I JAK TO JEST Z TĄ „SZTUKĄ KOCHANIA”?

Powoli w salach kinowych opada kurz, choć chętnych do obejrzenia „Sztuki kochania” wciąż jest wielu. Wszyscy pragną się dowiedzieć kim była Michalina Wisłocka – polska seksualna rewolucjonistka, o której tak naprawdę spora część ludzi w ogóle nie słyszała zanim film nie doczekał się premiery na wielkim ekranie. Tylko czy film odzwierciedla poglądy zawarte w książce?

Układ niedoskonały

Zacznijmy od ekranizacji. Otóż „Sztuka kochania” do obejrzenia jest całkiem przyjemna. Dialogi potrafią zarówno rozbawić, jak i zmusić do refleksji. Walka z cenzurą w moim odczuciu jest tematem wciąż nie tracącym na aktualności, zatem obserwowanie bitwy Wisłockiej z wszechwiedzącymi cenzorami było blisko mi samej. Zresztą w filmowym obrazie znajdowałam wiele punktów wspólnych z główną bohaterką. Cięty język, brak tematów tabu – ot i cała ja. Tylko do życia w takim trójkącie w jakim żyła Michalina przywyknąć bym nie mogła. Druga kobieta do łóżka – jak najbardziej. Ale na kilka spotkań, a nie jako podwalina związku czy próba rozwiązania małżeńskich kłopotów. Nie da się jednej kobiety kochać, a drugiej tylko pieprzyć. Jeżeli taka konfiguracja jest wieloletnia, to prędzej czy później uczucie musi się pojawić. Niszcząc przy tym początkowe ustalenia oczywiście. I tak zamiast żyć w szczęściu i rozkosznej błogości, cała trójka dostaje w dupę, tłumiąc w sobie nagromadzone złości i żale. Czyli układ niedoskonały w czystej postaci. To ja już naprawdę wolę swingerskie zabawy, które dają możliwość szaleństwa. Mogę bzykać się z innymi, ale żadnego z partnerów nie zamieniłabym ze swoim mężem. Bo kochać, to kocham tylko jego. I w drugą stronę tak samo – Eryk może zaspokajać się także w innych kobietach, ale to do mnie przytula się w nocy i to mnie całuje o poranku. Wbrew pozorom – wszystko ma swój ład i porządek.

Romans Michaliny z Jerzym – odkrycie seksu na nowo i odnalezienie w sobie kobiety: pięknej, silnej i ponętnej. Mężczyźni posiadają tę niezwykłą moc – albo potrafią wydobyć kobiecy pierwiastek i oszlifować go na diament albo zgnieść w dłoni i zamienić w popiół. Przy nim Wisłocka zaczęła czerpać z seksu rozkosz i zatracania się w orgazmie. Lecz piękna bajka nie mogła trwać wiecznie, gdyż… Jerzy miał żonę i córkę. I choć Eryk Lubos doskonale wcielił się w rolę filmowego kochanka ukazując przy tym Jurka jako człowieka, które nie da się nie lubić – to ja na sympatię dla jego postaci zdobyć się nie mogłam. Nie toleruję zdrady i już. Moim zdaniem świadczy to o słabości charakteru, a jak ktoś nie potrafi stanowić o sobie samym, to na szacunek nie ma co liczyć. Prosta jest ma filozofia w tym zakresie.

Czy warto wybrać się do kina na „Sztukę kochania”? Zdecydowanie tak, bo każdy uprawia seks, więc i każdy wyniesie z filmu coś dla siebie. Z pewnością czasu spędzonego w kinie nie uważam za stracony, choć długość niektórych scen sprawiała, że momentami spoglądałam na zegarek. Ale te małe niedociągnięcia wynagrodziła Magdalena Boczarska, która zagrała Wisłocką fenomenalnie. Moim zdaniem – jedna z najlepszych polskich kobiecych ról ostatnich czasów.

Mężczyźni łatwi w obsłudze

A teraz zabierzemy się za książkę, która pomimo kilku cytatów wartych zapamiętania była dla mnie nie rewolucyjna, lecz… konserwatywna. Zwłaszcza dla mnie, dla kobiety… ubóstwiającej mężczyzn. No cóż mam począć. Tak już mam, iż ubóstwiam przedstawicieli płci męskiej – ich spojrzenie na świat i silne ramiona. Zawsze stawiałam ich jako partnerów równych sobie i tak też byłam przez nich traktowana – stąd też może obustronne uwielbienie.

