Z poczuciem własnej wartości jest jak z lodową rzeźbą. Wpierw w myślach nadajesz jej kształt. Szkicujesz, dopracowujesz, wizualizujesz. Później uzbrojony w dłuto pragnień, nakreślasz linie, wyznaczasz granice, formujesz powierzchowność, pod którą ukryte jest prawdziwe JA.

Wpierw to JA jest nieśmiałe, wręcz zalęknione. Z trudem przechodzi przez okres dzieciństwa, jeszcze trudniej przez czas nastoletniego dorastania. Ale właściwie rzeźbione cierpliwością i wytrwałością, JA przemienia się z czegoś ulotnego, w coś bardziej trwałego – samoświadomość.

Pielęgnowana samoświadomość przekształca się w dojrzałą tożsamość, w encyklopedię wiedzy o samym sobie. Na kartach doświadczeń widnieją sukcesy i porażki, radości i troski, wyciągnięte wnioski i łatwe do przewidzenia błędy. To jesteś TY. Z doskonałymi niedoskonałościami, z melodią marzeń i oczekiwań w tle.

***

Ale wystarczy jedno słowo, jeden gest, by coś, co tak uparcie rzeźbiłeś, przestało istnieć. Popchnięte w przepaść beznadziejności, zgaszone i roztopione słowami nienawiści. Zaciskasz zęby. Już to przeżywałeś. Nie zliczysz ile razy ponownie przekraczałeś linię startu, wierząc że tym razem uda dobiec się do mety. Nawet, jeśli ktoś z premedytacją podstawiał ci nogę, byś poczuł jak smakuje kurz pozostawiony przez rywala, zbierałeś się w sobie, otrzepywałeś upokorzenie i biegłeś dalej. Biegłeś nie dla wyniku, lecz dla wewnętrznego zwycięstwa.

Lecz upadki bolą, pozostawiają blizny, których nie zaliczy żadna magiczna maść definiowana jako Przepraszam. Masz dość czeków bez pokrycia, obietnic wypełnionych pustką głupoty, nieszczerych uśmiechów, walizek wystawionych za drzwi. Wolisz zawrócić niż dążyć do realizacji tego czego tak bardzo potrzebujesz- kochać i być kochanym.

***

Kochające się osoby nie powinny się krzywdzić, wybudzając demony przeszłości, karmiąc skrajnymi uczuciami.

Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz…

Skrajność jest objawem słabości, brakiem argumentacji na skomplikowaną rzeczywistość, próbą ucieczki od zmierzenia się z wyzwaniem bycia z drugim człowiekiem.

Ludzie się schodzą i rozchodzą. Nie ma uniwersalnego przepisu na udany związek. Jedne znajomości kończą się po kilku miesiącach, inne – gdy jedna z połówek wieczorową porą układa słowa epitafium na nagrobek, wiedząc że nic już nie wypełni uczuciowej próżni dźwięczącej głuchym odgłosem ziemi uderzanej o wieko trumny.

Dziś jesteśmy, jutro może nas nie być. Czy naprawdę warto marnować czas na bezsensowne kłótnie, na szpilki wbijane prosto w serce, na nadgryzanie przewodów od poduszki bezpieczeństwa, na wzajemne niszczenie poczucia własnej wartości?

Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. Nie zamieniajcie tylko swojego JA w bezosobowe NIKT.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/gorset-pruderii/

Fot.: dimitriwittmann/Pixabay