ZROBILIŚMY TO WSPÓLNIE

Nie zawsze wyobrażenia o swingu znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Czasem wystarczy jedna chwila czy spojrzenie w oczy ukochanej osoby, aby uświadomić sobie, że niektóre fantazje lepiej zachować tylko dla siebie…

Przeczytajcie historię naszych czytelników, którzy mieli nie tylko odwagę spróbować wkroczyć w swingerski świat, ale przede wszystkim – odwagę wycofania się z niego w odpowiednim momencie, zanim jedna decyzja mogłaby zostawić niechcianą rysę na ich relacji.

Nasza historia

Drodzy Luizo i Eryku!

Od niedawna śledzę Wasz blog. Stanowi dla mnie przede wszystkim źródło cennej wiedzy. Pomyślałem, że podzielę się z Wami, a za pośrednictwem Waszego bloga także z innymi, historią która przydarzyła się mnie i mojej Partnerce.

Piszę ten tekst anonimowo. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Zapewniam Was jednak, że historia ta w 100% jest autentyczna, dotyczy mnie i mojej Partnerki. Czytała ten tekst przed Wysłaniem do Was, mam Jej zgodę i akceptację na przesłanie do Was naszej, poniższej historii.

Będę wdzięczny za opublikowanie tej historii bez zmian edytorskich. Gdybyście mieli jednak jakieś pytania lub wątpliwości, uprzejmie proszę o kontakt 🙂

Dziękuje za poświęcony czas. Życzę Wam powodzenia w rozwijaniu Waszego bloga, powodzenia w życiu codziennym – tym zawodowym i osobistym, ale przede wszystkim (z uwagi na tematykę) powodzenia wżyciu seksualnym – tym swingerskim i tym tylko Waszym 😉

Apetyt na swing

Chciałbym podzielić się z Wami naszą historią i doświadczeniem związanym ze swingowaniem. Piszę to ja – mężczyzna – ale zapewniam, że historia tyczy się nas, czyli mnie i mojej Dziewczyny.

Już nie pamiętam dokładnie jak to się stało, ale jakiś czas temu, tak od słowa do słowa, zupełnie spontanicznie uznaliśmy, że warto trochę „poswingować”. Choć wówczas nie zdawaliśmy sobie sprawy, co to tak naprawdę oznacza. Decyzja szybka, realizacja równie szybka. Oboje uchodzimy za atrakcyjnych ludzi, nie mamy kompleksów, a i nasze charaktery pozwalają nam podejmować wiele takich – wydawałoby się trudnych – decyzji w mgnieniu oka. Do tej atrakcyjności jeszcze wrócę.

Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy. Wybraliśmy jeden klub, o którym kiedyś słyszałem że jest spoko. I rzeczywiście – pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Nie zamierzam nikomu robić kryptoreklamy, bo w moim tekście nie o to chodzi, dlatego nic więcej nie napiszę. Mogę jedynie zapewnić, że sam lokal okazał się bardzo fajnym miejscem.

Kilka słów o nas

Teraz dwa słowa o atrakcyjności mojej Partnerki. Ma to znaczenie w kontekście dalszej części tej historii. Wiadomo, każdy facet będzie opowiadał o tym, jaka to jego ukochana jest piękna, cudowna, zgrabna itp. Nie inaczej będzie ze mną. Dodać jedynie chciałem, że moja Partnerka od zawsze miała zdecydowanie ponadprzeciętne powodzenie u mężczyzn. Doświadczaliśmy tego niemalże codziennie. Ba, nawet wychodzenie na imprezy do „zwykłych” klubów za każdym razem generowało ryzyko, że jak tylko spuszczę Ją na chwilę z oka i np. pójdę do toalety to mogę być pewien, że po powrocie będzie koło Niej kręcił się jakiś facet. No więc wyobraźcie sobie, co mogło się wydarzyć w klubie dla swingersów…

