ZAUFAJ MI

Minął ponad rok odkąd byli w tym mieście. Niby tak blisko, a jednak tak daleko. Wracali do punktu wyjścia, by przypomnieć sobie kolory, zapachy i atmosferę miejsca, w którym utracili swe swingowe dziewictwo. Znów towarzyszyła im niepewność i przyspieszone bicie serca. Znów stali przed bramą, gdzie wszystko się zaczęło…

Berlińska „Insomnia” – uwielbiali ją, jednocześnie od niej uciekali. Ekscytowali się wizytą w niej z równoczesnym strachem czy na pewno powinni zagłębiać się w jej wnętrzu. Przeżywali w niej chwile, których wspomnienie przywoływało wilgoć między nogami i sztywną gotowość, lecz również – momenty lęku i wycofania. A jednak ponownie przekraczali jej próg.

Powitał ich znajomy aromat kadzidełek – duszący i podniecający zarazem, niczym delikatnie zaciskająca się męska dłoń na kobiecej szyi. Jak zapowiedź słodkiego bólu… W środku było już bardzo dużo ludzi, ale zanim poszli do baru, udali się do strefy za kurtyną. Zrobili to celowo, by przechodząc przez cały klub, zaprezentować się w całej okazałości. By ich podziwiano jak luksusowe dobro na wystawie bogatej ulicy. Zadziałało. Przykuli spojrzenia.

Gin z tonikiem i whisky z lodem – ten zestaw nie zmieniał się od lat. Nawilżając usta alkoholowym płynem czuli, że bardzo tego potrzebowali. Niby byli już doświadczonymi swingersami, a wciąż czasem towarzyszył im niepokój, jak nastolatkom przed ich pierwszym razem. Wypełnione szklanki szybko opustoszały, lecz druga kolejka prędko nadrobiła te straty.

Północ. O tej porze Kopciuszek musiał opuścić bal, a tutaj impreza dopiero się rozpoczynała. Ale oni znali już ten show, który niegdyś nieco ich zszokował. Muzyka z filmu „Oczy szeroko zamknięte”, zakapturzone postaci, kobieta jako ofiara i wosk z palących się świec na jej ciele. To już nie było to samo, gdy byli tutaj po raz pierwszy. Kiedy dopiero odkrywali ten świat. Wówczas widząc odgrywane sceny, Luiza czuła swoje ciepło rozpływające się po udach. Była tak wilgotna, że mężczyźni mogliby wchodzić w nią jeden po drugim. Ale wtedy brakowało jej jeszcze odwagi na spełnienie tej fantazji. Dziś była już inną kobietą. Kobietą, która poznała smak bycia z wieloma mężczyznami. I dziś miała ochotę nie hamować swych zwierzęcych instynktów.

Nie rozpoczynali z Erykiem zabawy od razu. Wiedzieli, że cierpliwość się opłaca, bo ci, z którymi nie mieli ochoty się bawić, jako pierwsi wyczerpywali pokłady swej energii, zwalniając przestrzeń do zabawy dla innych. Dlatego sycili oczy spełnieniem innych, a uszy – rozchodzącymi się jękami rozkoszy. Zresztą i tak najważniejsi byli sami dla siebie. Tyle lat razem, a ogień pożądania zamiast gasnąć, wybuchał tylko jeszcze większym płomieniem. Małżeński flirt wciąż wywoływał na twarzy Luizy rumieniec nieśmiałości. I to było piękne w ich miłości.

Wszyscy w zniecierpliwieniu oczekiwali na otwarcie górnej części lokalu. Szerokie kanapy mogły pomieścić wiele splątanych ciał, a oni chcieli być tego świadkami. Wreszcie schody łączące obie części stały się dostępne. Nie trzeba było długo czekać, by rozpoczęła się grupowa orgia. Wypięte kobiety i mężczyźni pragnący je posiąść. Każdy z każdym, w dowolnej konfiguracji. Eryk trzymając Luizę za rękę prowadził ją od jednej kanapy do drugiej. Zatrzymywali się, patrzyli, obserwowali, ale czuli, że to nie jest już dla nich. Że swing jest dla nich kwintesencją czegoś innego, a nie gonitwą za orgazmem przeżytym z kimś innym. Nie chcieli bawić się na siłę, nie musieli przecież niczego sobie udowadniać. Zatem ponownie ich kroki skierowały się w stronę baru.

