Niedawno na Zbiorniku otrzymałam propozycję spotkania od dużo młodszego chłopaka, który jak to określił  – ma ochotę na spotkanie milfą. Pomyślałam sobie – cholera, czyli już się łapię do tej kategorii.

Na nic używanie kremów po trzydziestce i codzienne smarowanie ciała balsamem ujędrniającym, wygładzającym, redukującym wszystko co jest do zredukowania. Już lepiej żelazkiem bym to sobie wszystko wyprasowała, gdyby nie oczywiste ryzyko poparzenia. Na nic systematyczna gimnastyka buzi i języka (niech każdy dopowie sobie to, co mu pierwsze na myśl przychodzi). Na nic ćwiczenia by utrzymać się w ulubionym rozmiarze M (chociaż cycki to zdecydowane L). Metryki nie oszukam, peselu nie wymienię. Jak żyć?

Zatem żegnaj zwiewna młodości! Au revoir gładziuchno cero! Bye bye sterczące na baczność bez stanika cycunie! Auf Wiedersehen krąglutkie pośladki! Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Grawitacja wygrywa, ściągając wszystko w dół. Nawet majtki na swingerskiej imprezie.

Czy aby na pewno?

Ale zaraz, coś tu jest nie tak. Bo i półdupki jakoś wyglądają, piersi nadal prezentują się godnie, rozmiar 38 jak był, tak wciąż jest. Cera też jeszcze jako tako przyciąga spojrzenia. Ej, nie jest źle. A zresztą co tam skromna będę – dobrze jest i już! Może nie posiadam niewinności anielicy, ale do kuszącej diablicy na pewno mi bliżej. Kiedyś ktoś mi powiedział, że mam „kurwiki” w oczach. No mam! I figlarka też ze mnie jest niezła.

Czy jestem już milfą? Hmm… zauważam tu pewne nieścisłości. Wpierw rozwińmy tenże tajemniczy skrót. Otóż MILF to Mom I’d Like to Fuck. No cóż, w swym dorobku życiowym dzieci jeszcze nie posiadam, czyli mamuśką nazwać mnie nie można. Druga kwestia – ponoć przydomkiem tym określa się gorące kobiety po czterdziestce. Ja jeszcze nie dobiłam do 35. Czyli matką Stiflera nie zostanę (kto nie oglądał „American Pie” niech żałuje).

Najlepszy czas

Ale chyba gorąca jestem skoro taki dwudziestoletni młodzian chce mnie pieprzyć. Gdyby się uprzeć, to w sumie jego matką mogłabym być. Chociaż może lepiej nie idźmy tą drogą. Poza tym słowo MILF odchodzi do lamusa. Robi się passé ze względu na przedmiotowe podejście i postrzeganie kobiety tylko jako obiektu do zerżnięcia. Teraz na salony wchodzą WHIP – Women who are hot, intelligent, and in their prime (kobieta, która jest seksowna, inteligentna i w kwiecie wieku). Tylko, kiedy kobieta jest w kwiecie wieku? Gdy licznik lat przekracza określony poziom? A może wtedy, kiedy dobrze zaczyna się czuć ze swoją kobiecością?

To można inaczej?

Zdecydowanie lepiej mi ze sobą jest teraz, i to zarówno w swoim ciele, jak i ze swoimi myślami. Będąc nieopierzonym dziewczęciem, seks był dla mnie bardzo wąską tematyką, bo co tu nowego wymyślić można? Jest cipka, jest penis. Jedno wchodzi w drugie i jest seks.

Jakże ja głupia byłam…

Dziś każdego dnia uczę się czegoś nowego. Praktykuję na mężu i na innych. W końcu ćwiczenie czyni mistrza, prawda? Ostatnio jeden seks-kolega powiedział mi, że albo dużo książek się naczytałam, albo to zdobyte doświadczenie. Ot, taka mała dygresja z jego strony podczas robienia loda 😉

Nie będę kłamać – chcę się podobać, lecz przede wszystkim sobie. Bo jeśli nie będę lubiła siebie, to seksapil mogę schować między książki i poczekać aż okryje się kurzem. I w dupie z metryką. Czasu nie zatrzymam, ale mogę się postarać aby dojrzewać z klasą i wdziękiem. No i z tymi kurwikami w spojrzeniu oczywiście.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/sexual-market-value/