Fantazje do spełnienia

A teraz trochę o mnie. Wiecie, tak szczerze to nigdy nie kręcił mnie seks z inną kobietą niż moja Partnerka. Dlatego widok innych nagich kobiet nie tylko nie był mi do niczego potrzebny, ale wręcz zniechęcał do zabawy. Z drugiej strony miałem (i mam nadal) swoje jedyne erotyczne marzenie: trójkąt 2m+k, albo chociaż seks w obecności innego mężczyzny. Oczywiście wyłącznie z udziałem mojej Partnerki. Nie pytajcie mnie skąd taka fantazja. Nie wiem. Towarzyszy mi od zawsze, nigdy się nie spełniła. Wyjaśniając też wszelkie wątpliwości – jestem w 100% hetero.

Dlaczego o tym piszę? Otóż decydując się na wyjazd do swingers clubu pomyślałem, że choć pewnie i tak nie zrealizuję swojej fantazji, to może przynajmniej „zaliczę” seks z moją Partnerką w obecności innych osób. No więc pojechaliśmy. Pierwsza myśli? Kurczę, ja naprawdę tu jestem… Patrzę na moją partnerkę – jej mina wskazuje podobne odczucia…

Pierwsze wrażenia

Ciekawi jesteście jak się ubraliśmy na nasz „pierwszy raz”?
Otóż… bardzo klasycznie. Założyłem koszulę i marynarkę, natomiast moja Partnerka ubrała się wprawdzie dość seksownie (krótka spódniczka, szpilki), ale nie wyzywająco.

Nasze pierwsze kroki? Oglądamy klub. Jak już pisałem, miejsce spoko. Spodobało nam się. Przyjechaliśmy na tyle wcześnie, że ludzi jeszcze zbyt dużo nie było. Bar, alkohol… Wszystko fajnie. Tylko co dalej? Posiedzieliśmy chwilę w głównej części. Podeszła do nas sympatyczna para, która dopiero co przyjechała. Rozmawialiśmy przez chwilę, opowiadaliśmy o tym, że jesteśmy tu nowi, że nie do końca wiemy, czy tego chcemy itp… Oni z kolei zrewanżowali się opowieścią o swoich doświadczeniach (mieli zdecydowanie większe od naszych), po czym widząc, że średnio nam się chce kontynuować rozmowę, przesiedli się do innego stolika.

Jesteście w błędzie

W pewnym momencie poszliśmy do jednego z pokojów. Był tam wiszący fotel. Oboje zawsze lubiliśmy huśtawki… Nie, nic się wówczas nie wydarzyło 😉 Po prostu siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Sami ze sobą. Było nam dobrze, wcale nie chcieliśmy żadnego towarzystwa. Ukradkiem widzieliśmy, że w klubie pojawia się coraz więcej osób, zarówno par, jak i singli. Przechadzając się po klubie, zaglądali również do nas. My jednak nie byliśmy nikim zainteresowani.

Wyszedłem na chwilę do toalety. Wracając do pokoju z wiszącym fotelem zauważyłem parę uprawiającą seks w pomieszczeniu obok. Myślicie, że ten widok mnie pobudził? No to jesteście w
błędzie…

Dlaczego?

Wróciłem do mojej Ukochanej. Czas płynął, a my dalej rozmawialiśmy jak byśmy byli w zwykłym pubie. Już nie pamiętamjak do tego doszło, ale w pewnym momencie zaczęliśmy się przytulać, pieścić… Zrobiło się naprawdę miło. Niestety, czar prysł szybciej niż Wam się wydaje… Moja partnerka stanęła na wysokości zadania. Bez dwóch zdań. Za to ja… nie. Dlaczego?

