadna filozofia – wystarczy „pożyczyć” sobie od kogoś kilka prywatnych zdjęć, wymyśleć fałszywą tożsamość i gotowe. Twoje konto tylko czeka na nowych znajomych, a Ty możesz podszywać się pod kogoś innego. Zwłaszcza na Facebooku nie trudno o nowe znajomości, bowiem w praktyce zaproszenia same do Ciebie spływają. Przyjmując je – sprawiasz wrażenie osoby realnej i podobną przysługę czynisz osobie wysyłającej zaproszenie. Taka transakcja wiązana.

Zatem nie pisz do nas, że przecież odzywasz się do nas z prawdziwego konta, więc czemu my nie chcemy się ujawnić? Że to wręcz nie fair, bowiem Ty się nie ukrywasz, a Twoim zdaniem – my tak. No cóż, to już Twoja bolączka, nie nasza. Dopóki nie poznamy się w rzeczywistości – żadnego zdjęcia z naszymi twarzami nie otrzymasz. Zresztą później też nie, ale o tym za chwilę.

Ale my Wam wysłaliśmy swoje fotki!

Tak samo jak my nie wysyłamy swoich zdjęć, tak i nie wymagamy oraz nawet nie oczekujemy tego od innych. Ale wiele razy nam się zdarzyło, że z własnej woli i bez żadnego uprzedzenia, ludzie przysyłali nam swoje fotografie, najczęściej z wakacji. Oczywiście zaraz po wysłaniu oczekiwali, że my zachowamy się identycznie i również uraczymy ich jakąś fotką z letnich wojaży. A na naszą odmowę reagowali żalem, złością, a czasem nawet i słowną agresją. I tak jak znajomość zaczynała się obiecująco, tak z jeszcze większym hukiem się kończyła.

Zatem – jeżeli chcecie wysyłać do nas swoje zdjęcia – będzie nam bardzo miło. Ale to jest tylko i wyłącznie Wasza decyzja. Dla nas dyskrecja i bezpieczeństwo są na pierwszym miejscu. Z tego powodu nigdy nie udostępnimy Waszych zdjęć, ale także sami nie będziemy przekazywać własnych.

Przecież to nie to samo

Przeglądając zbiornikowe profile zauważamy jak wiele osób bardzo swobodnie podchodzi do kwestii prywatności. Kiedyś, zupełnie przez przypadek, natrafiłam na konto swojego znajomego z dawnych lat. Nie tylko w całości ujawnił swój wizerunek, ale na dodatek zamieścił na Zbiorniku identyczne zdjęcia, które widniały u niego na facebookowym profilu. Pewnie pomyślicie sobie – i co z tego, przecież to nie to samo? W sieci istnieje mnóstwo aplikacji do wyszukiwania obrazem. Wystarczy skopiować zdjęcie, wrzucić je do wyszukiwarki i… wiesz już wszystko o interesującej Cię osobie: co lubi, kogo zna i gdzie najczęściej bywa! Google Search by Image, TinyEye czy polskie Znajdź Foto to tylko niektóre z przykładów narzędzi do tego służących. Ale to nie cały asortyment możliwości jakie internet ma do zaoferowania. Twoja twarz mówi o wszystkim w dzisiejszych czasach. Wyobraź sobie, że ktoś cyknie Ci fotkę i wrzuci ją do stale rozwijającego się Find Face albo Pim Eyes. Na podstawie algorytmów odczytywania rysów twarzy aplikacja szybko przeanalizuje do kogo ta piękna twarzyczka należy. Fakt, że niektóre z tych technologii są dopiero na etapie testów, ale to jest nieuchronna przyszłość. Przyszłość, w której pojęcie prywatności w sieci odejdzie do lamusa. Dlatego bardzo dużo zależy od nas samych i wyboru materiałów oraz informacji, które zdecydujemy się powierzyć wirtualnej rzeczywistości.

Nic nie jest pewne

Wracając jeszcze do Zbiornika. Pamiętajcie, że nie ma zabezpieczeń, których nie da się złamać. Pamiętacie jak rok temu ktoś włamał się na portal i wykradł dane? Jeśli nie, to zapraszamy do przeczytania naszego wpisu na ten temat: http://swingwithme.pl/zbiorniku-i-jak-ty-o-nas-dbasz/. Dla niektórych zakończyło się to życiowym dramatem, okupionym nie tylko próbą szantażu i wyłudzenia, ale także i utratą zdrowia oraz komfortu psychicznego.

Nie damy się zastraszyć

Obydwoje z Erykiem jesteśmy bardzo aktywnymi ludźmi. Rozwijamy swoje biznesy, udzielamy się w różnych miejscach. Bardzo skrupulatnie oddzielamy nasze swingerskie życie od tego osobistego. Oczywiście, gdy zobaczymy na mieście parę, z którą mieliśmy przyjemność spędzenia wieczoru, nie uciekamy w popłochu, tylko normalnie i serdecznie z nimi rozmawiamy (i najczęściej umawiamy się na kolejne spotkanie) 😉 Ale wszystko dzieje się tu i teraz, i to w świecie rzeczywistym. Znamy się, wiemy kim jesteśmy i że wszyscy mamy podobne, hedonistyczne podejście do życia, czyli „jedziemy na tym samym wózku”.

Decydując się na prowadzenie tego bloga, wiedzieliśmy że nie będzie łatwo. Że będziemy bardzo często hejtowani, obrażani, dyskredytowani. Nieprzychylne komentarze traktujemy jako pewnego rodzaju wskaźnik popularności jaką chcąc nie chcąc zdobywamy. Bo przecież, gdybyśmy nie dorobili się „życzliwych” nam osób, znaczyłoby, że jesteśmy nijacy, a nasza aktywność pozbawiona wyrazu. Zdarzają się też maile pełne wulgaryzmów, a nawet i pogróżek. Jednak autorzy tychże wiadomości chyba nie zdają sobie sprawy, że w necie nikt nie jest anonimowy, a na groźby i zastraszanie istnieją odpowiednie paragrafy.

Bilans strat i zysków

Nie zaprzestaniemy pisać i wymyślać nowych inicjatyw. Nas – swingersów jest w Polsce coraz więcej, a nasz blog jest jedną z cegiełek budujących tę genialną społeczność. Ale to my z Erykiem jesteśmy dla siebie najważniejsi. Nasza miłość, nasza codzienność i nasze bezpieczeństwo. I właśnie dlatego na hasło wyślijcie nam swoje zdjęcia zawsze będziemy mieli jedną odpowiedź – nie. A Was zachęcamy do przemyślenia własnych działań w sieci, bo być może będzie potrzebna ich mała korekta 😉 Wszystko bowiem zależy od indywidualnego wyliczenia kosztów względem korzyści.

Tekst: Luiza

  • NakreceniBdg

    Cóż, my często wymieniamy się zdjęciami. Tyczy się to sytuacji przed spotkaniem zapoznawczym. Oczywiście jeśli druga strona nie chce, to problemu nie ma. Z racji wykonywanego zawodu wiemy o technologiach sieciowych znacznie więcej niż typowy Kowalski. Zresztą nie tylko o technologiach, ale i kategoriach sprzętowych. Jesteśmy świadomi, że gdy znajdzie się psychol, to niezależnie czy wymienimy się zdjęciami czy nie, to spokojnie może uzyskać praktycznie to samo. Ok, nie wyślemy, ale umawiamy się na spotkanie. Zjawiamy się na miejscu, on również, ale tylko po to, aby z ukrycia cyknąć nam zdjęcia. Baaa, może odbyć z nami zapoznawkę, zrobić dobre wrażenie, następnie spędzić noc. Noc, którą nagra miniaturową kamerą i zacznie rozpowszechniać bądź szantażować nas tymi materiałami.

    Nie mamy w zwyczaju spotykać się „spontanicznie”, umawiać na rypanko do hotelu „dzisiaj”. Baaa, nie bywamy nawet w swingers klubach. Wymiana zdjęć jest zakończeniem pewnego etapu analizy siebie na wzajem poprzez słowo pisane oraz wcześniejszą obserwację danego profilu. Jeśli na tym etapie ewidentnie widać, że nie przypadniemy sobie do gustu – kulturalnie to przedstawiamy. Nie ma u nas sytuacji, gdy ktoś wysyła zdjęcia, nie podoba się nam, a my bez słowa zrywamy kontakt. Takie zachowanie, to proszenie się o kłopoty. Przede wszystkim nauka właściwych technik selekcji, a następnie traktowanie potencjalnych łóżkowych partnerów tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.

    Co ciekawe – często wysłane zdjęcia wprowadzały w błąd. Były aktualne itd., ale są ludzie, którzy poprzez swoją mimikę na zdjęciach wychodzą dziwnie, żeby nie powiedzieć – nieatrakcyjnie. Zaskoczyliśmy się już mega pozytywnie, stąd też wymianę zdjęć traktujemy najczęściej na zasadzie „a to tak wyglądacie” niż dając zdjęciom jakieś własne oceny.

    Zazwyczaj pary budujące dziwny dystans, gotowe się z nami przespać, ale jednocześnie traktujące nas jakbyśmy byli ich wrogami, są dla nas kompletnie aseksualne. Jeśli już się spotkaliśmy, raz, drugi, baaa, nawet wylądowaliśmy w łóżku, to naprawdę idiotycznym jest kamuflować się osobnym nr telefonu, zmyślać podstawowe informacje o sobie itd. Dla nas znajomi ze Zbiornika, to normalni znajomi z tym jednym dodatkiem, że nie ma między nami typowego skrępowania w tematach łóżka/seksu/nagości. To, że się ze sobą bzykamy nie oznacza, że nie możemy się razem napić, wyjść na koncert, pojechać z dzieciakami na kajaki itd. Kto ma nas traktować normalnie, jeśli nie my-swingersi będziemy podchodzili do siebie nawzajem jak do psycholi-zboczeńców ?