***

Kazał jej położyć się na podwyższonym fotelu. Obiecali sobie, że kiedyś sobie taki sprawią do domu. Ustawiony na idealnej wysokości, zapewniał idealną penetrację. Głęboką i wypełniającą. Eryk zanurzył się w Luizie. Pragnął poczuć tak dobrze znane mu ciepło i zapach swojej kobiety. Nie minęła nawet minuta, a już obok nich znaleźli się inni chętni do skosztowania jej ciała. A on ubóstwiał, gdy nieznajomi ją całowali po piersiach, a on ją posiadał niczym zdobywca na nowej ziemi. Wzrokiem rozkazał by chwyciła w dłonie ich penisy, pieszcząc w rytmie jaki on nadawał swymi pchnięciami. Była mu posłuszna, czując prężące się członki między palcami. Dawkował sobie podniecenie, dlatego wyszedł z niej i zakrywając jej oczy swą dłonią wyszeptał tylko:

Zaufaj mi.

Zaufała. Nie protestowała, gdy poczuła w sobie innego mężczyznę.

O tak, daj mu rozkosz, jaką mi dajesz.

Rozchyliła nogi jeszcze bardziej, zwiększając dostęp do słodkiego wnętrza.

Po nim był następny. Grubość jego penisa zaskoczyła Luizę, ale zmieścił się w niej, ocierając się o każdy możliwy punkt. Na chwilę otworzyła oczy. Jego spojrzenie było hipnotyzujące. Chciał, aby ona również patrzyła w jego oczy. Aby widziała tą ekstazę, jaką przeżywał eksplorując jej ciało. Kręciło ją to i bardzo. W źrenicach dopatrywała się nadchodzącego zaspokojenia, a ona spełniała się będąc narzędziem ofiarującym rozkosz. Robić dobrze i dzielić się dobrem.

W kolejce czekał w gotowości następny nieznajomy. Eryk spojrzał się na zarumienioną twarz swojej żony, pragnąc wyczytać w niej czy ma chęć na kontynuowanie zabawy. Potwierdzająco skinęła głową. I znów jej wnętrze pulsowało od rozkosznego tarcia. Drobnym gestem poprosiła Eryka, aby nachylił ucho do jej ust, wyszeptując mu:

Pieść mnie.

Palec na łechtaczce i penis w cipce. Doskonałe uzupełnienie. Jej ciało wyginało się w łuk, a wydawane krzyki przyciągały uwagę innych. Było jej dobrze, tak bardzo dobrze. Świat dookoła przestał istnieć. Nie interesowało jej czy ktoś na nich patrzy lub masturbuje się na ich widok. Nie przejmowała się, że jej jęki mogą być zbyt głośne. Nie chciała hamować nawet przez chwilę swoich reakcji. Zresztą po to tu przyjechała – aby uwolnić swoją cielesność. Niespodziewanie, będący w niej mężczyzna chwycił ją za rękę, splatając palce. To było okazanie czułości, którego w tym zwierzęcym klubie nie oczekiwała. Lecz to spotęgowało jedynie pragnienie, aby i jemu było jak najlepiej. Znów stać się czyimś wspomnieniem, do którego ktoś będzie z przyjemnością wracał w swej pamięci…

Nie miała już sił. Czuła się słodko wyczerpana i otumaniona zapachem mężczyzn, którzy ją posiedli. Ale pragnęła tylko jednego – aby Eryk znów w nią wszedł i zatopił się do końca. Aby był zwieńczeniem małej orgii, która przed chwilą się skończyła. Ich ciała ponownie się połączyły, tworząc falującą całość. Ich seks był zawsze niesamowity, a z biegiem lat stawał się jeszcze bardziej smaczniejszy. Dopasowali się do siebie pod każdym względem, niczym ying i yang. Luiza widziała nadchodzący orgazm w oczach Eryka. Jego pchnięcia stawały się coraz głębsze i mocniejsze. Przysunął ją jeszcze do siebie, aby być w niej jeszcze dalej, by wypełnić ją po brzegi. Napięte dłonie zaciskały się na jej pośladkach, dając sygnał, że zaraz dojdzie. Luiza poczuła w sobie ten wilgotny wybuch, pozwalając spływać spermie po udach. Była zaspokojona do granic możliwości. Teraz była jego i tylko jego. I nikogo innego już więcej nie pragnęła.

Tekst: Luiza