ZA CO UWIELBIAMY SWING

http://ahermin.deviantart.com/art/Sex-on-the-Beach-125304401
http://ahermin.deviantart.com/art/Sex-on-the-Beach-125304401

Swingujemy już prawie trzy lata. Kiedy to zleciało – naprawdę nie wiemy. Przez ten czas swingowanie wywróciło nieco nasze życie do góry nogami. Raz czuliśmy, że możemy wszystko, ale zdarzały się też chwile, kiedy pojawiało się zwątpienie. Ale dziś już jesteśmy pewni – uwielbiamy swing! Za co? Och, powodów jest bardzo wiele…

Za naukę dzielenia się sobą

Zanim zaczęliśmy przygodę ze swingiem, obydwoje z Erykiem czuliśmy pod skórą, że w seksie można więcej. Że jest to sfera, w której wręcz trzeba eksperymentować i próbować nowych rzeczy. Uczyć się siebie, własnej seksualności, zaspokajania partnera, jak to tylko jest możliwe. Wchodzić na wyższy poziom spełnienia i akceptacji swoich pragnień…

No dobrze, tyle w temacie teorii. A co z praktyką? Jak to przeważnie bywa, początki nie były łatwe. Pojawiła się zazdrość i kłujące w serce uczucie, że już od tej pory nic nie będzie tak jak wcześniej. Że straciliśmy bezpowrotnie nasz mały, intymny świat.

Pokonaliśmy to i stała się rzecz niebywała – nasza intymność wcale nie zniknęła. Wręcz przeciwnie – pogłębiła się, jednocześnie robiąc miejsce na to co nowe i nieznane. Nauczyliśmy dzielić się sobą nawzajem. Rozdzielając fizyczność od duchowości. Wiemy, wiemy, że może to brzmi nieco patetycznie, ale czy swing musi być odarty z romantyczności? My zdecydowanie lubimy łączyć te dwa aspekty.

Za ten dreszcz emocji

Jesteśmy za sobą każdego dnia, bo tak nam jest po prostu dobrze. Mamy podobne temperamenty i czasami… trudne charaktery. Oprócz tego, że jesteśmy małżeństwem, jesteśmy przede wszystkim parą najlepszych przyjaciół. I chyba właśnie dzięki temu zdecydowaliśmy się wejść w świat swingersów. Bo wiedzieliśmy, że nic nie jest w stanie zniszczyć tego co nas łączy.

Swingowanie dostarcza niepowtarzalnego dreszczu podniecenia. To zupełnie tak, jakbyście szykowali się na pierwszą randkę. W waszej głowie kotłują się myśli, jak to będzie, czy coś z tego wyjdzie. Ekscytacja i emocje towarzyszą wam na każdym etapie przygotowań i sięgają zenitu tuż przed samym spotkaniem. Jeżeli pojawi się iskra podniecenia, to później wszystko idzie jak z płatka: flirt, kokietowanie i… łóżkowe ekscesy.

A nad ranem i tak wylądujecie we własnej sypialni głodni siebie i tego niepowtarzalnego błysku pojawiającym się przy wspólnym orgazmie.

Za to, że można więcej

Swing dodaje skrzydeł. Sprawia, że chcesz więcej i czujesz, że możesz to osiągnąć. Zaczynasz coraz lepiej czuć się w swoim ciele i dokładasz coraz więcej starań, aby zwiększać atrakcyjność. Twoja pewność siebie znacząco wzrasta, a seksapil wręcz bije od ciebie na odległość. A to przekłada się nie tylko na sukcesy w życiu prywatnym, ale również i zawodowym. Dlaczego? Bo twój urok osobisty zaczyna powalać na kolana 🙂

Za niesłabnący apetyt na…

… siebie. Swing może oddalić, nie będziemy zaprzeczać. Wiele związków z tego powodu się rozpadło, ale pary, których relacja opiera się na prawdziwym zaufaniu, szczerości i spontaniczności, poczują, że jeszcze nigdy były ze sobą tak blisko, jak właśnie po poznaniu smaku swingowania. Człowiek przecież od początków istnienia nie był stworzony do monogamii. Geny, instynkty – to się nie zmieniło na przestrzeni tysiącleci. To dlaczego mamy okłamywać siebie, że jest inaczej?

My z Erykiem podjęliśmy decyzję o wyjściu z tego świata monogamicznej ułudy. Spotkamy się z innymi, eksplorując ich ciała i osobowości. Ciesząc się chwilami wzbogacanymi jękami rozkoszy. Odnaleźliśmy się w swingu, nie zapominając przy tym o sobie. Bo przecież my w tym wszystkim jesteśmy najważniejsi. Nikt inny, tylko my.

Tekst: Luiza