Dlaczego nagle zawiodłem jako facet, pomimo posiadania u swojego boku naprawdę bardzo atrakcyjnej dziewczyny, z którą wielokrotnie wcześniej uprawiałem fantastyczny seks? Wspominałem Wam wcześniej o swojej fantazji. Że jeśli nie trójkąt to może chociaż seks w obecności innych mężczyzn. Tyle tylko, że mi do głowy nie przyszło, jak to będzie wyglądało w praktyce…

Zderzenie z rzeczywistością

A jak to wyglądało? Otóż dosłownie wianuszek obcych (i niekoniecznie atrakcyjnych) facetów stojących nad nami i gapiących się na nasze igraszki. Żaden się nie narzucał – to fakt, ale i tak mój zapał osłabł niemalże do zera. Nie tak to sobie wyobrażałem. Zresztą, widząc reakcję mojej Partnerki, Ona chyba też nie. Odpuściliśmy.

Przez moment staraliśmy się jeszcze robić dobrą minę do złej gry, ale z czasem i tego nam się odechciało. W pewnym momencie moja Partnerka poprosiła mnie żebyśmy wyszli. Ja chciałem jeszcze zostać, ale tak naprawdę głównie dlatego, że czułem, że to jedyny raz w życiu, kiedy jestem w takim miejscu. Zachowałem się egoistycznie, namawiając Ją żebyśmy jeszcze trochę zostali. To był błąd.

Sznur facetów

Widziałem, że moja Partnerka czuje się coraz gorzej. Że coraz bardziej Jej się to wszystko nie podoba. Mimo wszystko nadal tam byliśmy. Nawet spróbowaliśmy jeszcze raz pobawić się razem. W pewnym momencie zostaliśmy sami w jednym z pomieszczeń. I choć tym razem i ja „dałem radę” to jednak w żadnym wypadku nie czułem takiej satysfakcji z seksu jak na co dzień.

W międzyczasie pojawił się jeszcze jeden istotny problem. Otóż każde przemieszczenie się po klubie mojej Partnerki generowało sznur mężczyzn snujących się za nią. Trochę jakby stado drapieżników czyhających na swoją (wytypowaną już) ofiarę. Domyślacie się, że nie było to komfortowe ani dla Niej, ani też dla mnie. Uczciwie muszę jednak przyznać, że nikt się nie narzucał. Żadnych ekscesów.

I to wspomnienie pamiętamy oboje najgorzej. Właśnie ten sznur facetów krążących po klubie, w poszukiwaniu okazji „żeby tylko zamoczyć”. Jeśli zapytacie mnie (a właściwie nas), co psuło całą atmosferę, to właśnie to.

Dopełnieni sobą

Resztę wieczoru w tym klubie spędziliśmy tańcząc ze sobą. O erotycznym nastroju mogliśmy zapomnieć. Co ciekawe, wieczór dopełnił się dopiero po powrocie do domu, w naszym łóżku 😉 No i jak to się skończyło?

Wbrew pozorom bardzo dobrze. Zdobyliśmy bezcenne doświadczenie. Nasza miłość nie ucierpiała. Wręcz przeciwnie. Zrozumieliśmy jak bardzo się kochamy, jak bardzo jesteśmy o siebie zazdrośni. Ale przede wszystkim zrozumieliśmy jedno – nie jesteśmy w stanie podzielić się sobą z kimkolwiek innym.

Druga i trzecia próba

Zaskoczę Was. W tym klubie byliśmy jeszcze dwa razy. W krótkich odstępach czasu. Zapewne zastanawiacie się dlaczego, pomimo nienajlepszych doświadczeń, pojechaliśmy tam znów?

Bo chcieliśmy być pewni. Być pewni tego, że to nie dla nas. Za drugim razem w klubie było dużo mniej ludzi. Atmosfera też nie ta. Za drugim razem jeszcze próbowaliśmy się zabawić. Ale oboje czuliśmy, że robimy to na siłę. Dlatego odpuściliśmy. Za trzecim razem już nam się nie chciało nawet próbować. Trzeci raz potraktowaliśmy tak naprawdę jak wyjście do „zwykłego” klubu. Bez żadnych erotycznych doznań.

