Wpierw przywitanie, potem pisanie, a ostatecznie umawianie. Można by rzec, taki standardowy schemat na swingerski wieczór dwóch par. Jedynie jak w życiu, tak w swingu – można czasem natknąć się na ludzi, którzy kulturę ograniczają wyłącznie do siebie. Egoistyczny tryb może ma cel, lecz nie w przypadku chęci poznania i flirtowania. Chyba, że świadomie z góry zakładamy naszą pozycję negocjacyjną jak w szemranym biznesie na wyższym poziomie. Przecież być chamem nie znaczy dać się chamić.

POCZĄTEK

Zacznijmy od początku. Standardowa wiadomość na Zbiorniku z propozycją spotkania. Naturą swingersa po krótkiej analizie, obejrzeniu zdjęć, wymiany spostrzeżeń decydujemy się na poznanie. Doświadczeni, zawsze zanim damy się porwać wirowi uniesień w nowym towarzystwie, umawiamy się na zapoznawcze spotkanie przy kawie, drinku lub dobrym piwie. Wszakże cielesność w sferze uciech ma ogromne znacznie. Jeżeli nie ma chemii i nie podobamy się sobie – nic z tego nie wyjdzie. Kulturą jest zaś być szczerym. „Nie” znaczy „nie”. Powiedzenie komuś, że niestety czegoś brak i dalszego kroku nie będzie nie jest przyjemnym, ale uczciwym podejściem z szacunkiem do drugiej strony.

KOMBINOWANIE

Niezrozumiałym jest dla nas umawianie się z akcentem na kameralne spotkanie w układzie dwa na dwa, po czym zapraszanie nowych uczestników do gry. Jeśli planuje się casting na sex lovera, to warto by ten lover miał jednak ów świadomość. Nie każdemu taka rola może odpowiadać. Ewidentny syndrom zespołu nadmiaru Big Brothera. Coś, gdzieś się komuś pieprzy i to nie w łóżku, a w głowie. Pytanie o zgodę na zaproszenie dodatkowych par na krótko przed spotkaniem nie jest mile widziane. Takie pytanie i stawianie przed faktem dokonanym zarazem. Powiedzmy jednak szczerze, że im więcej ciał, tym więcej możliwości. Nas takie propozycje nie zrażają, lecz lubimy mieć jasno nakreślony plan działania. To, że lubi się lody nie musi zawsze znaczyć, że ma się ochotę na lody składające się z dwóch gałek i podwójnego wafelka. Przenośnia i dosłowność w jednym.

SPOTKANIE

Cenimy ludzi pewnych siebie z jasną propozycją muszelkowo-penisową. Warto przyznać jednakże, iż umawianie się od razu w hotelu bez poznania wcześniej przyszłych kochanków dawno wyszło nam z menu. Nie każdy lubi wątróbkę popijać winem. Miks raczej nieidealny. Grzeczniej i łatwiej jest podziękować za spotkanie na neutralnym gruncie. Jakby to było, gdyby komuś nie pachniało z buzi a ja nie miałbym szansy się wcześniej sprawdzić z taką atrakcją. Strefa komfortu padłaby na pryczy niczym pustelnik w odosobnieniu.

Czas na tango, albo raczej salsę. Wieczór miał się zacząć w restauracji, gdzie kizomba, salsa, bachata i rueda poruszają bezwiednie lędźwiami erotyzmu. Zapowiedź idealna. Pobudzająca i stymulująca. Miło jednak by było, co się tym razem nie ziściło.

SZCZEROŚĆ

Przywitanie grzecznościowe, mało znaczące. Początki zawsze są peszące, bo na dzień dobry mam mówić o pszczółkach na łące? W głowie jednak po sekundzie pojawia się pytanie – w jakim wieku są witane osoby? Zmysł wzroku mam dobry, jak i dotyk żwawy. I po ułamku chwili wiem, że szczerość jest już zachwiana. Zaczęło się od przyrostu par do kręgu zapraszanych. Doszła do tego jeszcze wieku w mym odczuciu drobna sztuka fałszerska. Tak myślę czasami, dlaczego ludzie są kłamcami? Przecież jasnym jak słońce w zenicie na niebie, że w trakcie spotkania zobaczymy siebie.

„ZING”

Zing, chemia, pożądanie – jeśli się nie pojawi to ciężko będzie przeżywać wspólne bzykanie. Poznanie jest, w tym przypadku powyższych szukaniem. Nie raz i nie dwa zdarzało mi się, że moje przyszłe kobiety doświadczeń budowały swój seksapil rozmową, gestem, osobowością. Sam nie jestem idealny, lecz po bliższym poznaniu w większości przypadków przypadam do gustu. Wszakże ideał jest pojęciem względnym i każdy ma jego inne postrzeganie. Tym razem „ZING`a” nie było. Siedzieliśmy przy stoliku słuchając muzyki i patrząc na co bardziej wprawionych tancerzy, niż wymienialiśmy wartko z głowy płynące słowa.

SALSA

Padło hasło, aby potańczyć. Dowiedziałem się nawet, z czym także się zgadzam, że ruch w tańcu powie wiele o możliwościach oraz sprawności w sztuce miłosnej. Jest jednak pewne „ale”. Najlepszy tancerz, jak nie będzie czuł się komfortowo w pląsie, to nie pokaże swoich umiejętności. Nie lubimy niczym świeczki w kandelabrze być na siłę zapalani, co by świecić jasno, uwodząc płomieniem. Nie znaczy to, że nie potrafimy ogrzać swym ciepłym blaskiem, wszakże taniec jest naszą przyjemnością. Warto by celebrować go jak innych z chęcią, nie przymusem. Casting jest dopuszczalny, lecz za wszystkich zgodą.

Siedząc przy stole mimo muzyki brzmiącej, nie chcieliśmy na siłę się wydurniać. Dominację lubimy (przy czym Luiza bardziej ;), ale po zachęceniu nas do jej przyjęcia.

FARAON

Zgrzyt coraz bardziej widoczny i akcentowany. Pan, co z pary na spotkanie zapraszał, do faraona był lekko podobny z tą drobną różnicą, że ego miał niczym władca a zachowanie niczym poganiacz bydła. Proste, chamskie i nieskomplikowane. Blond kobieta z nim będąca bardziej się starała, ale zbyt jemu uległa była i nie do końca umiała. Zdziwienie nas ogarnęło, niczym wylew Nilu na pola, gdy ów pan bez tronu, prywatny kalendarz Luzie okazał, co byśmy termin na penetracyjną audiencję wybrali. Przepraszam Kochani, ale napiszę dosadnie „Po chuj nas zapraszali?” Konsternacja z naszej strony. Brak zainteresowania z drugiej, gdyż więcej w telefonie nowi / byli znajomi ślęczeli. Także i tańczyli, ale nie zachwycili. Rekrutacja nie zaliczona.

Okazało się, że jest plan. Władca niczym architekt piramid, jak stwierdził czasu marnować nie będzie, gdyż ma czas ograniczony i zarys na wieczór został wyłożony. Ot, para pomysł miała prosty. Umówić się z kilkoma osobami i wybrać z kim będą harcować nocą. Inni mieli się zapisać na kolejne terminy, wszakże czas nie z gumy – nie rozciągnie się dla każdego. Chwila niezręczności i koniec spotkania. Przyznam, że mimo wymiany zdań o niegrzecznym zachowaniu ucieszyło nas takie rozwiązanie.

SPOSTRZEŻENIA

Przyjemnym w całym zajściu się okazało, że oprócz nas jeszcze jedna znana nam para także na zaproszenie odpowiedziała. Razem z nami byli świadkami braku taktu i kultury. Zabawnym było jak już w miłym gronie, co nam się nie zdarza, wymieniliśmy swoje spostrzeżenia. Okazało się, że zdjęcia z zabaw w hotelu przed spotkaniem do nas przez portal z dedykacją przesłane – były nie indywidualne a zbiorcze. Tak do wszystkich naraz. A uśmiech poszerzył nam się jeszcze bardziej, gdy sms`a znajomi pokazali jak miły wieczór był, i że zostali nominowani na kolejne spotkanie. Nas taka przyjemność nie spotkała, wszakże na do widzenia skomentowaliśmy całe zajście. No cóż, podpadliśmy. Zastanawia nas także fakt, czy tacy ludzie nie mają świadomości, że nasze środowisko jest dość hermetyczne i na pewno podzielimy się doświadczeniem z innymi przyjaznymi parami.

Reasumując, podejrzewam że opisana sytuacja i para ją tworząca przeczytają ten wpis. Dedykując go Wam z szyderczym uśmiechem napiszę, że ani wizualnie ani mentalnie nie byliście w stanie wspiąć się na nasz poziom oczekiwań. Miałczenie, iż mało kiedy ktoś odpowiada na wiadomości, a jeszcze rzadziej chce się spotkać nie jest wynikiem przypadku, lecz okazywanej arogancji. Z naszej strony reklamy nie otrzymacie. Miłej zabawy w kalendarzyk.

EPILOG – NOC JESZCZE MŁODA

Wiele różnych sytuacji za nami. Nauczyliśmy się szanować innych tak jak sami chcielibyśmy być traktowani. Nie dając się stłamsić stwierdziliśmy, że noc jeszcze młoda a my rozochoceni, więc zaczynamy się bawić. Powiem, że z wielką przyjemnością daliśmy się porwać naszym znajomym z zakończonego już castingu na nocne wyjście. Zmiana lokalu, dobry humor, doborowe towarzystwo i zaczęło się. Będąc w Szczecinie wspólnie zadecydowaliśmy, że idziemy do „Szmaty”. Ot, taki zamysł na bliższe poznanie. Wtajemniczeni będą wiedzieli o jaki klub nocny chodzi. 😉

Stwierdzamy, że taka noc mimo dziwnych jej początków była dla nas prawdziwym swingerskim doświadczeniem. Tańce, drinki, czułości, apartament. Dotyk, penetracja, szacunek, spełnienie.

Dom.

Tekst: Eryk

Fot.: Allef Vinicius/Unsplash

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/sztuka-hedonizmu/