GBULB – RECENZJA

Ujrzałam ją przeglądając w sieci erotyczny asortyment i wtedy w głowie zapaliła mi się żaróweczka. I to dosłownie.

Gbulb to kolejna propozycja od firmy Gvibe. Niedawno recenzowaliśmy dla Was Gpop2 (PRZECZYTAJ), który okazał się być gadżetem naprawdę wartym uwagi. Ale jak sprawdziła się wibrująca żarówka?

Pierwsze wrażenie

Niestety, pierwsze wrażenie nie zrobiło efektu WOW. Przede wszystkim opakowanie – chamski plastik, który po rozpakowaniu ląduje prosto do kosza, gdyż nie ma innej możliwości jego wykorzystania, jak chociażby kartonowego pudełka (a wierzcie mi, że u nas zdecydowana większość rzeczy zyskuje drugie życie. Wiele opakowań po zabawkach sprawdza się u nas jako skrytka do przechowywania biżuterii czy chociażby wszelakich śrubek mego męża majsterkowicza).

Ponadto, Gbulb wciśnięty w ów plastik po wyjęciu miał już trwały ślad naruszający jego silikonową strukturę. Nie dość, że nie wygląda to estetycznie, to dodatkowo wpływa na kwestie higieniczne. Gładka przestrzeń = mniej miejsca na gromadzenie się zanieczyszczeń. Kolejny minus – to brak dołączonego opakowania do przechowywania. Żadnego woreczka czy pudełeczka. Nic. Null. Zero. Podsumowując – słabo.

Działanie i wygląd

Gbulb oferuje 6 trybów wibracji, a dokładniej tryb jednostajny o trzech stopniach intensywności oraz trzy tryby o wibracjach zmiennych. Zdecydowanym plusem jest moc ukrytego silniczka. To nie jest jakieś pitu-pitu, lecz konkretny power. Wiąże się to oczywiście z poziomem głośności. Gbulb pod tym względem nie jest najcichszą zabawką, ale jak to się mówi – coś za coś.

Sam silikon jest przyjemny w dotyku, co wpływa na komfort użytkowania. Gbulb jest również wodoodporny, zatem gadżet możesz zabrać ze sobą gdzie tylko chcesz. Nawet na kajaki 😉

Niewątpliwym atutem żarówki jest jej … wygląd żarówki. Przyznacie, iż design jest nietypowy, a w związku z tym – dyskretny. Gbulb nie musisz chować przed niespodziewanymi gośćmi (co nie raz już było u nas przyczyną zabawnych sytuacji) czy specjalnie ukrywać przed wścibskimi spojrzeniami, gdy w zapomnieniu wyciągniesz go nieświadomie z torebki. No chyba, że masz chęć na małą prowokację i zaobserwowanie reakcji towarzyszy swych rozmów (swoją drogą polecam taki eksperyment).

Nie wiem czemu, ale spodziewałam się, że jak podłączę żarówkę do ładowania, to ona zacznie się świecić. Nie świeciła się. Czułam się zawiedziona, bowiem z pewnością dodałoby to niebanalnego uroku.

Czy rozpromieniłam od rozkoszy?

I tak, i nie. Z założenia Gbulb ma pełnić funkcję niczym erotyczna różdżka Wand, ale w bardziej kompaktowej wersji. Na korzyść przemawia niewielki rozmiar oraz brak konieczności przewodowego podłączania. Żarówka dostarcza rozkosznych wibracji, ale ja wolę inny rozmiar stymulacji – umożliwiający punktowe pieszczenie najczulszych miejsc. Szeroka główka żarówki przyniosła mi dużo przyjemności, ale podczas samej gry wstępnej, nie zaś jako gadżet doprowadzający do orgazmu. Za to bardzo fajnie sprawdziła się jako masażer ogólny, do masażu piersi bądź bolących od długiego siedzenia przed komputerem – barków oraz ramion.

Reasumując, Gbulb ma swoje wady i zalety. Gdyby zmienić szczegóły – plastikowe opakowanie, brak woreczka do przechowywania, nieco niewykorzystany potencjał designerski podczas ładowania, to z pewnością sięgałabym po ten gadżet częściej. Ale tak czy siak będę go zabierała na wyjazdy, chociażby żeby mieć ze sobą podręczny masażer oraz mieć możliwość wkręcania innych w wibracyjny wir doznań.

Gdzie kupić?

Gbulb dostępny jest TUTAJ. Wpisując kod promocyjny SWINGWITHME otrzymacie dodatkowe 10% rabatu. Co istotne – promocje łączą się ze sobą, zatem jeśli jakiś produkt jest obecnie w promocji, wpisując kod, otrzymujecie dodatkową zniżkę. Fajnie, prawda? Warto również wspomnieć o darmowej dostawie niezależnie, gdzie zamówicie swoją wybraną zabawkę 😉

Aaaa – i jest coś jeszcze – Gvibe oprócz erotycznych gadżetów oferuje niebanalne t-shirty. To propozycja dla wszystkich osób pragnących wyróżnić się z tłumu. Ciekawe wzory, dobra jakość. Sprawdziłam też na sobie.

 

Tekst: Luiza

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme