„NIE” ZNACZY „NIE”!

Niby to oczywiste. Niby ta niepisana, a czasami i pisana zasada powinna był łatwa do zrozumienia dla każdego. A tymczasem zdarza się, że wypowiedziane „nie” jest interpretowane jako zachęta do dalszej zabawy. Na siłę, na przymus, bo kto wie może jednak coś z tego wyjdzie…

Nie cierpię nachalności i mam alergię na chamstwo i głupotę. Choć razem z Erykiem jesteśmy ambasadorami swingu, to nie koloryzujemy nad wyraz tego środowiska, tylko opisujemy go takim jest. I tak jak w życiu codziennym napotykamy na swojej drodze różnych niechcianych osobników, tak i wśród swingersów zdarzają się przypadki prostackiej nadgorliwości.

Łapy przy sobie!

Tak jak uwielbiam mężczyzn, ta są momenty kiedy mam ochotę poucinać im te śliskie łapki, które pomimo jawnego protestu, wędrują tam, gdzie nie dostały prawa dostępu. Dzieje się to zazwyczaj w klubach (i to nie tylko swingerskich), kiedy jest tłum dookoła, a pulsujące rytmy nakręcają atmosferę. Wtedy panom się wydaje, że można wszystko, a kobieta znajduje się w danym miejscu w ściśle określonym celu. Otóż nie. Po pierwsze cele mogą być różne, a po drugie – nawet jeśli kobieta ma ochotę na ostrzejszą zabawę, to od niej zależy kogo do tej zabawy zaprosi. To nie działa tak, że każdy jest mile widziany. Tak jak na bramce obowiązuje selekcja, tak i potem następuje dokładna weryfikacja. I „nie” znaczy „nie”. To nie jest ani „później” ani „za chwilę”. Dlatego kolejne podejścia z pewnością mogą zakończyć się nie tak jak amant sobie zaplanował. Tylko po co ryzykować „uderzenie z liścia”? 😉

Nie podobasz mi się

W lokalach dla swingersów, jak i podczas spotkań w apartamentach z odmową jest jeszcze trudniej, gdyż mężczyźni błędnie zakładają, że skoro babka jest swingerką, to zaprasza do siebie wszystkich, bez wyjątku. Młody czy starszy, szczupły czy grubszy, inteligentny czy jełop – to nie ma przecież znaczenia. Skoro swingujesz, to powinnaś rozchylać nogi przed każdym przedstawicielem płci męskiej. Gdy słyszę coś takiego, to pięść mi się zaciska. Oj, wtedy mój język jest bardzo sprawny. Ale nie w pieszczotach, lecz w ostrej ripoście.

Randka w ciemno

Najbardziej niezręcznie jest podczas spotkań w ciemno. Kiedy umawia się kilka par i dopiero po przybyciu dowiadujesz się z kim tak naprawdę masz do czynienia. Bo zdjęcia zdjęciami, pisanie pisaniem, ale dopiero rozmawiając z kimś w cztery oczy szybko się przekonasz czy zaiskrzy czy jednak żadna chemia się nie pojawi. I co wtedy? Wówczas też masz prawo odmówić. Twoje ciało, twoja świątynia, twój wybór. I teraz te słowa adresuję zarówno do pań, jak i panów. Nikt, ale absolutnie nikt, nie powinien czuć się do czegoś zmuszony, z powodu takich durnych argumentów, że „wypada”, „bo skoro już tu jestem, to nie mogę się wycofać”, „bo jakoś to będzie”. Zawsze masz prawo odmówić i to bez tłumaczenia. Nie czujesz klimatu, nie podobają Ci się osoby, to śmiało wycofaj się. Nie zostawaj na siłę, aby następnego poranka spojrzeć w lustro i nie poznawać siebie.

Słuchaj swojej intuicji. Ona Cię nie zawiedzie.

Tekst: Luiza