Przybliż się. Jeszcze bliżej. Tak, żeby między nami nie zostało już miejsca na niedopowiedzenia. Oprzyj głowę o moje ramię, pozwól mi dotknąć Twojej skóry. Przesuwam ustami wzdłuż Twojej szyi, zatrzymuję się przy uchu i delikatnie je przygryzam. Uśmiechasz się, bo dobrze znasz ten gest. Wiesz, że za chwilę powiem Ci coś, co chciałabym, żebyś zapamiętał na zawsze. Szepczę:
„To, że chcę innych więcej, nie znaczy, że Ciebie chcę mniej”.
Wiem, że trudno to zrozumieć. Wiem, że ta myśl może uwierać, budzić niepokój, podsuwać pytania, na które nie tak łatwo znaleźć odpowiedź. Bo przecież od zawsze uczono nas, że jeśli czegoś pragniemy, to kosztem czegoś innego. Że jeśli ktoś nas pociąga, to może zabraknąć miejsca dla tego, kogo kochamy. Że pożądanie jest ograniczonym zasobem, który trzeba dzielić, a każda dodatkowa osoba uszczknie coś z tego, co mamy tylko dla siebie. A ja chciałabym Ci powiedzieć, że wcale nie musi tak być. Że można pragnąć głębiej, nie kochając płycej. Można otworzyć drzwi na nowe doznania, a jednocześnie każdego dnia wybierać tę samą osobę. Tę, której głos rozpoznaje się w tłumie. Tę, której dotyk potrafi uspokoić nawet wtedy, gdy cały świat wiruje. Tę, przy której nie trzeba niczego udowadniać, bo jest się wystarczającym dokładnie takim, jakim się jest.
To w nas zostaje
Pozwalamy sobie na czułość z innymi. Na spojrzenia, które zatrzymują się odrobinę dłużej, na pocałunki, które rozpalają wyobraźnię, na odkrywanie cielesności i emocji w towarzystwie ludzi, którzy jeszcze niedawno byli nam zupełnie obcy. Wchodzimy w ich świat na chwilę, pozwalamy sobie na nowe doświadczenia, sprawdzamy, jak wiele przyjemności, ciekawości i zmysłowości wciąż w nas drzemie.
Czy można to wszystko opisać słowami? Próbowałam. Naprawdę próbowałam. Ale są doświadczenia, które wymykają się językowi. Można opowiedzieć o dotyku, o przyspieszonym oddechu, o napięciu, które narasta pod skórą. Można przywołać obrazy, gesty i spojrzenia. A jednak zawsze pozostaje coś, czego nie da się przekazać komuś, kto tego nie przeżył. Coś, co zostaje pod powiekami, w pamięci ciała, w sposobie, w jaki później patrzymy na siebie. Bo te przeżycia są we mnie. Są w Tobie. Są też w tym niezwykłym miejscu pomiędzy nami, które przez lata budowaliśmy wspólnie.
Nienasycenie
I jest jeszcze ten głód. Ten zupełnie nieprzyzwoity, niecierpliwy głód siebie, kiedy wracamy nad ranem ze spotkania. Zmęczeni, rozgrzani emocjami, pełni wrażeń, których nie zdążyliśmy jeszcze poukładać. Wystarczy jedno spojrzenie. Jeden uśmiech. Dotyk dłoni, który mówi więcej niż wszystkie opowieści. Nagle okazuje się, że noc wcale się nie skończyła. Że dopiero teraz zaczyna się coś naszego. Przyciągamy się do siebie z zachłannością, jakbyśmy nie widzieli się od tygodni. Jakby każda godzina spędzona osobno tylko podsycała pragnienie, zamiast je zaspokoić. Odkrywamy siebie na nowo, choć przecież znamy każdy gest, każdy oddech i każde miejsce na swoim ciele. A może właśnie dlatego? Bo znajomość nie musi oznaczać przewidywalności. Czasem wystarczy odrobina nowej perspektywy, by to, co dobrze znane, znów nabrało smaku pierwszego razu. Chcemy nasycić się sobą, choć oboje wiemy, że to niemożliwe. I może wcale nie chcemy, żeby było inaczej. Inni nie zabierają nam siebie. Nie wyrywają z naszego związku kawałków, które potem trzeba jakoś uzupełnić. Nie sprawiają, że nagle stajemy się dla siebie mniej atrakcyjni, mniej ciekawi, mniej ważni. Przeciwnie. Czasem to właśnie dzięki nowym doświadczeniom zaczynamy patrzeć na siebie inaczej. Odważniej. Z większą ciekawością. Z tą lekkością, która potrafi zgubić się gdzieś pomiędzy obowiązkami, rachunkami, zakupami i pytaniem, kto dziś robi zakupy. Codzienność nie znika. Nadal trzeba wstać, zrobić śniadanie, odpowiedzieć na wiadomości i pamiętać o sprawach, które nie mają nic wspólnego z namiętnością. Ale na chwilę przestaje być najważniejsza. Przypominamy sobie, że poza rolami, które odgrywamy każdego dnia, jesteśmy też kobietą i mężczyzną. Dwojgiem ludzi, którzy wciąż potrafią siebie zaskoczyć, rozśmieszyć, rozpalić i sprawić, że serce bije odrobinę szybciej.
I nawet wtedy, gdy nasze ciała są blisko kogoś innego, gdzieś w środku pozostaje świadomość tego, co nas łączy. Czasem szukamy znajomego spojrzenia. Czasem wystarczy krótki uścisk dłoni, muśnięcie palców, jeden gest, który dla innych może nie znaczyć nic, a dla nas jest całym zdaniem.
„Jestem tutaj. Widzę Cię. Nadal jesteśmy razem.”
Światy równoległe
To nie zawsze wygląda jak na romantycznym filmie. Bywają pytania, niepewność, a czasem także zazdrość. Nie zamierzam udawać, że zniknęła z naszego życia na zawsze. Czasem pojawia się jako przelotne ukłucie, przypomnienie, że przecież nam zależy. Że jesteśmy ludźmi, a nie bohaterami opowieści o idealnie poukładanych relacjach. Ale z czasem nauczyłam się odróżniać zazdrość od strachu. Pragnienie bliskości od potrzeby posiadania. Miłość od przekonania, że skoro kogoś kocham, powinnam być dla niego wszystkim i zastąpić mu cały świat. Nie chcę być całym Twoim światem. Chcę być kimś, z kim chcesz ten świat odkrywać. Chcę, żebyś wracał do mnie nie dlatego, że nie masz dokąd pójść, ale dlatego, że właśnie ze mną chcesz być. Żebyś wybierał mnie świadomie, nie z braku innych możliwości. I chcę mieć dla Ciebie tę samą wolność. Nie taką, która oddala, ale taką, która pozwala być razem bez konieczności zamykania oczu na własne pragnienia.
Zapach, tylko nasz
Jestem pewna Ciebie. Ty jesteś pewien mnie. Nie dlatego, że potrafimy przewidzieć każdą emocję i zagwarantować sobie, że nigdy nic nas nie zaboli. Dlatego, że przez lata nauczyliśmy się rozmawiać, słuchać i wracać do siebie także wtedy, gdy coś wymaga wyjaśnienia. Wiemy, że zaufanie nie polega na tym, że niczego nie musimy się obawiać. Polega na tym, że możemy o swoich obawach mówić, nie tracąc przy tym poczucia, że gramy w jednej drużynie. A potem, po najgorętszej nocy, wracamy do własnego łóżka. Do pościeli pachnącej nami, do znajomego ciepła, do tej szczególnej ciszy, która pojawia się dopiero wtedy, gdy nie trzeba już niczego opowiadać ani tłumaczyć. Ten zapach jest niepowtarzalny. Nie da się go kupić, podrobić ani odtworzyć za pomocą najpiękniejszych perfum. Jego bazą jest zaufanie, sercem nasza miłość, a nutą, której nie sposób pomylić z żadną inną, jest wszystko, co wspólnie przeżyliśmy. Nasze porażki i zachwyty, niepewności i odważne decyzje, chwile, w których uczyliśmy się siebie na nowo, i te, w których wystarczyło po prostu być obok.
To właśnie tam chcę wracać. Nie do świata, w którym nic się nie zmienia, ale do człowieka, z którym mogę zmieniać się bez strachu, że przestaniemy do siebie pasować. Więc przyciągnij mnie jeszcze bliżej. Pozwól mi oprzeć czoło o Twoje czoło. Popatrz mi w oczy, zanim znów zamknę je pod wpływem Twojego dotyku. Kocham Cię. Pamiętaj o tym, zwłaszcza wtedy, gdy moje pragnienia wydają Ci się trudne do zrozumienia. To, że potrafię pragnąć innych, nie odbiera niczego temu, co czuję do Ciebie. Moje pożądanie nie jest miarą mojej miłości. Nie muszę ograniczać jednego, żeby udowodnić drugie. Bo można chcieć więcej doznań, a jednocześnie wciąż najbardziej pragnąć wrócić do tych samych ramion.
„To, że chcę innych więcej, nie znaczy, że Ciebie chcę mniej”.
Bo najbardziej pociąga mnie nie to, że mogę mieć więcej. Najbardziej pociąga mnie to, że mogę mieć więcej doświadczeń, więcej wspomnień i więcej odwagi, a potem spojrzeć na Ciebie i nadal widzieć człowieka, którego wybieram. Ciebie. Wciąż Ciebie.
Tekst: Luiza
PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/nie-szukamy-ludzi-do-zaliczenia/
___
Teraz Twoja kolej! Dołącz do naszej swingerskiej społeczności!
Facebook: https://www.facebook.com/SwingWithMeBlog/
Grupa na FB: https://www.facebook.com/groups/164573377243615
Discord: https://discord.gg/sthJtZnXfZ
Instagram: https://www.instagram.com/swingwithme_blog/
TikTok: https://www.tiktok.com/@swing.with.me.blog
Zbiornik: https://zbiornik.com/Swing_with_me_blog
___
Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:
Dziękujemy!
