ZOSTAŁAM ZDEMASKOWANA

girl-689137_640Co zrobić kiedy Twoja swingerska tajemnica wyjdzie na światło dzienne? Jak się zachować, gdy ktoś odkryje Twoje tajemne „drugie ja”. Dla niektórych swingowanie jest postrzegane jako coś brudnego i zakazanego. I mają do tego prawo. Ale nikt nie ma prawa do negowania czyjegoś stylu życia. Przeczytajcie list Anity, której przyjaciółka zerwała z nią kontakt tylko ze względu, że dowiedziała się o jej swingerskich przygodach…

Witajcie,

Postanowiłam napisać do Was, bo widzę, że nie jestem pierwszą, która postanowiła Was się poradzić. Od kilku lat jestem swingerką. Zaczęłam jeszcze jako singielka, gdyż odkąd pamiętam moje potrzeby seksualne zawsze były większe niż „standardowe”. Jeszcze będąc w związku, pójście do łóżka raz czy dwa razy w tygodniu było dla mnie niewystarczające. Zresztą to była jedna z głównych przyczyn, dla których ten nieszczęsny związek się rozpadł. Będąc wolną i niezależną wielokrotnie odwiedzałam swingerski klub oraz umawiałam się na spotkania w apartamentach. Podobało mi się i czułam się zaspokojona. Bynajmniej fizycznie. Jednego wieczora spotkałam w klubie Arka. Przystojny, dobrze zbudowany. Od razu między nami zaiskrzyło i to nie tylko erotycznie. Dobrze się nam także rozmawiało. Umówiliśmy się później na kilka randek i postanowiliśmy zaryzykować zbudowanie czegoś trwałego, nie ryzykując przy tym z cielesnych zabaw. Układa nam się genialnie, choć mogłoby się wydawać, że związek zbudowany na seksie nie ma szans na przetrwanie. A my jesteśmy naprawdę szczęśliwi i zakochani w sobie. Ale nie o tym chciałam Wam opowiedzieć…

Wiadomo, że będąc swingerką/swingersem prowadzisz podwójne życie. To oficjalne i to zasłonięte kurtyną tajemnicy. Starasz się oddzielić te dwa światy, ale czasem wystarczy jedna mała pomyłka, aby twój sekret wyszedł na jaw. I tak się stało w moim przypadku. Podczas „babskiego wieczoru” moja wieloletnia przyjaciółka odkryła na moim komputerze zdjęcia moje oraz Arka jak bawimy się z innymi parami w apartamencie. Wszyscy wypiliśmy wtedy za dużo alkoholu, ale zabawa była tak udana, że postanowiliśmy uwiecznić to na zdjęciach. Tak dla własnego, domowego użytku. Pech chciał, że pragnąc uporządkować zdjęcia i ukryć je przed niechcianymi spojrzeniami, niechcący wcisnęłam je w folder ze zdjęciami z wakacji. I tak zobaczyła je moja przyjaciółka. Gdy wróciłam do pokoju, ona już w pośpiechu zabierała swoje rzeczy, wyzywając mnie przy tym od najgorszych. Nie będę przytaczała tutaj niecenzuralnych epitetów, ale wykrzyczała mi, że brzydzi się zadawać z osobą, która puszcza się z innymi i nie szanuje siebie i swego ciała. Jej słowa mocno mnie zabolały. Nawet zaczęłam się zastanawiać czy może faktycznie nie ma racji, ale przecież nie będę udawała kogoś kim nie jestem. Na razie wstrzymaliśmy nasze chodzenie do klubu. To znaczy ja się na razie wycofałam, bo Arek uważa, że nie powinnam się przejmować tymi durnymi słowami, ale szanuje moją decyzję i powiedział, że pójdziemy tam dopiero jak na nowo poczuję, że jestem na to gotowa. Mam totalny chaos w głowie i muszę jakoś uporządkować swoje myśli. Może Wy mi w tym jakoś pomożecie?

Pozdrawiam

Anita

__________________________________________________________________________

Droga Anito,

Twój partner ma absolutną rację. Nie powinnaś przejmować się tymi słowami, bo to tylko świadczy, że Twoja przyjaciółka, wcale prawdziwą przyjaciółką nie była. I lepiej, że ta znajomość skończyła się wcześniej niż później. Nikt nie ma prawa dyktować Ci co masz robić. Wielokrotnie pisaliśmy na blogu, że intymny świat należy tylko do Ciebie i Twego wybranka i nikt nie powinien wchodzić do niego z brudnymi butami. Jeżeli seks sprawia Tobie przyjemność, to czemu masz z tego rezygnować? Jeżeli uwielbiasz dawać rozkosz innym, to dlaczego powinnaś się powstrzymywać? Że niby to nie wypada i nie mieści się w „społecznych normach”? Twoje ciało, Twoja sprawa. My również jesteśmy swingersami i odnajdujemy spełnienie w spełnianiu innych. I dobrze nam z tym. Nawet więcej – cholernie dobrze. Ale to w żaden sposób nie świadczy o tym, że siebie nie szanujemy. Wręcz przeciwnie, swingowanie wymaga wielkiego szacunku dla własnej cielesności, ale przede wszystkim – swej duchowości. To nie jest tylko zwierzęcy seks. To niepowtarzalne połączenie serca i umysłu, a raczej wielu serc i umysłów. Dlatego nie pozwól, aby czyjaś opinia zniszczyła coś, co daje Tobie szczęście. Daj sobie chwilkę na oczyszczenie tych negatywnych emocji i tak jak Twój partner powiedział – wrócisz do swingu, jak tylko będziesz gotowa. Po prostu słuchaj siebie i swoich pragnień, a wtedy będziesz żyła w zgodzie ze sobą. A to przecież jest najważniejsze 😉

Powodzenia!

Luiza i Eryk

Swinguj z Nami na:

Facebook

Google +