Samotne łowy

Zapytacie co mnie negatywnie zaskoczyło? Rozmowa z dwoma mężczyznami poznanymi w klubie. Taka normalna, koleżeńska. Rozmowa, w trakcie której facet mówi ci, że przyjechał z koleżanką, bo jego dziewczyna nie chciała się zgodzić na takie zabawy. I drugi, który przyjechał sam. Z tych samych powodów. No ludzie, nie wstyd Wam?

Na koniec pewna przestroga dla Was, drodzy Koledzy. Pamiętajcie, że w seksie dozwolone jest wszystko ale tylko pod jednym warunkiem – że oboje tego chcecie. Nie zmuszajcie nigdy swoich partnerek do robienia rzeczy, na które nie mają ochoty. Nie będzie z tego fanu, uwierzcie mi. Nawet jeśli dziewczyna się „złamie” i zrobi dla Was coś wbrew sobie, prędzej czy później odbije się to na jakości Waszego związku. I seksu.

Fantazje kontra związek

Pomyślcie jak byście się czuli wiedząc, że Wasza ukochana męczy się jedynie po to, aby zaspokoić Wasze fantazje… Myślicie, że taki seks może być fajny? Moim zdaniem nie. Z drugiej strony, jeśli Wasza dziewczyna nie zgadza się na taki czy inny rodzaj zabaw w łóżku, na litość boską nie zdradzajcie ich!  Bo jak inaczej nazwać wspomniane wyżej zachowanie dwóch mężczyzn?

Naprawdę gotowi bylibyście poświęcić związek z ukochaną osobą dla realizacji swoich fantazji erotycznych? Przykład? Proszę uprzejmie. Moja Partnerka powiedziała mi, że mogę sobie wybić z głowy pomysł z trójkątem 2m+1k, o którym napisałem na początku. Po takim stanowczym stwierdzeniu temat został z mojej strony zamknięty. I nie wyobrażam sobie do niego wracać. Nie wyobrażam sobie też jak mógłbym zmuszać kogoś, kogo kocham ponad życie do robienia czegoś, co mogłoby Ją zranić. Uwierzcie mi, że po tej odmowie ani przez sekundę w mojej głowie nie pojawiła się myśl o realizacji fantazji z kimkolwiek innym. To byłoby chore.

Zrobiliśmy to wspólnie

Zakończę optymistycznie. Świat swingu odkryłem z ukochaną dziewczyną, z miłością mojego życia. Wydawało nam się, że oboje tego chcemy. Że chcemy to odkryć, może trochę ze zwykłej ciekawości. Zobaczyliśmy to „na żywo”. Dzięki temu oboje mamy doświadczenie i już wiemy, że to nie dla nas. Ale zrobiliśmy to wspólnie, razem. I te doświadczenia też są wspólne. Nasze.

Różowa Pantera

 

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/nie-wiem-czy-swing-jest-dla-mnie/

