KONIEC Z INSOMNIĄ

Spodziewaj się niespodziewanego – tak można byłoby podsumować nasz sobotni wyjazd do Berlina. Nie wszystko poszło po naszej myśli. Ba! Wstępny plan runął niczym domek z kart. Moglibyśmy udawać, że było inaczej. Napisać lukrowaną relację albo zamieść temat pod dywan, udając że nie spotkały nas żadne trudności. Ale nie bylibyśmy wtedy sobą. Znacie nas i wiecie, że szczerość jest dla nas wartością nadrzędną.

Początek był bardzo obiecujący. Pomimo tego, że część ekipy poznaliśmy dopiero w momencie, wsiadania do busa, to na integrację nie musieliśmy długo czekać. Rozmowy, śmiechy, zgadywanie jaki to smak „shota” Eryk wyciągnie ze swojej skrytki – to wszystko sprawiło, że podróż do Berlina mignęła w okamgnieniu. W wyśmienitych humorach, zafundowaliśmy sobie nawet króciutki przystanek pod Alexanderplatz, aby zrobić sobie grupowe zdjęcie w maskach. No, po prostu bajka…

Bajka jednak skończyła się przed wejściem do Insomnii. Długa kolejka ludzi oczekujących na wejście… Byliśmy na to gotowi, bo w zeszłym roku było identycznie. Dlatego wcześniej napisaliśmy do managera lokalu, uprzedzając o naszym przyjeździe i dokonując rezerwacji dla większej ilości uczestników. Niestety, pomimo wstępnej rozmowy z ochroniarzami na bramce oraz pokazaniu maila od managera, jeden mężczyzna z obsługi nie chciał nas wpuścić. Ten sam, który poprzednim razem podczas czerwcowego wypadu, również miał dość niestandardowe zachowania wobec naszej grupy. Nie pozwolono nam także na bezpośrednią rozmowę z kimś bardziej kompetentnym.

I tak by nie wyszło

Niestety, od samego początku, panowie z obsługi nie chcieli nas wpuścić. I cokolwiek byśmy nie zrobili, to oni i tak mieli już określoną strategię wobec nas.  Staraliśmy się zachować spokój, ale gdy ze strony obsługi doszło do chamskich zachowań w postaci rzucania inwektywami w naszym kierunku, szukania fizycznych zaczepek i próby sprawdzenia dokumentów, aby sprawdzić kto jest z Polski – to nie mogliśmy stać biernie i nie reagować.

Naprędce postanowiliśmy znaleźć inne rozwiązanie. W Avarusie okazał się być wieczór tylko par, a my w składzie mieliśmy także singli, więc to miejsce odpadało. Zatem, po rozmowie telefonicznej i cenowych negocjacjach – wybór padł na Swingeroase. Klub znacznie bardziej kameralny i w zupełnie innym klimacie. Koniec końców – zdecydowana większość naszych ekipowiczów się pobawiła czy to wymieniając się między sobą czy z innymi klubowymi gośćmi. My również ten wieczór zdecydowanie możemy zaliczyć do kategorii udanych, gdyż także pozwoliliśmy sobie na dawkę nieprzyzwoitego szaleństwa.

Ale…

… czuliśmy, że zawiedliśmy jako organizatorzy. Miała być atmosfera Insomnii, a nie była. Miała być impreza maskowa – to również nie wyszło. W ogóle wszystkie nasze wstępne założenia rozsypały się niczym piasek z rozbitej klepsydry.

Po powrocie do domu nawet nie mieliśmy ochoty rozmawiać, tylko chcieliśmy jak najszybciej wymazać z pamięci tę porażkę, bo tak traktowaliśmy zaistniałą sytuację. Jednak kilka godzin snu pozwoliło ułożyć myśli. Usiedliśmy z herbatą w ręku i punkt po punkcie zaczęliśmy omawiać co poszło nie tak, a co byłoby warte powtórzenia. Zaś, gdy odpaliliśmy komputer, to okazało się, że zarówno na naszej zbiornikowej skrzynce oraz facebook`owym profilu otrzymaliśmy kilka naprawdę budujących wiadomości:

“Hej:) tyle to dawno się nie działo nigdzie, mi się bardzo podobało:)”

“Było ciekawie, szykujemy się już na nowe doświadczenia z Wam ;)”

“Przede wszystkim jednak chcę Wam napisać, że okazaliście się oboje fantastycznymi ludźmi o bardzo mocnej, pozytywnej energii, i dość rzadkiej umiejętności podłączania się pod atmosferę komunikacji i nadawania jej tempa. Cieszę się, że to byliście Wy!”

“My również się cieszymy, że was w końcu poznaliśmy. Z jakiegoś powodu tak miało być. Nie żałujemy. Poznaliśmy naprawdę ciekawych ludzi.”

“Kochani, odeśpijcie, nabierzcie dystansu. Dziękujemy za możliwość spotkania się, poznania Was i wspólnej zabawy. Zdecydowanie mamy niedosyt, zatem do następnego razu.”

Dwie strony medalu

Żeby nie było tak słodko i kolorowo, to jedna z par napisała, że po całej imprezie pozostał tylko niesmak, no i… maski.

Nie jesteśmy w stanie wszystkim dogodzić, lecz czujemy się odpowiedzialni za to, co się wydarzyło. Jednocześnie uświadomiło nam to jedną rzecz, a właściwie dwie.

Pierwsza – tam, gdzie czynnik ludzki, tam cholerne ryzyko, że coś pójdzie nie tak. Tutaj wystarczył jeden nieokrzesany typ na wejściu, aby zniszczyć, to co tak skrupulatnie planowaliśmy. Dopóki nie uda nam się stworzyć własnego miejsca do cielesnych uciech, na własnych zasadach, dopóty nigdy nie będziemy mieli pewności, że planowana inicjatywa zakończy się sukcesem.

Druga – mimo tego niepowodzenia, przekonaliśmy się jak wielką siłę daje zgrana ekipa. Mamy to szczęście, że podczas swoich swingerskich przygód udało nam się poznać fantastycznych ludzi. I podczas całego sobotniego zajścia – byliśmy jednym teamem. To było naprawdę motywujące.

Zamknięty rozdział

Dla nas jednak to był koniec z Insomnią. Klub, w którym rozpoczęła się nasza przygoda ze swingiem. Miejsce, gdzie po raz pierwszy posmakowaliśmy dzielenia się cielesnością, niestety już nie jest tym samym miejscem, którym był jeszcze kilka lat temu. Nie spodziewaliśmy się takiego zachowania pełnego uprzedzeń, nietolerancji i nazwijmy rzeczy po imieniu – agresji. Zawsze polecaliśmy ten lokal, ale po tym co się wydarzyło w sobotę, już tego robić nie będziemy.

Porażka to nie przegrana. To kolejne wygrane doświadczenie i tak staramy się podejść do tematu. Czy podcięło nam to skrzydła? Nie, choć kilka piór unoszących nas do działania straciliśmy. Ale obydwoje mamy silne zdolności regeneracyjne i co nas nie zabije to nas wzmocni.

Dlatego nie poddajemy się, ale podarujemy sobie chwilę przerwy od podobnych inicjatyw. Pragniemy wrócić do bardziej kameralnych spotkań i… chodzenia na randki 😉

Tekst: Luiza i Eryk

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/nic-wiecej-nie-dostaniecie/

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme