Lubię dawać sobie przyjemność i to w różny sposób. Dostrzegać w drobnych rzeczach zarówno radość, jak i nakręcającą iskrę. Zależy mi, żebyście znali mnie taką jaką jest naprawdę. Nie tylko z erotycznych wpisów czy odsłaniających skrawki nagości zdjęć. Chcę żebyście wiedzieli, że ja jako Luiza nie jestem tylko wirtualnym avatarem, ale także zwyczajną kobietą pragnącą czerpać z życia jak najwięcej.

Małe przyjemności – to one często sprawiają, że dzień należy do udanych. Niby nic nie znaczące, a potrafiące tworzyć nastrój i motywować do działania. I ja mam taką listę małych przyjemności, z którą z chęcią z Wami się podzielę.

Muzyka

Nie ma dnia, żeby muzyka nie sączyła się do mych uszu. A odkąd zaczęłam zajmować się pisaniem na poważnie, muzyka stała się moim nieodłącznym towarzyszem. Nie umiem pisać w ciszy, bo w ciszy skupiam się na odnajdywaniu dźwięków. Urywków rozmów, scen rozgrywających się za oknem. Za to muzyka ułatwia mi wyłączenie myśli i skupienie się na zadaniu. Często przynosi też inspirację do nowych wpisów. Gdy dopada mnie totalny brak weny i wpatruję się w pulsujący kursor w edytorze, włączam sobie instrumentalne brzmienia i słowa same układają się w zdania. Zwłaszcza lubuję się w utworach, w których słyszalne jest pianino. Nieważne czy jest to muzyka elektroniczna czy rockowa – jak jest pianino, to jest moc. Odkąd mąż sprawił mi w prezencie bezprzewodowe słuchawki, to chodzę z nimi wszędzie. Wyłączam się wówczas całkowicie i zaglądam w głąb siebie. Z muzyką łączy się też śpiew i taniec. Może w śpiewie wybitnie uzdolniona nie jestem, ale lubię śpiewać. Gdy czuję, że kumulują się we mnie negatywnie emocje, to podkręcam głośność i po prostu śpiewam swoje ulubione piosenki. To niesamowicie oczyszcza. Podobnie z tańcem  – tańczyć uwielbiam, zwłaszcza do muzyki latynoskiej, która jest kwintesencją pozytywnego nastawienia. Dlatego lubię chodzić do klubów latino, bowiem tam panuje zupełnie inny rodzaj energii. Ludzie się uśmiechają, bawią. Atmosfera jest tak gorąca, że aż kipi seksem. Aż mi się tańczyć teraz zachciało…

Zapachy

Jestem zapachową fetyszystką. Serio. U mnie wszystko musi ładnie pachnieć, łącznie ze mną. Mam kilka flakoników perfum, którymi kropię się w zależności od nastroju. Zapachy są kapsułą wspomnień. Wystarczy kilka kropel, aby przenieść się w ukochane miejsce. Dlatego, gdy wyjeżdżamy gdzieś z mężem na dłuższy urlop, to specjalnie na wyjazd dobieram sobie nowy zapach. Dzięki temu po powrocie mogę w każdej chwili przenieść w upragnione, wakacyjne chwile. Z muzyką mam podobnie – również na wyjazd wynajduję sobie nowe utwory, aby kojarzyły mi się wyłącznie z danym miejscem. To działa!

Lubię zapach świeżego prania i kłaść się do czystej pościeli. Otulam się wówczas kołdrą i jest mi wówczas tak dobrze. Wtedy świat może zniknąć, a ja czuję się tak błogo i bezpiecznie (choć czasem wtedy nabiera też mnie ochota na harce). Tak właśnie będzie mi się też kojarzyła Wenecja – z zapachem wypranych rzeczy, suszących się na wietrze (dla niektórych Wenecja śmierdzi kanałami, ale po sezonie październik/listopad – zdecydowanie pachnie płynem do płukania).

Ubóstwiam też wąchać mojego męża, kiedy perfumy mieszają się z zapachem jego skóry. Odpływam, kiedy zanurzam nos w przestrzeń między szyją a kołnierzykiem od koszuli. To mnie uspokoją i podnieca równocześnie. Kilka lat temu, jak dosyć długo byliśmy w rozłące, to skropiłam sobie bawełnianą chusteczkę jego perfumami i zawsze przed snem zaciągałam się jej niepowtarzalnym aromatem. To mi pozwalało spokojnie zasnąć.

W naszym domu także nie brakuje olejków eterycznych. Zawsze jak przychodzą goście, to staram się aby od progu witała ich orzeźwiająca woń pomarańczy albo trawy cytrynowej. No tak mam i już.

Dotyk

Jestem absolutną fanką wszystkiego co jest „milusie” w dotyku. Bluzy, skarpetki, koce, poduszki – jeżeli coś sprawia, że mam ochotę się do tego przytulić, to się przytulam i miziam nieustannie. Ot, takie małe zboczenie.

Czekolada

Jestem miłośniczką czekolady w każdej jej możliwej postaci. W tabliczce, w cukierkach, ciasteczkach i ciasta, w filiżance do picia. Kiedyś Eryk zafundował mi masaż czekoladą, to też ją chciałam z siebie zlizywać, ale się powstrzymałam. A najbardziej lubię, jak czekolada powoli rozpływa się na języku, delikatnie spływając do gardła. Dosłownie orgazm dla podniebienia!