Nie cierpię stereotypów, gdyż one ograniczają poglądowo i życiowo. Zwalniają z myślenia, bowiem łatwiej jest wcisnąć się w schemat utarty przez wielu niż stworzyć własną wizję. I dlatego denerwuje mnie postrzeganie mężczyzn jako obiektów nieskomplikowanych w obsłudze, jak to pani Michalina czasem w swojej książce czyni:

„Tak zwani stuprocentowi mężczyźni raczej nie lubią pieszczot poza okolicą narządów płciowych”

„Mężczyźnie wystarczy popatrzeć na kobietę, otrzeć się o nią czy przytulić i już jest gotowy do stosunku, który daje mu pełną satysfakcję seksualną. U kobiety natomiast trzeba uruchomić w tym celu mnóstwo drobnych mechanizmów, łącznie z pobudzeniem piersi, a na koniec również narządów rodnych”

Czy naprawdę tarcie penisa jest wszystkim czego mężczyźni potrzebują, zaś bardziej wysublimowane pieszczoty są zarezerwowane wyłącznie dla osiągnięcia kobiecej rozkoszy? Czy mężczyźni także nie pragną pieszczot, pocałunków, ssania, lizania i delikatnego podgryzania? Odpowiem Wam sama – potrzebują! A penis nie jest ich jedynym narzędziem do spełnienia.

Nie zgadzam się również z autorką, że kobieta musi bezustannie walczyć o zainteresowanie partnera, gdyż inaczej on bezrozumnie pójdzie w cholerę. Przykłady? Proszę bardzo:

„Pieszczoty odwlekające moment nasycenia i pełnego złączenia fizycznego, pozwalają kobiecie rozwinąć więzy uczuciowości i przyjaźń w psychice wybranego mężczyzny. Zyskuje ona niejako limit czasowy na rozwiązanie tego problemu, ponieważ mężczyzna, nie uzyskując od kobiety szybkiej zgody na rozpoczęcie współżycia, zamiast tendencji do przesytu i zmiany partnerki, krąży wokół niej, zainteresowany rysującym się w odległej perspektywie całkowitym spełnieniem jego pragnień seksualnych”

„Chcę po prostu podkreślić znaczenie nagości w uwodzeniu i utrzymaniu miłości mężczyzny, bo nie tylko rozpustne dziewczęta, ale i bardzo przyzwoite żony powinny znać wszystkie sekrety uwodzenia mężczyzn, gdyż znacznie trudniej jest czarować go przez całe życie, niż zdobyć na chwilę”

„Istnieje jeszcze jeden bardzo ważny moment, przemawiający za koniecznością nauczenia się we wczesnym okresie miłości wszelkich zastępczych form stosunku. Okazują się one niejednokrotnie bardzo pożyteczne w dalszym życiu małżonków, na przykład w okresie długotrwałych okresów abstynencji przed- i poporodowej. Są to zwykle okresy bardzo źle znoszone przez współmałżonka, przyzwyczajonego do regularnego współżycia. Przymusowa abstynencja stwarza pretekst do poszukiwania innej kobiety. Sytuacja jest tym bardziej przykra dla żony, że w okresie okołoporodowym wymaga ona właśnie jak największej czułości ze strony męża”

Czyli w skrócie: jak kobieta nie da, to logicznym będzie iż osobnik płci męskiej uda się do innej samicy celem prokreacji. Słabe. I całkowicie bezuczuciowe podejście do psychiki mężczyzny.

Ale jest coś, czego nie można Wisłockiej odmówić – to odwaga. Odwaga iż postanowiła wyciągnąć seks spod kołdry i naświetlić go odpowiednio. Jej książka jest anatomiczno – biologiczno – psychologiczną wędrówką po ludzkich umysłach w sferze seksualnej. A w swoich tezach wielokrotnie podkreślała, że większość nieporozumień i erotycznych niedopasowań bierze się z braku zaufania i szczerej rozmowy między partnerami. Jeżeli czytacie naszego bloga od dłuższego czasu, to zauważycie, że mamy podobne podejście do tematu. Bez otwarcia się na pragnienia własne, jak i ukochanej osoby – nie ma szans na stworzenie udanego i długotrwałego związku.

„Żadna forma ani odmiana pieszczot nie jest zboczeniem tak długo, dopóki nie sprawia przykrości partnerowi czy partnerce”

Tu też się zgodzimy, bowiem spełniać można się na wiele sposobów. I każda bliska sobie para wypracowuje indywidualną formę zabaw satysfakcjonującą obydwojga. Zresztą swing dla wielu też jest przejawem niemoralnego zboczenia. Czy się tym przejmujemy? W ogóle.

„Nie sztuka się rozebrać, trzeba umieć się rozebrać i pięknie poruszać we własnej skórze”

O tak! Dopóki nie rozbudzisz i nie pokochasz wewnętrznego seksapilu, to twój niewątpliwy czar będzie po prostu niewidoczny. Zatem pokochaj siebie i kochaj się ze swoim ciałem, a wówczas osiągniesz nieznany wymiar przyjemności.

„Nie może być szczęśliwa jednostka ludzka – powiadają starzy mędrcy chińscy – kobieta czy mężczyzna, jeśli jej życie erotyczne jest ubogie, prymitywne, pozbawione głębszych przeżyć i wartości”

Jeśli kochasz prawdziwie, to chcesz być jak najbliżej ukochanej osoby. Seks łączy, zbliża, uzależnia. To nie tylko kilkuminutowy numerek i kilka pojękiwań do ucha. To także nie tylko procesy chemiczne i fizyczne zachodzące w naszych organizmach.

To jedność ciała i umysłu. I dlatego warto doskonalić się w sztuce kochania.

Tekst: Luiza