Fot.: https://linorobles.wordpress.com/tag/erotic-poetry/

  • K&K

    Hej. Pokrótce podzielę się naszą przygodą i spostrzeżeniami w związku z opisem Waszej sytuacji. Jak do wszystkiego tak i do swingu można mieć różne nastawienie i oczekiwania, i o ile są ludzie którzy lubią swingers kluby, bo mają one na pewno swoje plusy ( np bezpośredni i szybki kontakt z realnymi ludźmi) i rozumiemy to, to my jesteśmy przekonani że do takiego klubu raczej nigdy nie pójdziemy, bo nie jest to miejsce dla nas.
    Nasze wyobrażenia o swingu to raczej spokojne spotkania w bardziej kameralnym i dobranym towarzystwie. Nasze założenie od początku było takie że spotykamy się z parą, chociaż mojej żonie najbardziej zależało żeby zobaczyć mnie z inną kobietą, a ja chciałem zobaczyć ją z innym facetem i w 2M+K. A więc wybór padł na parę, będącą w stałym związku, ponieważ to daje minimum poczucia komfortu i zaufania w stosunku do nich. Najlepiej atrakcyjnych i szczupłych, dbających o higienę, i mieszkających na tyle daleko aby unikać przypadkowych niechcianych czy dwuznacznych spotkań gdyby coś nie wyszło, a na tyle blisko aby możliwe były spotkania kiedy będziemy tego chcieli. Poszukiwanie takiej pary nie było łatwe i trwało kilka lat, w tym czasie poznaliśmy kilka – kilkanaście par, z niektórymi jesteśmy znajomymi do dziś, ale do niczego nie doszło bo nie było „tej” chemii, z niektórymi nie kontynuowaliśmy znajomości ponieważ wyczuwalne były jakieś napięcia lub naciski między partnerami, a to nam się nie podoba. I w końcu poznaliśmy parę o jaką nam chodziło, okazało się że wszyscy podobają się sobie wizualnie a co najważniejsze jest ten flow. Spotkaliśmy się kilka razy i nasza znajomość nabrała kumplowskiego a może przyjacielskiego charakteru, wszyscy wiedzieli że seks wisi w powietrzu, i pewnej długiej nocy podczas któregoś ze spotkań stało się, przyciemnione światło, ogień w kominku, delikatna muzyka, dobre humory i popłynęliśmy. Wyszło to spontanicznie i mimo tego ze nie wyglądało to tak jak można by sobie wyobrażać, było super i wszyscy byli zadowoleni. Cały czas spotykamy się regularnie, wszyscy się lubimy, i lubimy razem spędzać czas, a raz kiedyś dochodzi między nami do wspaniałego seksu. My osobiście zadowoleni jesteśmy z sytuacji w jakiej się zleźliśmy, daje nam to, to czego oczekiwaliśmy, zdajemy sobie sprawę że są ludzie którzy mają inne potrzeby i kluby swingerskie są jak najbardziej potrzebne, ale jak dla nas, dla naszych potrzeb, poczucia bezpieczeństwa i estetyki (przynajmniej na etapie na którym się znajdujemy) swingers klub to za dużo, i być może dlatego i Wy się zraziliście, może dla Was to nie był dobry początek.

  • Robert

    fajnie że udostępniliście inne spojrzenie na temat. Punkt dla Was i brawo dla Twórcy listu, może to komuś uratuje związek 😉

  • Jacek Biskupski Nerlo

    Przeczytałem i nie wiem czy się śmiać czy płakać. To nie Grey tylko realne życie a swing jest dla dojrzałych ludzi którzy wiedzą czego chcą. Styl listu infantylny z feministycznym zacięciem jakby to kobieta pisała. Jakiś moralizatorski ton pseudointelektualny. 3 razy poszliście do klubu i poznaliście świat swingu?. 🙂 To chyba żart. Sam swingowałem i ostatnie co mi by przyszło do głowy to udać się do takiego klubu …i to na pierwszy raz. Mam dla Was czy też dla Ciebie smutną wiadomość. Ani nie odkryliście Świata Swingu ani nawet się nie otarliście. Jedynie dowiedzieliście się czegoś o sobie… A na koniec też mam optymistyczną wiadomość….Jesteście przykładem że ludzie nie wiedzą czego chcą i wybierają zadziwiające drogi żeby sie o tym przekonać….to zabawa dla dorosłych a nie dla dzieciaków…