Herbata

Dla mnie dzień bez herbaty, to dzień stracony. Wyznaję zasadę, że herbata jest dobra na wszystko. Na chandrę, na szczęście, na przeziębienie, na chłodny dzień i gorącą noc, na… Ta lista by nie miała końca, więc nie będę zaprzeczała, że herbata odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu.

Wiosenny powiew wiatru

Nie potrafię tego opisać, ale jest taki jeden, niepowtarzalny moment. Kiedy wszystko budzi się do życia, a ptaki śpiewają nie tylko nad ranem. Kiedy ciepłe promyki słońca nieśmiało ogrzewają ziemię.  Wtedy, gdy na spacerze wiosenny wiatr delikatnie muska mnie w policzek, to przeszywa mnie dreszcz ekscytacji, zwiastujący zmiany. To jest elektryczny impuls, który pcha do przodu. Zazwyczaj kończy się to w ten sam sposób. Wracam do domu i obwieszczam mężowi, że musimy gdzieś wyjechać, choćby na chwilę, bo inaczej zwariuję. Niesie mnie w dal, do nieznanych miejsc, do ludzi niepoznanych. Siedzi we mnie duch podróżnika i gdybym tylko dysponowała większymi funduszami, to świat nie miałby dla mnie tajemnic. A później bym to wszystko dla Was opisywała. I ten stan rozpoczyna się dokładnie od tego wiosennego powiewu wiatru…

Książki

Ostatnio coraz więcej korzystam z czytnika, bo mogę wszędzie go ze sobą zabrać, a opcja dostosowywania wielkości czcionki sprawia, że czytam szybciej i więcej. Ale jakby ta technologia rozwinięta nie była, to nic nie zastąpi słowa drukowanego. Sprawia mi przyjemność dotykanie kartek, przekładanie ich i cieszenie się widokiem, jak dużo już przeczytałam. No i muszę się do czegoś przyznać – wącham książki. Aż się dziwię, że jeszcze mnie z żadnej księgarni nie wyrzucili, na widok zaciągania się przeze mnie zapachem farby drukarskiej. Z kolei w starych książkach, dotkniętych pieszczotą czasu doszukuję się historii. Czyichś zapisków, plam od kawy popijanej przy lekturze, śladów po łzach od wzruszenia. Wówczas sama staję się częścią historii.

Notesy, kalendarze, długopisy

Umiłowanie do artykułów papierniczych mam od dziecka. W sumie to znacznie ułatwiłam zadanie swoim rodzicom, bo zawsze na pierwszej pozycji w liście do Świętego Mikołaja był… piórnik. Skłamałabym, gdybym napisała, że to się zmieniło, bo w moim „kreatywnym plecaku” piórnik zajmuje honorowe miejsce. A obok niego jest kalendarz z przestrzenią na notatki, brudnopisy wykorzystywane do mapy myśli i osobny zeszyt, w którym tworzę konspekt powieści. Wybierając się na zakupy, nawet jak stracimy się z oczu, to Eryk wie gdzie mnie odnajdzie – na dziale papierniczym, bijącą się z myślami nad zakupem nowego notatnika (bo przecież takiego jeszcze nie mam).

Sukienki

Skoro jesteśmy przy zakupach, to kolejną moją słabością są sukienki. Nieważne, że szafa pęka w szwach, nieważne że wieszaki się łamią – miejsce na nową sukienkę zawsze się znajdzie. Dlatego uwielbiam lato, bo wówczas mogę chodzić w zwiewnych kieckach. Najlepiej bez majtek, aby wiatr mi hulał między nogami.

Cztery łapy

Odkąd pamiętam w rodzinnym domu był czworonóg psem zwanym. Cztery łapy, ogon kudłaty, mokry nos. Wychowywałam się z tymi zwierzęcymi przyjaciółmi, nic więc dziwnego, że kiedy przeprowadziliśmy się z Erykiem do własnego mieszkania, to znalazło się w nim miejsce i na kojec, i na zabawki, i na wszystko co psiak do szczęścia potrzebuje. Bardzo przeżyliśmy stratę naszego ukochanego kumpla w zeszłym roku. On jeździł z nami wszędzie. Tam gdzie my, tam i on. Eryk napisał o nim wspaniały tekst. Uważam, że jeden z najlepszych jaki mamy na blogu. Pełen uczuć i emocji – PRZECZYTAJ. Długo płakaliśmy za naszym przyjacielem, ale trzeba było się ogarnąć i ruszyć do przodu. Ale ta pustka w mieszkaniu była nie do wytrzymania. Wręcz kłuła w serce. I musieliśmy wypełnić ponownie wypełnić cztery ściany kolejnymi czterema łapami. Nawet teraz jak piszę ten tekst, to psia łapka sygnalizuje mi, że chyba już za długo siedzę przed komputerem i pora na odpoczynek.

Zatem wybywam na spacer, a Was zostawiam z zadaniem domowym – zastanówcie się czym dla Was są małe przyjemności. I celebrujcie chwile, które przynoszą Wam radość. Nie jutro. Teraz.

Tekst: Luiza