ZWOLNIŁAM, ABY PRZYSPIESZYĆ

Czasami trzeba zwolnić. Zatrzymać się. Posłuchać swych myśli. Niech ciało odpocznie od spojrzeń innych, a rozum uwolni się od tego przed czym ucieka. Bo każdy przed czymś ucieka. Niektórzy zmierzają w konkretnym celu, pozostali biegną na oślep rozbijając się o mur postrzegania własnego świata.

A ja? Nabieram dystansu i chcę więcej…

Zwolniłam, aby przyspieszyć.

 Jadąc wczoraj autobusem zastanawiałam się jak będzie wyglądało moje życie za rok. I nie byłam w stanie tego przewidzieć. Dla niektórych taka wizja jest nie do przyjęcia. Ja też kiedyś musiałam mieć wszystko skrupulatnie zaplanowane. Teraz wiem, że dobry plan – to brak planu. Gdy pisałam pamiętnik będąc nastolatką chodzącą w zbyt luźnych swetrach, nawet w najśmielszych, lecz raczkujących fantazjach erotycznych, nie przypuszczałam, że wkroczę w swingowanie. Wtedy nawet nie miałam pojęcia, że takie zjawisko w ogóle istnieje. Już samo oglądanie pary uprawiającej seks na srebrnym ekranie wywoływało wówczas przyjemne mrowienie „tam na dole”. Marzyłam także o księciu na białym koniu, który wyrwie mnie ze świata ułudy i pokaże, jak może wyglądać życie.

Ale książę nie przyjechał…

Przyjechał król, który całkowicie zawładnął moim umysłem, sercem, duszą. Z którym wspólnie zaczęliśmy odkrywać nasze ciała. Dotykając się, całując, liżąc, penetrując. Rozmawiając. Przytulając. Wsłuchując się w siebie.

Zakochałam się i wciąż jestem zakochana. Nic się nie zmieniło na przestrzeni tych razem spędzonych lat. Nie, kłamię. Zmieniło się. Już nie ma tej początkowej niepewności, która towarzyszy zawsze zauroczeniu. Teraz wystarczy jeden gest, który pozwala otworzyć bramę do myśli partnera. Nawet, gdy jest w innej kobiecie.

Proza życia codziennego niczym prąd zmienny – raz przybliża, raz oddala. Swingowanie nie wprowadziło w tym zakresie żadnej rewolucji. Nadal jesteśmy razem, nadal się kochamy, kłócimy, godzimy. I na nowo – kłócimy, godzimy…

Swingowanie to nie tylko pieprzenie, pierdolenie, ruchanie, jebanie czy jak kto chce to nazwać.

To budowanie zaufania, którego próżno szukać w przeciętności, to odnajdywanie spełnienia w spełnianiu się ukochanego/ukochanej, to pozwalanie na bezpieczne przekraczanie mentalnych granic, to łączenie przez rozszczepianie.

Nie tworzę żadnej ideologii. Nie muszę. Tworzę swój scenariusz życia, w którym jest miejsce dla mojego męża, lecz również dla kochanków i kochanek.

Zwolniłam. Ale nie wrzuciłam wstecznego. Wręcz przeciwnie. Mam coraz większą ochotę nacisnąć pedał gazu…

Autorka: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/nie-samym-seksem-czlowiek-zyje/