ZAPŁAĆ, A JA SIĘ TOBIE SPRZEDAM

prostitute-large_trans++qVzuuqpFlyLIwiB6NTmJwfSVWeZ_vEN7c6bHu2jJnT8Skoro oddaję się innym, to może powinnam brać jeszcze za to kasę? A co, przynajmniej byłoby na nowe buty, sukienki i podróże. W końcu moje ciało, to moje zasady. Prawda?

Czasami inspiracja na tekst wręcz sama rzuca się pod moje palce wystukujące kolejny tekst na klawiaturze. Robiąc codzienną prasówkę natknęłam się na taki oto artykuł „Swingiem do prostytucji, czyli jak sprzedają się… małżeństwa”. I… się załamałam.

Zjawisko sponsoringu jest mi jak najbardziej znane, bo będąc aktywną uczestniczką swingerskich portali, co chwilę widzę ogłoszenia, że pani chętnie zrobi to i to za taką i taką stawkę. Ale panowie też nie próżnują oferując cały wachlarz możliwości za konkretną kwotę. Do wyboru do koloru pod warunkiem uszczuplenia zawartości portfela.

Nie interesuje mnie czy ktoś bierze kasę za oddawanie się innym. Ja nikomu do łóżka nie wchodzę i wyznaję zasadę, że każdy ma prawo robić to co mu się podoba. Skoro jest popyt, to i jest podaż. Odwieczne prawo ekonomii. Świat tak funkcjonuje od wieki wieków i nic nie wskazuje na to, aby kiedyś to się miało skończyć.

Przyznaję, że najwięcej bierzemy od panów z dużymi brzuszkami, bo nie przepadam za tym. Trochę się przymuszam. Jeden za udział w tzw. gangbang ze mną zapłacił więc 6 tys. zł., tyle, co wszyscy pozostali razem. Chyba całe oszczędności wydał, ale taka cena spełniania marzeń.

Ale to już nie jest swing. To jest prostytucja. A to są zupełnie dwie odmienne rzeczy i wkurza mnie, że coraz częściej w sieci te pojęcia są utożsamiane ze sobą. W takim razie każdy swingers czy swingerka są kurwami do kupienia. Czyli ja jestem dziwką, mój mąż jest dziwką i w ogóle wszyscy żyjemy w jednej wielkiej dziwkarskiej wspólnocie. Zasada jest prosta: ja Ci daję dupy, a Ty mi płacisz. Ja mam pieniądze, a Ty emocjonalne spuszczenie. Jesteśmy rozliczeni.

To nie dla Nas
Lubię oddawać się innym, ale w życiu nie mogłabym wystawić swojego ciała na sprzedaż. Sprawić, aby było ono dostępne dla każdego, kto tylko sypnie we mnie plikiem banknotów. Pozwolić, aby posuwał mnie facet, na którego sam widok mam odruch wymiotny. I tak samo nie wyobrażam sobie, aby Eryk pieprzył się ze sflaczałą cipką i obwiśniętymi piersiami. I to wszystko dla pieniędzy? To ja już wolę nasz szczęśliwy i skromniejszy żywot, w którym to My decydujemy kogo zapraszamy do zabawy.

Ale podobno życie to sztuka wyboru. Dla jednych priorytetem jest kasa, dla innych – satysfakcja. I My wybieramy tą drugą opcję.

Tekst: Luiza