Siedział przy komputerze, stukając w skupieniu w klawiaturę. Zmarszczone ciało świadczyło, że jak zwykle coś przelicza, kalkuluje, analizuje. Dążenie do posiadania więcej i lepszej egzystencji wypełniało jego dni. Lecz z wiekiem uczył się także łapać równowagę między strefą prywatną, a zawodową. Raz już przypłacił zdrowiem nieustające „bycie w pracy”. I wtedy obiecał sobie, że drugiego razu nie będzie.

Jednak, aby czerpać z życia pełnymi garściami, trzeba było na to wpierw zarobić. No cóż, uniwersalna to prawda nie zmieniająca się od wieków. Na chwilę oderwał się od monitora i pozwolił sobie na krótki odpoczynek. Nawet nie zauważył, że obok niego stał kubek gorącej herbaty. Ten drobny gest roztopił jego serce. Taka drobnostka, a jak bardzo mówiąca o tym, że jest kochany i ktoś się o niego troszczy.

I wtedy ich spojrzenia spotkały się.

Luiza siedziała na kanapie, również z laptopem na kolanach. Tak wygląda współczesna codzienność. Każdy zapatrzony w krystaliczny ekran i połączony bezprzewodowo z całym światem. Coraz częściej online, coraz rzadziej offline… Nieraz się śmieli, że stanowią idealny przykład małżeństwa 2.0, lecz mimo wszystko starali się zachowywać w tym wszystkim zdrowy dystans.

– Jak idzie praca? – zapytała.

– Powoli, ale do przodu – odpowiedział Eryk.

Uśmiechnęli się do siebie i wkrótce znów się zatopili w rzeczywistości pełnej różnorodnych ikon oraz aplikacji, z założenia przybliżających ludzi, a tak naprawdę powodujących zwiększające się uczucie osamotnienia. Bo niby po co się spotykać, skoro można poklikać i powysyłać emotikony. Taki substytut przyjacielskiego poklepania po ramieniu.

***

Luiza tworząc nowe teksty musiała mieć albo absolutną ciszę albo do jej uszu musiały sączyć się kojące, chilloutowe dźwięki. Wtedy mogła zajrzeć w głąb siebie i pisać prosto z serca. Ostatnio biła się z myślami o powrocie do stałej pracy. Codziennie przeglądała ogłoszenia o pracę, ale rzadko zdarzało się jej wcisnąć złotą gwiazdkę przy ofercie, w której ewentualnie mogłaby czuć się dobrze. Owszem, miała bogate doświadczenie w marketingu i zarządzaniu projektami, ale wizja ponownego tonięcia w papierach i masowego stawiania pieczątek „za zgodność z oryginałem” po prostu ją odpychała. Niczego nie była tak pewna, jak tego że chce pisać. Tym bardziej, że miała już dla kogo. Blog rozwijał się z miesiąca na miesiąc. I gdy nawet zdarzały się dni, że wena gdzieś ulatywała, a motywacja skrywała się w kącie, to wystarczyła jedna wiadomość od czytelnika w stylu dobra robota, a ona czuła jak nagle nabiera wiatru w żagle.

Wraz z nowym rokiem postanowiła sobie jedno. Że nie chce już być tylko felietonistką. Ale felietonistką i pisarką. Zrobiła sobie rachunek sumienia i skarciła siebie za ciągłe wymyślanie wymówek, że to jeszcze nie pora na swoją książkę, że teraz czasy nie sprzyjają takiej wyzwolonej twórczości, że…

A w dupie z tym. Albo teraz albo nigdy.

I pisała. Każdego dnia pisała.

***

Eryk był dla niej muzą, chodzącą inspiracją. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że często jego zdania wypowiadane mimochodem, lądowały w jej notesie. Dopiero czytając nowe wpisy śmiał się pod nosem, że znów został zacytowany i powinien chyba naliczać jakieś opłaty za prawa autorskie.

Lubiła patrzeć, gdy pracował. Kręciło ją to niesamowicie i, gdy przegrywała z pokusą bycia niegrzeczną, zanurzała się pod stół i delektowała smakiem męskości powiększającej się w ustach.

– Przeszkadzam?

– Nie.

– Przestać?

– Nie…

Czasami zabawa była kontynuowana na kuchennym blacie albo w zacisznej sypialni. Orgazm nie tylko w trzewiach, lecz również w zespajającym spojrzeniu. Coś, co przeżywali tylko ze sobą.

Owszem, byli głodni nowych wrażeń. Smakowania innych ciał, dawania ekstazy i odbierania spełnienia, szaleństwa pulsującego w żyłach. To był ich rozkoszny narkotyk, dawkowany w odpowiednich proporcjach.

***

Czy swing ich zmienił? Z pewnością więcej dowiedzieli się o własnej cielesności i pragnieniach schowanych w podświadomości. Poszerzali granice seksualności, zmieniając nie chcę na pragnę spróbować, a strach przed eksperymentami przekształcali w zabawę w coś nowego. Bo kiedy mieli się bawić, jak nie teraz? Dziś byli młodzi, dziś byli zdrowi, dziś byli odważni. A przecież nie wiadomo co przyniesie jutro. Ich marzeniem było dożyć wspólnej starości ze śmiechem wspominając to, co było niż z rozgoryczeniem to, co nigdy nie nastąpiło.

Żyj tak, jakby jutra miało nie być.

Życie jest za krótkie, aby się nie bawić.

To były maksymy wiodące ich przez meandry życia. Sprawdzone nie tylko w teorii, ale i praktyce.

***

Uwielbiali swingerskie kluby i ten zapach seksu unoszący się w powietrzu. I nawet, jeśli zdarzały im się wieczory, że z nikim innym się nie bawili, to po powrocie do hotelu nie dawali spać pozostałym gościom. Obrazy penetrujących się ludzi, jęki zwiastujące nadchodzącą falę zaspokojenia, wwiercały się w umysły i wywoływały niekończące się podniecenie.

Tak samo spotkania w apartamentach. Kilka par, które spotkały się po to, aby podarować sobie wzajemną przyjemność. Pocałunkami, dotykiem, językiem, rytmicznym zagłębianiem się w gorące i wilgotne wnętrza. Seks, drink, śmiech, zabawa. I od początku – seks, drink… Aż do godzin porannych, kiedy melodyjny śpiew ptaków informuje, że noc się dawno skończyła i pora zacząć nowy dzień. A czy jest wspanialsza pobudka niż w pościeli rozgrzanej od ciepła przytulających się ciał?

***

To będzie dobry rok. Wiedziała, że coś się zmieni, bo czuła, że i ona się zmienia. Stopniowo zrzucała skorupę poprawności wymieniając ją na odważniejszą wersję siebie. Wreszcie dotarła do takiego momentu, że nie musiała nic już sobie udowadniać, bo dokładnie znała swoje pragnienia, zarówno te zamknięte w seksualnych fantazjach, jak i te spisane w postaci punktów powstającego biznesplanu.

Luiza i Eryk – przyjaciele, małżonkowie, kochankowie, swingersi…

Tak, ten rok zdecydowanie będzie należał do nich. To postanowione.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/przyjemnosci-nigdy-nie-odmawiam/