viagraW życiu każdego mężczyzny, tym bardziej swingersa pojawiają się liczne dylematy. Co można? Co wypada? Gdzie są granice? Jak mógłbym spróbować czegoś więcej? Podejrzewam, że nieraz zdarzyło się każdemu mężczyźnie, który aktywnie korzysta z przyjemności życia, zadać sobie takie lub podobne pytanie.

Starając się przybliżyć Wam siebie i swoje spostrzeżenia (mam nadzieję czasem pomocne) chcę tym razem opisać kwestię wspomagaczy. Tak, wspomagaczy… Jak się pewnie orientujecie na rynku jest dużo różnych specyfików. Od afrodyzjaków, suplementów diety wzmacniających witalność mężczyzny, po tabletki na erekcję np. Viagra, Braveran, Stymen itp. Dostrzegam również, iż oficjalnie pozwalamy sobie na spożywanie ostryg, krewetek, imbiru czy też nie do końca znanego ze swoich pozytywnych właściwości arbuza czy brzoskwini, które wzmocnią potencję, zwiększą libido i… rzekomo rozpalą pożądanie. Ale czy na pewno?

Osobiście staram się prowadzić zdrowy tryb życia, lecz bez przesady, pochrupując czasami ze smakiem. Słucham rad, przyjmuję witaminy, jak i w naturze, tak i w postaci suplementów, lecz… no właśnie… chociaż czuję się zdrowy i nie narzekam na brak chuci zdarzają się momenty, iż nie łatwo jest stanąć na wysokości zadania. Stres, zbyt silne emocje, ekstremalne podniecenie, ale niestety bez wyraźnych odznak wzwodu. Pamiętam swoje pierwsze rozczarowanie sobą, gdy w trakcie igraszek w większej grupie nie wszystko szło tak jakbym sobie życzył. Widok nagich, wyginających się ciał, silna chęć na pieszczotę… ba, bardzo duża wrażliwość miejsc intymnych, a wzwód następował tylko przed samym wytryskiem. Martwiąc się tym, udałem się jako świadomy pacjent do lekarza. Hmmm… wpierw pytanie, czy mi się to zdarzało w przeszłości, pytanie o rodzinę, o wszelkie poprzednie choroby, po czym (co oczywiste) czy mam tak za każdym razem w trakcie seksu z żoną… Troszkę krępujące tłumaczyć, że nie o nią tutaj chodzi, lecz w sytuacji przebywania w świecie feromonów ludzkich ciał… Ostatecznie okazało się, że jestem zdrowy i oprócz wymiętolenia mi jąder i penisa przez pana urologa niczego sensownego się nie dowiedziałem… ot służba zdrowia. J

Będąc niezłomnym w poszukiwaniu rozwiązania udałem się do zaufanej apteki. I jeszcze raz od nowa mówię, że przydałaby mi się pomoc… Po wyjaśnieniu o co mi chodzi i to w obecności innych klientów aptecznych (stwierdzam, że to ewidentnie jest u nas temat tabu), dostałem propozycję suplementu Vito… i ażeby zażywać raz dziennie. Kiepskie takie rozwiązanie, gdyż witaminy już aktywnie spożywam, więc nie widziałem większego sensu kupowania kolejnych tabletek… żeby cholera jeszcze smaczne były. Słodkie, miętowe, albo chociaż nie gorzkie w smaku. Dalej brnąc w kierunku wspomagania zaproponowano mi braveran… ogólnie taka viagra bez recepty, przy czym trzeba łyknąć (wedle zaleceń) cztery na raz i… gotowość od zaraz… 😉 Takie zaraz po około godzinie.

Z nadzieją w kroczu myślałem, że kwestia opanowana, lecz o zgrozo… po pierwsze osobiście krępuję się zażywać takie wspomagacze… Męskie ego. A po drugie nie zawsze działają. Bardzo ciekawie temat poruszyła w swoim felietonie Luiza (FACET NIE SŁUŻY TYLKO DO PIEPRZENIA). Z doświadczenia wiem, że problem ten nie jest rzadkością i dotyczy wielu mężczyzn. Wiem, że niektórzy sięgają po mocne specyfiki takie jak np. ekstazy. Wieść niesie, że mężczyzna jest wtedy jurny, dziki i… nieopanowany, lekko agresywny. Czy tego właśnie szukamy, tego oczekujemy?

Reasumując, zwracam się z prośbą do Pań. Przymknijcie oko, gdy zobaczycie mężczyznę, który pozwala sobie (w granicach racjonalności) na „wspomagacze”. W końcu jemu zależy, aby Wam było dobrze… A Panom mogę napisać, że suplementy, wspomagacze, tabletki to jedno, ale czasem wystarczy większa intymność w chwili uniesienia, więcej zmysłowości lub po prostu mocne trzymanie kobiety mocno za pupę 😉 Najważniejsze to znaleźć swoje „wspomagacze”…

Szukaj Nas na:

Facebook

Google +