  • K&K

    Hej. Pokrótce podzielę się naszą przygodą i spostrzeżeniami w związku z opisem Waszej sytuacji. Jak do wszystkiego tak i do swingu można mieć różne nastawienie i oczekiwania, i o ile są ludzie którzy lubią swingers kluby, bo mają one na pewno swoje plusy ( np bezpośredni i szybki kontakt z realnymi ludźmi) i rozumiemy to, to my jesteśmy przekonani że do takiego klubu raczej nigdy nie pójdziemy, bo nie jest to miejsce dla nas.
    Nasze wyobrażenia o swingu to raczej spokojne spotkania w bardziej kameralnym i dobranym towarzystwie. Nasze założenie od początku było takie że spotykamy się z parą, chociaż mojej żonie najbardziej zależało żeby zobaczyć mnie z inną kobietą, a ja chciałem zobaczyć ją z innym facetem i w 2M+K. A więc wybór padł na parę, będącą w stałym związku, ponieważ to daje minimum poczucia komfortu i zaufania w stosunku do nich. Najlepiej atrakcyjnych i szczupłych, dbających o higienę, i mieszkających na tyle daleko aby unikać przypadkowych niechcianych czy dwuznacznych spotkań gdyby coś nie wyszło, a na tyle blisko aby możliwe były spotkania kiedy będziemy tego chcieli. Poszukiwanie takiej pary nie było łatwe i trwało kilka lat, w tym czasie poznaliśmy kilka – kilkanaście par, z niektórymi jesteśmy znajomymi do dziś, ale do niczego nie doszło bo nie było „tej” chemii, z niektórymi nie kontynuowaliśmy znajomości ponieważ wyczuwalne były jakieś napięcia lub naciski między partnerami, a to nam się nie podoba. I w końcu poznaliśmy parę o jaką nam chodziło, okazało się że wszyscy podobają się sobie wizualnie a co najważniejsze jest ten flow. Spotkaliśmy się kilka razy i nasza znajomość nabrała kumplowskiego a może przyjacielskiego charakteru, wszyscy wiedzieli że seks wisi w powietrzu, i pewnej długiej nocy podczas któregoś ze spotkań stało się, przyciemnione światło, ogień w kominku, delikatna muzyka, dobre humory i popłynęliśmy. Wyszło to spontanicznie i mimo tego ze nie wyglądało to tak jak można by sobie wyobrażać, było super i wszyscy byli zadowoleni. Cały czas spotykamy się regularnie, wszyscy się lubimy, i lubimy razem spędzać czas, a raz kiedyś dochodzi między nami do wspaniałego seksu. My osobiście zadowoleni jesteśmy z sytuacji w jakiej się zleźliśmy, daje nam to, to czego oczekiwaliśmy, zdajemy sobie sprawę że są ludzie którzy mają inne potrzeby i kluby swingerskie są jak najbardziej potrzebne, ale jak dla nas, dla naszych potrzeb, poczucia bezpieczeństwa i estetyki (przynajmniej na etapie na którym się znajdujemy) swingers klub to za dużo, i być może dlatego i Wy się zraziliście, może dla Was to nie był dobry początek.

  • Jacek Biskupski Nerlo

    Skasowaliscie moj komentarz….rozumiem ze odwagi nie starczylo 🙂

  • ssss

    Luizo pisałam do was, nie opublikowaliście mojego listu

    • W takim razie wyślij proszę raz jeszcze swojego maila, bowiem żadnej
      wiadomości nie zostawiamy bez odpowiedzi. A sprawdziliśmy skrzynkę
      odbiorczą i nie mamy nigdzie Twojego listu 🙁

  • Marek

    Kluby to nie jedyny sposób na swingowanie, a według mnie najgorszy. Nas (mnie i moją żonę) również pozbawiają ochoty na zabawę stojący nad nami single bawiący się swoimi penisami. To nie jedyny minus klubów ale nie piszę tego komentarza, żeby te minusy wymieniać. Dla nas najprzyjemniej jest spotkać się w domu lub hotelu z wcześniej poznaną parą i taką formę Wam Różowa Pantero polecam 🙂

  • Marek

    Kluby to nie jedyny sposób na swingowanie, a według mnie najgorszy. Nas (mnie i moją żonę) również pozbawiają ochoty na zabawę stojący nad nami single bawiący się swoimi penisami. To nie jedyny minus klubów ale nie piszę tego komentarza, żeby te minusy wymieniać. Dla nas najprzyjemniej jest spotkać się w domu lub hotelu z wcześniej poznaną parą i taką formę Wam Różowa Pantero polecam 🙂