WZIĘŁO MNIE NA ZWIERZENIA

Projekt Swing With Me dostarcza mi emocjonalnej huśtawki. Jednego dnia lecę jak na skrzydłach. Zawsze tak mam, gdy napiszę dobry tekst, gdy palce same suną po klawiaturze, a myśli układają się w logiczną całość. Cieszę się, gdy mogę pisać dla Was szczerze i ukazywać Wam swingerski świat i tematy z nim związane.

A w ogóle jestem wniebowzięta, kiedy na blogu i na Facebooku oraz Google+ pojawiają się komentarze albo, gdy otwieram skrzynkę pocztową i widzę nowe wiadomości od Was. Wtedy skaczę ze szczęścia jak piłeczka pingpongowa, a me serducho się raduje, kiedy mogę (a raczej możemy) Wam odpisać i coś doradzić. Tak, wówczas czuję, że to co robimy ma sens. Że nasze słowa nie są wysyłane w pustą przestrzeń.

I po co to robić?

Ale nie ukrywam, że czasami pojawiają się chwile zwątpienia, kiedy do głowy przychodzą durne myśli „i po co to wszystko”. Ostatnio chciałam nieco poeksperymentować z reklamą na Facebooku. I co? I nic? Nasz blog nie mieści się w standardach reklamowych, bo publikowane przez Nas treści są niedozwolone i bulwersujące. Rozumiem, jakbyśmy chcieli promować jakąś stronę porno z hardcorowymi filmami, ale do cholery jasnej – my piszemy o życiu, które prowadzimy i które jest stylem życia i par tysięcy par i singli.

Mamy ambitne plany stworzenia naprawdę otwartej na sprawy seksu i erotyki społeczności. Choć większość tekstów na bloga tworzę ja, to gdyby nie Eryk i jego wsparcie, ten projekt nigdy by nie powstał. Krok po kroku docieramy do coraz większej ludzi, ale szlag Nas trafia, gdy wszędobylska obłuda i coraz większa cenzura dyktuje Nam co i jak mamy robić. A raczej czego nie robić. Ale nie ukrywam, że zjada mnie trochę zazdrość, gdy obserwuję strony, na których są setki komentarzy i tysiące polubień. Mam jednak tą świadomość, że do wszystkiego potrzebna jest wytrwałość i cierpliwość.

Działam dalej

No nic, zaciskam zęby i rozluźniam pięść i nie zrezygnuję z pisania. Mało tego, obiecałam sobie, że rok 2016 będzie tym rokiem, w którym zmobilizuję wszystkie swoje siły i pokłady kreatywności i napiszę wreszcie moją książkę. Książkę, o której myśl nie daje mi spokoju w dzień i w nocy. Nie chcę, aby to był kolejny kicz w stylu „50 twarzy Greya”, tylko powieść bardzo osobista. Znacie mnie, jak coś piszę, to szczerze. Taka jestem i tego nie zmienię. I do wszystkiego pragnę dojść własną, ciężką pracą. Wtedy sukces będzie smakował najlepiej.

Wzięło mnie na zwierzenia. Ale pisanie to naprawdę skuteczna terapia i już mi trochę lepiej 🙂

Zatem – to następnego wpisu!

Tekst: Luiza

 

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/mozecie-liczyc-takze-na-mnie/

 

  • Hej Luiza. Też lubię komentarze pod swoimi wpisami więc mam nadzieję sprawię Wam przyjemność swoim. Co do popularności bloga, to teraz mamy społeczeństwo „obrazkowe”. Może powinniście ubarwiać wpisy swoimi zdjęciami? Wiesz, subtelne foto działa na zmysły i przyciąga ciekawskich. A wtedy możecie trafić do szerszego audytorium. Co do cenzury, to wybacz za dosłowność – wkurwia mnie to totalnie. To tak jakby mówili Ci jak masz żyć. To tak jakby mówili Ci, nie jesteś lub nie możesz być sobą. Nie wolno Ci przekraczać norm. Nie rozumiem czasem świata w jakim żyję. Weźmy prostytucję. Toż to najstarszy zawód świata. Czyli niemoralność jest wpisana w nasze życie od zarania dziejów. Czemu zatem udawać, że jej nie ma. To, że zabawię się nie z jedną a z kilkoma kobietami jednocześnie jest zbrodnią? Czy ja komuś czynię krzywdę? No wiadomo, że nie jeśli one też tego chciały. To za opisanie tego mam być cenzurowany? Tymczasem ten sam facebook propaguje np. modelki erotyczne kuszące swoimi wdziękami. Reasumując, nie poddawajcie w wątpliwość tego co robicie i jak o tym piszecie. To Wasze życie i zapewne wielu ludzi także. Piszecie ciekawie i zapewniam, że wielu osobom otwieracie oczy i umysły. Tak więc czekam na ciąg dalszy mimo, że rzadko komentuję. PS: komentarz być może za obfity ale procenty też robią swoje, pozdrawiam 🙂

    • Sprawiłeś Nam ogromną przyjemność swoim komentarzem. A, że obydwoje jesteśmy uparci, to każda przeszkoda pojawiająca się na naszej drodze, motywuje Nas podwójnie do działania. Choć jest to cholernie upierdliwe, że co chwilę trzeba udowadniać swoje racje albo przekonywać, że obrany styl życia wcale nie jest „zły” i nikomu nie szkodzi… A Wielki Brat F. jest dla Nas obłudą w najczystszej postaci. Po prostu tam gdzie jest, tam i oko jest przymykane na „gorszące” treści. Ale My powoli będziemy robić swoje, docierając do ludzi, dla których nasze myśli i poglądy są bliskie. A Ty też pisz coraz więcej i obiecujemy częściej do Ciebie zaglądać i komentować 😉

  • Popieram, wspieram, rozumiem… 😉 Ale fb to nic… Najgorsze, jak powszechna głupota i hipokryzja dotyka nas na co dzień. I jak w tym chorym klimacie próbujemy wychować dzieci na mądrych, otwartych, szanujących siebie i innych ludzi.
    Trzymam kciuki za Twoją książkę – „walczę” właśnie z wydaniem swojej. Jak będziesz na tym etapie, to chętnie podzielę się doświadczeniami – niestety dość dołującymi ;-).

    • Naprawdę fajnie wiedzieć, że się nie jest odosobnionym w swoim myśleniu. Czasami mam wrażenie, że nie pasujemy ani do czasów ani do miejsca, w którym przyszło Nam żyć. Choć też mamy świadomość, że wszędzie tam gdzie nas nie ma, wydaje się być lepiej, piękniej, łatwiej…

      Z przyjemnością dowiedziałabym się czegoś więcej na temat Twojej książki i przygód z jej wydaniem. Trzymam kciuki, że wszystko się uda i będę mogła liczyć na egzemplarz ze specjalną dedykacją… 😉

  • ~trinity

    Hmm obawiam sie , ze z cenzura bedzie coraz gozej. Ale mysle, ze z waszymi tresciami trafiacie do ludzi o otwartych umyslach, tak wiec robcie swoje.
    Tez ciesze sie jak dziecko gdy zobacze kazdy nowy wpis od czytelnikow na moim blogu, rowniez ilsc odslon jest bardzo pocieszajaca. W mojej dziedzinie niestety reklama przegrywa z zdroworozsadkowym podejsciem do problemow urodowych, a ja mam ten problem ze prowadzac bloga keruje sie wiedza i rozsadkiem a nie tandeta i niestety przegrywam

    • Bo w dzisiejszych czasach panuje moda na kontrowersje. Im bardziej szokująco, tym z założenia lepiej. Tylko to jest efekt krótkotrwały. Wielki szum, a potem cisza. A my mamy zamiar być sobą i małymi krokami robić swoje i docierać do nowych odbiorców. Czy nam się to uda? Zobaczymy. Z pewnością tak łatwo się nie poddamy! I trzymamy kciuki za Ciebie!

  • Ojjjj tak. Pisanie to idealna terapia. Przynosi szybką ulgę. A cenzurą XXI w. się nie przejmuj. Im więcej trudu sprawi Ci dojście do sukcesu, tym lepszy będzie jego smak. Trzymaj się! 😉

    • Nic nie daje mi takiej satysfakcji jak napisanie dobrego tekstu. Mogę się bronić, szukać wymówek – ale to chyba moja droga życiowa. P.S. Kilka dni temu wysłałam Ci maila…

  • Kochana można to obejść – mówię o reklamie 😉 Trzeba zastosować parę tricków ale można:)

Close