„OCEAN” FUN FACTORY – RECENZJA

Tym razem zabiorę Was w sentymentalną podróż. Podróż, od której wszystko się zaczęło, a moja łechtaczka przekonała się, że lubi być stymulowana wibracjami. Panie i Panowie – przedstawiam Wam swój pierwszy wibrator – Ocean od Fun Factory.

Od ilu lat mam to małe cudo? Hmmm… Od bardzo dawna. Na pewno od dziesięciu lat, jak nie dłużej. I co jest najlepsze – Ocean nieustannie daje radę. Na przestrzeni lat nie zmienił się jego design, lecz ja posiadam jeszcze wersję akumulatorową, czyli zasilaną metodą Click’n’Charge  Obecne wibratory działają na baterie, co znacznie ułatwia podróżowanie z nimi oraz wpłynęło na obniżenie ich ceny.

Ocean jest niewielkich rozmiarów. Mieści się idealnie w dłoni i dlatego jest niepowtarzalnym towarzyszem do wszelkich wycieczek. A muszę przyznać, że zwiedził ze mną trochę świata. Gdy mieliśmy z Erykiem pewien etap w życiu, że byliśmy w nieco dłuższej rozłące, to mój różowy przyjaciel (bo tak go pieszczotliwie nazywam) pozwalał mi na skuteczne rozładowanie napięcia. Dzięki niemu ów czas rozstania był nieco łagodniejszy w odczuciu, a ja i byłam spokojniejsza i milsza dla ludzi. No co, taka prawda.

Mały, a wariat

Ocean, pomimo, że zalicza się do mini wibratorów, to jego moc bez wątpienia do mini nie należy. Posiada 6 programów oraz 6 poziomów intensywności wibracji. Dodatkowo, jego dwie zaokrąglone końcówki pozwalają na stymulację waginalną przy jednoczesnym pieszczeniu łechtaczki. Ja zaliczam się do tych kobiet, które preferują podczas masturbacji orgazm łechtaczkowy, dlatego Ocean służy mi przede wszystkim do miziania intymnych okolic oraz do naciskania mojego ukochanego kobiecego narządu.

Na mokro

Ocean ma nie tylko morską nazwę i kształt przypominający fale, ale również jest wodoodporny, a jak wiecie – bardzo to sobie cenię. Lubię od czasu do czasu nalać sobie do wanny gorącej wody z olejkami, włączyć sobie nastrojową muzykę i mieć chwilę tylko dla siebie. Zwłaszcza jak mąż wyjeżdża w delegacje, co zdarza mu się często, to celebruję takie momenty. A, że moje libido jest dość wygórowane, to nie ukrywam, że samomiłość w mym wykonaniu nie jest zjawiskiem rzadkim. Zresztą czemu miałaby być? Kocham swoje ciało i chcę dawać przyjemność, również w wersji solo.

Lecz muszę uderzyć się w pierś i przeprosić mojego różowego przyjaciela. Bo odkąd odkryłam soniczne stymulatory, to Ocean na pewien czas odszedł w zapomnienie. Ale nauczyłam się, że nie wolno przyzwyczajać erogennych miejsc do jednego rodzaju pieszczenia, bowiem trudno później osiąga się przyjemność przy innym sposobie stymulacji. Dlatego Ocean znów poszedł w ruch i muszę przyznać, że wibrujący chłopak wciąż potrafi zaskakiwać.

Prawie ideał

Ocean obsługuje się bardzo łatwo. Naciskając „+” zwiększamy intensywność wibracji, zaś „-” ją zmniejszamy. Natomiast brakuje przycisku, którym można byłoby zmieniać od razu tryb wibracji (aby to zrobić należy przeskoczyć maksymalny poziom wibracji w trybie jednostajnym). Co również istotne, intensywność można zmniejszyć jedynie w trybie jednostajnym, zaś przy innych trybach nie mamy już takiej możliwości. A szkoda, bo wtedy stymulacja byłaby kompletna.

Innym małym minusem jest czyszczenie zabawki. Choć silikon medyczny jest bardzo łatwym do utrzymania higieny materiałem, to jednak w miejscach załamywania się fal, potrzeba większej uwagi do właściwej dezynfekcji, gdyż inaczej pozostaną w nich ślady kobiecego podniecenia.

Czy pomimo tych drobnych niedoskonałości polecam Ocean? Zdecydowanie tak. Nie tylko z sentymentu, ale przede wszystkim z jakości wykonania. Niejedna zabawka przy tak intensywnym wykorzystywaniu dawno by padła i powiedziała pierd… nie robię. A Ocean wciąż wie, jak robić to właściwie 😉

Ocean dostępny jest w baaardzo promocyjnej cenie w sklepie Pokojrozkoszy.pl w kolorze turkusowym oraz jasnego różu. Zatem przyjemnego surfowania po falach rozkoszy 😉

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/sona-stymulator-lechtaczkowy/

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme