HISTORIA PEWNEJ PARY

Wysłuchałam i opisałam. Historia pewnej pary, którą znam od dłuższego czasu. Gdy dowiedzieli się, że jesteśmy w swingerskim świecie, otworzyli się w rozmowie, również zdradzając swoje przygody. Między nami nigdy nic nie było, oprócz koleżeńskiej zażyłości.  Czasami lepiej nie mieszać dwóch światów. Ale coś ostatnio się u nich zmieniło…

Trudności do pokonania

Ich dwoje. Są małżeństwem od kilku lat, ale jako para stanowią związek od lat kilkunastu. Kochają się i to bardzo. Lubią spędzać ze sobą czas, choć tego czasu mają dla siebie coraz mniej. Nie, że nie chcą, po prostu go nie mają. Pieprzony koronawirus zdominował ich życie zawodowe. To, co mieli za pewnik, runęło niczym domek z kart i to praktycznie z dnia na dzień. Zamknięty interes, poszukiwanie nowych rozwiązań, bo to by przetrwać, bowiem przecież nie na wyjścia do kina, które i tak są zamknięte.

Nieoczekiwane szczęście

Nie poddają się. Paradoksalnie zeszły rok, pomimo pandemii, zakończył się dla nich szczęśliwie. Doczekali się długo oczekiwanego dziecka. Ich życie zmieniło się o 180 stopni. Zaczęły się nieprzespane noce, czujność 24 godziny na dobę. Nie przypuszczali, że jednocześnie do tej małej istoty można czuć tak ogromną miłość i strach nie do opisania. On codziennie rano wychodził do pracy, ona zostawała z dzieckiem. Zimowa aura nie zachęcała do długich spacerów, zresztą i dokąd pójść? Nieczynne lokale, ludzie też jakby pozamykali się w swoich domach. I w sobie też. On wracał do domu zmęczony po całodziennym użeraniu się z ludźmi, ona ukrywała przed nim łzy frustracji, które spływały jej po policzku pomiędzy zmienianiem pieluch, a niekończącym się karmieniem. Na wieczór zamiast się poprzytulać i okazać sobie bliskość, albo sprzeczali się o jakąś pierdołę, albo w łóżku obracali się tyłkami do siebie i zasypiali w trybie natychmiastowym.

Przed urodzeniem wszyscy obiecywali pomoc. Że przyjdą, pomogą w sprzątaniu, gotowaniu, opiece nad maluchem. Na obietnicach się skończyło. Pomoc polegała na siedzeniu godzinami na kanapie w salonie i oczekiwaniu na bycie obsłużonym gościem.

Odległe wspomnienia

Mieli na koncie kilka swingerskich spotkań, raczej kameralnych spotkań, maksymalnie na trzy lub cztery pary. Obydwoje lubili łóżkowe eksperymenty, więc swing był naturalną konsekwencją ich pragnień. Owszem, mieli w swej krótkiej historii kilka nieudanych spotkań, ale nie zniechęcali się. Wiedzieli, że prędzej czy później natrafią na odpowiednich ludzi.

A teraz? Nawet nie mieli ochoty na seks ze sobą, więc o swingu mogli zapomnieć. Jedynym pragnieniem każdego z nich była chęć posiadania choć odrobiny chwili dla siebie, własnej przestrzeni do realizacji swych nawet najbardziej trywialnych potrzeb, jak obejrzenie serialu nie wymagającego zbyt intensywnego myślenia. Coś co odłączy ich od nowej rzeczywistości.

Zresztą ona straciła poczucie swej atrakcyjności. Choć ciąża wyjątkowo służyła jej urodzie i ku zaskoczeniu, nie zostawiła pamiątki po nadprogramowych kilogramach, ale blizna po cesarce codziennie zaburzała jej poczucie estetyki, gdy spoglądała w lustro. Skoro nie podobała się sobie, to jak miała podobać się innym?

Kochali siebie, kochali swą córeczkę nad życie, ale choć byli blisko, to jednak tak daleko od siebie. Licytacja pretensjami, kto zrobił więcej, kto zrobił mniej, skutecznie zabijała romantyzm. Odliczali dni do wiosny, bo przecież na wiosnę wszystko budzi się do życia, więc może także ich słoneczne promienie pobudzą do pielęgnowania tego, co mieli najważniejsze – łączącego ich uczucia, które powiększyło się o kolejne serce do kochania? A może i wtedy powróci chęć do odnalezienia siebie na nowo, a także poszukiwania sensualnych doznań?

Tekst: Luiza

Fot. Congerdesign/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/czas-tylko-we-dwoje/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •