kluboweZastanawiali się czy iść tego wieczora na spotkanie. Raz już odważyli się udać do klubu, aby poznać nowe twarze, które jak Oni bawiły się swingiem w różnych konfiguracjach. Za pierwszym razem bali się ukazać swoją tożsamość. W większym gronie i ogólnie dostępnym miejscu byli jak na świeczniku. Każdy mógł ich zobaczyć, ocenić, oczernić. Społeczeństwo, w którym żyli, nie dopuszczało w większości na odmienność bytu… zabaw… swingowania. Można było za to zapłacić swoją reputacją, społecznym ostracyzmem. Tamten wieczór już minął. Upłynęło kilka miesięcy. Nie byli przekonani, czy taka forma poznania ma sens i jest najlepszym sposobem na nowe kontakty…

Wahając się, postanowili jednak wcielić się w swoje role. On szarmancki, Ona zmysłowa do granic pożądania… pragnienia… łapczywego skupienia na Niej wzroku. Wiedzieli, że czasami ich styl mógł być odbierany, jako lekko snobistyczny, arogancki. Mając tą świadomość tworzyli wokół siebie niewidzialną barierę bezpieczeństwa. Chcieli być pożądani, a nie łatwodostępni niczym pieczywo w piekarni, o które wystarczy poprosić sprzedawcę. W rzeczywistości grali, mistrzowsko, świadomie. Szukali osób, które spróbują się przebić do ich snów, fantazji, planów… planów na wymianę słów, zdań, myśli… doświadczeń, ciał… ponętnych, szalejących w wirze ekstazy w trakcie penetracji… Nie byli niedostępni, byli wymagający. Pary, które podjęły próbę ich poznania wzbudzały ich znaczące zainteresowanie. Intrygowali… dowiedzieli się raz, od pary, z którą przyszło im spędzić upojną noc, że pierwszym wrażeniem ich odbioru jest „wyższa liga”. Sfera, do której mało kto ma prawo wstępu.

Luzia i Eryk uważali, że trzeba próbować. Nie można się dać zdegradować. Chcieli być równi, z tymi których dopuścili do swoich umysłów. Luiza lubiła ostre, mocne rżnięcie, lecz za każdym razem „przed|okazywała zmysłowość, którą nie wszyscy potrafią zrozumieć i się nią delektować. Sex, ostry z dominacją, pełną zwierzęcością miał być tylko dopełnieniem. Eryk również lubił być stanowczy, lekko agresywny… pijany chwilą. Na początku z pozoru, cichy, uważnie obserwujący, analizujący dostarczane z otoczenia bodźce. Był bardzo spostrzegawczy. Na co dzień wygadany. Czasem wręcz mówiący za dużo, jednakże na spotkaniu w pełni kontrolujący siebie. Chciał dotknąć, powąchać, szepnąć dwa słowa… kusząc czyniąc dreszcz ciała, sterczenie sutków. Musiał, a raczej chciał się hamować. Trzymając w ryzach swoje emocje czuł, że pobudza fantazje, przykuwa uwagę. Tajemniczość od zawsze była najlepszym sposobem zaintrygowania sobą. Oni wiedzieli o tym bardzo dobrze.

Weszli do lokalu niepewnie, lekko onieśmieleni. Szukali stolika z zegarkiem, symbolem kolejnych doznań, kolejnych wyzwań. Przywitał ich jeden z mężczyzn organizujący spotkanie. Nie dali po sobie nic poznać. Sztukę aktorską ćwiczyli latami… panowania nad sobą, świadomego działania. Patrząc na siebie nawzajem widzieli w sobie nieśmiałość, lecz jej nie okazywali. Dopiero po bliższym poznaniu, pozwalali na odsłonięcie kurtyny. Na chwilę szczerości pokazując, że ich także przeszywa dreszcz emocji, zawstydzenie mieni się rumieńcem. Nie wiedząc kiedy, wieczór nabrał rozpędu. Mnóstwo par i singli, którzy przyszli odbyć swoisty rytuał zapoznawczy. Luzia i Eryk szybko nawiązali kontakt z innymi. Czuli się dobrze mogąc wymieniać doświadczenia. Mówiąc o swoich oczekiwaniach. Spotkanie z pozoru niewinne w słowach kipiało erotyką, penetracją, przygryzaniem, lizaniem, orgazmami co rusz wybuchającymi w wyobraźni. Wieczór szybko stał się nocą, która przemijała przy drinkach, rozmowie, w tańcu. Pary zaczęły znikać, rozchodzić się, proponować odważniejsze ruchy. Luiza, w swoim stylu na propozycję uwiedzenia, dała sygnał, że jeszcze nie teraz, za wcześnie na Jej doznanie. Spojrzenie, którym doprowadzała do pełnego wzwodu było jednoznaczne… „Myśl o mnie, masturbuj się mając mnie w wyobraźni. Pokaż, że pragniesz. Zdobądź mnie!” Bawiła się swoją kobiecością. Może chciałaby pójść krok dalej, ale nie teraz… nie tego wieczora… niech napięcie rośnie. Niech pragnienie, które ugasi wywołuje majaczenie i halucynacje. Chciała być fatamorganą, którą można zobaczyć, lecz nie wiedząc czy to tylko złudzenie czy realne spełnienie… oaza spokoju, spełnienia. Eryk uwielbiła Ją taką. Wiedział, że tego wieczora to On będzie ujarzmiał Jej oblicze. Doprowadzi do szału, uniesie się w Niej… wysoko do utraty tchu.

Wrócili do domu. „Spodobała się Tobie któraś z par, któryś z panów?” „Tak.” „Myślisz, że się odezwą?” „Nie wiem, liczę na to.” Nie czekali długo, jeszcze tej nocy napisali do Nich, że wzbudzają zainteresowanie. Luiza i Eryk uśmiechnęli się do siebie. „Jednak Ktoś się odważył przekroczyć Naszą barierę…”.

Autor: Eryk

Chcemy więcej, dlatego szukaj Nas na:

Facebook

Google +