Eryk siedział przed telewizorem. Patrzył pustymi oczami w ekran szukając w nim relaksu dla swojego umysłu, który sfatygowany był codziennością. W myślach przewijał obrazy wspólnych zabaw, gier, przygód… upajających ich ciała i dusze. Pierwsza rozłąka była długa, najdłuższa jakiej doświadczyli dotychczas, lecz mieli wtedy możliwość bycia ze sobą wirtualnie. Zdalnie patrząc na siebie, dając sobie rozkosz, spełnienie… swoimi rękoma, wodzonymi słowami wypowiadanymi nieskładnie w podnieceniu jedno do drugiego. Nauczyli się nowej stymulacji swoich ciał, tak oczywistej, lecz z początku krępującej dla obojga. Mieli świadomość, że poznanie nie ma końca.

W tej jednak chwili był sam. Pierwsze tak długie rozstanie było już nieostrym wspomnieniem. Czas, który później spędzili razem na doświadczaniu klubów, ciał, ludzi też odchodził w niepamięć. Ludzkie podniecenie, które wymagało rozładowania, tym razem nie miało formy ujścia. Masturbacja dawała poczucie chwilowej ulgi… nie przyjemności… ulgi, która mechanicznie rozbrajała napięcie, lecz nie była pełnym zaspokojeniem. Wcześniejsza samotność, lecz latem… późniejsze doświadczenia, lecz razem… a teraz sam. Dźwięki dochodzące z ekranu wpadały do ucha i ginęły w ciszy wspomnień. Rozżalenia i myśli, czy drugi raz zgodziłby się na tak długą rozłąkę. Teraz, bez możliwości kontaktu, nawet tego wirtualnego, czuł się sam. Był wilkiem, lecz bez stada, bez namiętności… bez…

Rozmyślanie pochłaniało Go całkowicie. Dzień za dniem, ranek za rankiem, wieczór za wieczorem. Tylu znajomych na co dzień, tyle pracy na głowie, tyle zadań i planów, których mnogość nie potrafiła zapełnić pustki. Przestrzeni powstałej w wyniku braku bliskości, czułości, namiętności. Bycie rozpoznawalnym miało niestety swoje wady, jednakże świat w którym był innym sobą w pojedynkę nie był dostępny. Czekał, marzył, chciał… przytulić się do Luizy, doświadczyć ponownie Jej ciała. Usłyszeć szept do ucha. Wkroczyć ponownie na ścieżkę szaleństwa. Pragnął by każde nowe doznanie nie musiało być tak oczekiwane… nie teraz kiedy pozwolili sobie na więcej i czekali na nowe.

Z’Jawa

Poczuł ciepło. Wiatr okalający nagie plecy, unoszące się rytmicznie przy każdym oddechu, powolnym, głębokim, relaksującym. Szum fal uderzających o brzeg, wyrywających skrycie cząstki plaży, ziarnko po ziarnku rozleniwiał coraz bardziej. Była zima, lecz On był teraz w krainie, którą uwielbiał. Oddawał się rozkoszy pochodzącej z przyrody. Wiedział, że jest sam, ale czuł się błogo. W końcu był tam, gdzie chciał – ze sobą… zgodnym, szczęśliwym, spokojnym… Negatywne emocje ustąpiły miejsca pozytywnym. Dawały odetchnąć, żyć w bezruchu pełnią życia… delektować się nim. Czuł, że zasypia…

Wzdrygnął się. Jego rozgrzane plecy poczuły jak opuszki kobiecych placów delikatnie przesuwają się od karku do pośladków. Dopiero teraz zdał sobie świadomość, że jest całkiem nagi. Leżąc na brzuchu nie zastanawiał się kto go dotyka. Z niezrozumiałych przyczyn czuł się bezpiecznie. Dotyk wybudzał coraz bardziej… przyjemniej… wzbudzając pożądanie. Robił się sztywny, podniecony, chętny poznać sprawczynie przyjemności. Odwrócił się nieśpiesznie na plecy. Ujrzał Kobietę, która nagle zniknęła rozpływając się w powietrzu jak mgła. Wydawało mu się, że przypomina mu niegdysiejszą kochankę. Stwierdził, że ułuda jest grą jego zmysłów, więc postanowił usiąść na piasku, nadać ruch ciału aby się ocucić. Zamknął oczy i uniósł głowę, jakby chciał spojrzeć na słońce.

Momentalnie zrobiło się chłodniej, natychmiast spojrzał przed siebie… z dnia zrobiła się gwieździsta noc. Jego zmysły szalały, umysł wariował, logika zaginęła w surrealistycznym świecie… miejscu absurdu, w którym było mu dobrze, lecz czuł się irracjonalnie. Usłyszał cichy szelest stóp kroczących po piasku. Zbliżały się do niego nieśpiesznie ukazując sylwetkę kobiety okrytej ponczo z kapturem, pod którym skrywała swoje ja. Pożądał jej. Wiedział że ją zna, lecz nie wiedział kim jest dokładnie. Pragnął posiąść ją na piasku… wejść w nią, posmakować jej wilgoci… jej ciepła… jej kwiatu rozkoszy. Przystąpiła do niego i lekkim pchnięciem do tyłu położyła Go na plecach. Wszystko działo się tak szybko i powoli za razem. Towarzysząca chwili aura była tajemnicza i stymulująca zmysły.

Skrywając się pod kapturem usiadła na Eryku. Była na Niego gotowa. Zaczęła subtelnymi ruchami bioder wprawiać jego penisa w pulsacje… zdawało się, że minęła ledwo sekunda, gdy wytrysnął w niej. Mocno i głęboko… mieszając spermę z jej sokami. Był tak silnie podniecony, lecz bezsilny w uniesieniu, że nie miał tchu by wydobyć twarz z ukrycia… Czuł się słabo… odpłynął… z szumem fal pod gwieździstym niebem…

Niepewność

Obudził Go dźwięk budzika, niemiłosiernie wykrzykującego godzinę. Zerwał się jak szalony na równe nogi. Rozejrzał się dookoła. Stał nagi w pustym pokoju przed telewizorem, w którym wyświetlała się tylko czerń. Był spełniony… lecz skołowany, tym co się stało. Uświadomił sobie, że zasnął w trakcie filmu. Nie rozumiał tylko, czemu spał tyle godzin. Przeważnie śpi znacznie krócej. Przypomniał sobie noc, dzień, noc… nie był pewny jaka porę dnia właściwie. Wszystko było tak realne w odczuciu, ale tak nierzeczywiste w rozumieniu… Gdzie jesteś Luiza? Gdzie jesteś?

Tekst: Eryk

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/w-ciszy-kryje-sie-sila/