Życie erotyczne można urozmaicać sobie na wiele sposobów – łóżkowymi eksperymentami, seks zabawkami, przebierankami, a także… grami. Na rynku pojawia się coraz więcej propozycji, zarówno karcianych, jak i wersji planszowych. Problem jest tylko jeden – ich zawartość można poznać dopiero po rozpakowaniu. Dlatego postanowiliśmy „rozebrać” trzy gry dla Was, abyście nie kupowali w ciemno. Bo w ciemno to nawet randki często się nie sprawdzają.

Soho

Na pierwszy ogień idzie gra „Soho”. Nazwa nawiązuje do jednej z londyńskiej dzielnic słynącej z niekończących się imprez. Z założenia gra ma być tak samo dzika i namiętna. Czy to się udało?

Hmmm… W środku opakowania znajdziecie mini planszę, trzy kostki (białą, niebieską i czerwoną), 15 żetonów, piórko, żelowe dildo kulkowe, saszetki z lubrykantem, czarną wstążkę do zasłonięcia oczu oraz dwie czerwone wstążki służące do subtelnego krępowania partnera/partnerki. Nie oszukujmy się – jakość tych gadżetów nie jest jakaś nadzwyczajna, ale z założenia one mają być tylko dodatkiem. Najważniejszymi akcesoriami będą wasze dłonie, języki i inne części ciała.

Plansza podzielona jest na dwie części: Zmysłową oraz Namiętną. Każda kość do rzucania ma swoją funkcję: pieszczot, czasu oraz miejsca. W zależności od ilości oczek na poszczególnych kostkach definiowane jest zadanie, na przykład: pocałuj przez minutę szyję. W części zmysłowej części ciała są bardziej… neutralne (ramiona, szyja, brzuch stopy), zaś w namiętnej można już bardziej poszaleć (uda, piersi, pupa i uwaga… łono). Jeżeli, któryś z graczy wyrzuci szóstkę, to wówczas łapie się na bonus, a jest ich kilka opcji, chociażby – zasłoń oczy partnera, jeżeli spowodujesz westchnienie rozkoszy, zdejmij z partnera jedno ubranie albo poproś partnera o krótki pokaz masturbacji.

Jeżeli uda wam się wykonać zadanie, to kładziecie na planszy żeton. Wygrywa ta osoba, która zapełni żetonami wszystkie swoje pola albo wyrzuci jednocześnie trzy szóstki. Nagrodą w grze jest spędzenie reszty wieczoru na warunkach określonych przez zwycięzcę.

Gra dostępna jest TUTAJ


L`amour

Jeżeli jesteście dopiero na początku znajomości i poszukujecie czegoś bardziej subtelnego, to sięgnijcie po grę dla zakochanych – L`amour. To zdecydowanie jest gra w wersji soft, mająca na celu bardziej budowanie zażyłości niż seksualnego napięcia. Opakowanie w kształcie serca zawiera 54 karty oraz dwie mikro kosteczki (jeszcze takich małych kostek do gry to nigdy nie widziałam). Są dwa rodzaje kart: Przeczytaj drugiej połówce oraz Karta dla Ciebie, zaś rozgrywkę wygrywa osoba, która jako pierwsza zdobędzie 14 kart. Są jeszcze dwie bonusowe karty: Jego sekretne życzenie i Jej sekretne życzenie, na których można napisać o czym się marzy względem swojej połówki, zaś zwycięzca zyskuje prawo do realizacji tegoż marzenia.

Wśród zadań do wykonania jest między innymi powiedzenie co najbardziej nas pociąga w partnerze/partnerce, opowiedzenie jaki rodzaj czułości jest dla nas najważniejszy albo… z jaką rośliną kojarzy nam się druga połówka. Z bardziej „wyuzdanych” poleceń można wymienić delikatne pieszczenie miejsca wskazanego przez ukochaną osobę czy zdjęcie jednego z elementów jej stroju. Nie brakuje też pytań głębokich w stylu: jak mogę Cię kochać lepiej niż dotychczas?

Przyznam szczerze, że mieliśmy z Erykiem niezłą głupawkę przy tej grze, zwłaszcza że nasz poziom zaawansowania w związku jest na znacznie wyższym poziomie, ale przy kieliszku wina ubaw był niezły (no dobra, przy butelce). Natomiast dla par rozpoczynających ze sobą wspólne życie, L`amour choć romantyczne i poetyckie do bólu, może być nietypową okazją do rozmów na tematy znajdujące się do tej pory w sferze zakazanej. W końcu każdy sposób jest dobry do poznania siebie bliżej.

Mała uwaga – zanim zaczniecie grać, wyjmijcie wcześniej karty z pudełka, gdyż ich wyciągnięcie jest niestety problematyczne. Wystarczyłoby poszerzyć pudełko o kilka milimetrów i wszystko byłoby super, a tak jako niespodziewany gadżet erotyczny musieliśmy użyć… pęsety. Tacy z nas hardcorowcy.

L`amour dostępne jest TUTAJ

Sekrety nocy

Naszą ostatnią propozycją dla Was jest gra „Sekrety nocy”. Cóż się kryje w jej środku? Plansza (jeszcze mniejsza niż w Soho), 42 karty, dwa pionki z kostką, koronkowa opaska na oczy, małe piórko oraz…kajdanki. Kajdanki to jednak za dużo powiedziane, bo to raczej odpustowy gadżet, którym by nawet Master Tadełusz się nie zainteresował (kto nie zna Mastera Tadełusza niech szybko nadrabia braki i zajrzy na stronę Leather Seduction, bo na pewno się nie zawiedzie. Poza tym jeżeli szukacie kajdanek najwyższej jakości, to też je tam znajdziecie).

„Sekrety nocy” mają dwa etapy: flirt i podniecenie, do którego przydzielone są karty przyjemności oraz ekstaza i spełnienie, gdzie używane są karty rozkoszy. Oprócz tego, karty dzielą się na: karty dla gracza, karty dla niej oraz karty dla niego. Na początku wydaje się to nieco skomplikowane, ale na szczęście w praktyce jest to łatwiejsze. Zasada jest prosta – albo wykonuje się zadanie umieszczone na planszy albo to znajdujące się na karcie. O ile te zadania na planszy są dość standardowe w stylu: pieść piersi (opcja z łonem też jest), daj buziaka, masuj łydki, rozbierz się, to jednak te karciane są znacznie ciekawsze: weź kostkę lodu i pieść nią skórę Drugiej Połówki, szukaj punktu G, połóż się na boku i pozwól mu wsunąć penis, ale tylko między Twoje śliskie uda. Zwycięzcą jest osoba, która jako pierwsza dojdzie do ostatniego pola. Jest tylko jeden warunek – podczas całej rozgrywki seks jest zakazany, zaś złamanie tej reguły równoznaczne jest z przegraną. Chociaż czy seks może być rozpatrywany w kategorii porażki?

„Sekrety nocy” dostępne są TUTAJ

Czy warto?

Gry erotyczne są jak filmy pornograficzne – jeżeli są dobre, to nigdy nie dotrze się do mety, bo podniecenie na to nie pozwoli. Najlepiej bawiliśmy się grając w „Soho”, oczywiście dodając też od siebie pikantne urozmaicenia. Zresztą „Soho” może sprawdzić się także podczas kameralnych apartamentówek, jako nieoczywista rozgrzewka przed dalszymi igraszkami. „Sekrety nocy” – to propozycja dla par, które mają ochotę na nieco inną formę spędzenia wspólnego wieczoru, zaś L`amour z racji ozdobnego opakowania może się sprawdzić jako niewinny upominek dla zakochanych znajomych.

Dopiero rozglądamy się z Erykiem w asortymencie dostępnych gier. Choć mamy wrażenie, że ów segment produktów dopiero w Polsce raczkuje, to z pewnością niedługo on się rozwinie, gdyż kryje się w nim duży potencjał. Potencja zresztą też, bo takie gierki mogą podgrzać atmosferę w sypialni, choć hasło łono rozwalało mnie totalnie.

Eryku, proszę popieść moje łono. Mówiąc te słowa czułam się jak Danusia uwodząca Zbyszka z Bogdańca. Tylko zamiast białej chusty na łeb, założyłam mu czarną wstążkę na oczy. Ot, taka różnica.

P.S. Dajcie znać w komentarzu czy chcecie abyśmy recenzowali dla Was kolejne gry. Jeśli tak, to postaramy się zdobyć coś ciekawego do kolejnego wpisu.

Tekst: Luiza i Eryk

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/zjem-cie-recenzja-kosmetykow-erotycznych/

 

Wpis przygotowany we współpracy z LustShop.pl oraz z Loveplace.pl