Z ILOMA OSOBAMI SPALIŚCIE?

Pragniemy przyspieszonych oddechów, jednego rytmu serca w takt pchnięć spełnienia. Całkowitego oddania i zatracenia się w ruchach kołyszących bioder. Bez pośpiechu, bez przybierania żadnej maski. Cieszenia się chwilą oraz tym co jest tu i teraz. Ale ostatnio mamy wrażenie, że gonimy za czymś niedoścignionym. I w myślach zadajemy sobie pytanie – czy to źle, że chcemy więcej?

Ostatnio na Zbiorniku, jedna z nowo zarejestrowanych par zadała nam pytanie – z iloma osobami spaliście? Odpisaliśmy grzecznie, że to jest nasza prywatna sprawa, jak i każdej innej pary znajdującej się na tymże portalu. Swing nie jest maratonem, podczas którego jest kilka bramek do zaliczenia mierzących czas, a także ilość przebiegniętych kilometrów. To nie wyścig, bo niby jakim rezultatem miałby się on zakończyć? Jaki wynik byłby „dobry” – 10, 100, a może 1000 kochanków i kochanek? Miejsce na podium czy miejsce w innej dziesiątce rankingu?

Tabula rasa

My nie zaliczamy. My kolekcjonujemy erotyczne wspomnienia. Zmieniają się bohaterowie seksualnych opowieści, zmieniamy się także i my. Bowiem każde spotkanie zakończone obudzeniem pożądania, zostawia w nas jakiś ślad. Niczym karty rozkosznej księgi, zapisujemy doznaniami kolejne rozdziały. Delektując się innymi, odkrywamy siebie.

Chcemy więcej, lecz nie oznacza to, że jedyne do czego dążymy to zwiększająca się liczba zasmakowanych ciał na naszym swingerskim koncie. Nie! Pragniemy czegoś zupełnie innego. Dawać zaspokojenie, ale też je dostawać. Nie liczyć sekund, minut, godzin, ale zatopić się w lawinie pocałunków i drżeniu rozgrzanej nagości. Zatrzymać czas, tak by noc nie przemieniała się w dzień. Zastygnąć w seksualnej erupcji zmysłów. Ach, to jest nasze pragnienie…

Oceniam cię na…

Nie prowadzimy swingerskich statystyk. Nie stworzyliśmy sobie tabelki w excelu przypisując konkretnym osobom określonych punktów. Nie jesteśmy jury oceniającym jakość wykonania za pomocą cyfr w skali od jednego do dziesięciu. Ale co najważniejsze – dbamy nie tylko o własną prywatność, ale również i ludzi z którymi mieliśmy przyjemność się spotkać. Dlatego przy kolejnych „kawkach zapoznawczych” nie wymieniamy w rozmowie nicków naszych towarzyszy zabaw, ani nie opowiadamy jak spędzaliśmy z nimi czas. Bo te informacje są zarezerwowane tylko dla nas.

Z iloma osobami spaliście? Czy to naprawdę jest najistotniejsze? Czy ilość ma świadczyć o wiarygodności lub jej braku? Doprawdy zastanawiamy się jaka intencja przyświecała parze, będącej nadawcą tejże wiadomości i jakiej odpowiedzi się spodziewała. Być może było to podyktowane zwyczajną ciekawością. Przynajmniej podarowali nam inspirację do stworzenia dzisiejszego wpisu.

Tekst: Luiza

Fot.: http://wisetoast.com/20-different-types-of-kisses-and-what-they-actually-mean/

  • Paweł Piotrowicz

    Mam wrażenie, że pytanie to mogło wynikać także z obawy. Zbyt duża ilość partnerów może rodzić strach przed zniknięciem „w tłumie”, nie byciem nikim wyjątkowym, a po prostu kolejną kreską na ścianie, a także… chorobami. I tak, wiem, zabezpieczenie, badania. To wszystko logicznie rzecz biorąc powinno uspokajać. Z tym, że emocje nie zawsze rządzą się logiką. Wręcz rzadko.
    Tak zupełnie szczerze mówiąc, to i my preferujemy pary „amatorskie”, bądź „półamatorskie”, niż nieledwie zawodowych, zbiornikowych wyjadaczy. Być może ci drudzy mogą się poszczycić większym doświadczeniem, obyciem, techniką.. ale jakoś tak bezpieczniej i bardziej swojsko czujemy się w towarzystwie „naturszczyków” (oczywiście bez urazy dla nikogo)…

    • Marek

      Możesz sprecyzować co oznacza para „amatorska” i „półamatorska” według Ciebie? 🙂 Jak sklasyfikowałbyś nas, którzy swingujemy od około 10 lat, a idziemy do łóżka około 4-5 razy w roku? Pytam z czystej ciekawości 🙂

      • Paweł Piotrowicz

        Zdecydowanie jako parę „półamatorską” 😉 Za zawodowców uważam ludzi, którzy potrafią w ciągu miesiąca przekotłować się przez tuzin partnerów, a weekend bez seksu grupowego uważają za stracony. Ludzi, dla których swing jest de facto celem życia i jego sednem, a nie fajną przyprawą. Tak. Znam takich 😉 I ogólnie ok – jeżeli spełniają się w tym – brawo dla nich. Po prostu nie jest to towarzystwo, w którym my czujemy się dobrze. 🙂

  • Określanie par jako amatorskie, półamatorskie czy zawodowe jest jak dla nas nieco dziwnym zabiegiem. W takim razie należałoby przyjąć jakąś skalę, a to w ogóle odziera swing z jakichkolwiek emocji i zamienia go w postrzeganiu jako „sport”. Wszystko zależy od kwestii podejścia, ale zdecydowanie takie klasyfikowanie ludzi nam nie odpowiada i sami go nie stosujemy.