Chcecie eksperymentować, rozmawiacie o tym godzinami, ale gdy nadchodzi kulminacyjny moment. Chwila, kiedy nieznane wcześniej ze sobą ciała, zaczynają coraz bardziej się zbliżać. Kiedy sam dotyk potrafi przynieść ekstazę, coś zaczyna dziać się nie tak. Jedno z Was pragnie przerwać zabawę, podczas gdy druga strona ma ochotę na więcej.

Co wtedy?

Tak już ten świat urządzony jest, że czasami coś się musi spieprzyć, aby potem było lepiej. Nawet z pozoru nieprzyjemne doświadczenia wpływają na to, że w rozmowie poruszacie tematy, które wcześniej były przez Was pomijane. Niekoniecznie celowo, lecz dlatego, że podświadomość zawładnęła je dla siebie, spychając w otchłań umysłu, najgłębiej jak się tylko da. Ale wystarczy jedno słowo, jeden gest, które zadziałają jak katalizator, budząc uśpione demony. I wtedy się zaczyna…

… pretensje, niezrozumienie, rezygnacja, kłótnie, trzaśnięcie drzwiami, łzy uciekające spod powieki i powiedzenie na głos – nigdy więcej!

I wiecie co – to dobrze! Dlaczego? Bo nie ukrywacie emocji, nie tłamsicie ich w sobie. Najgorsze co moglibyście zrobić, to zafundować sobie ciche dni, otwierając furtkę dla durnych domysłów. Wówczas oddalenie od siebie macie gwarantowane.

Nie wierzę osobom, które opowiadają, że weszły w świat swingu ot, tak. Że tak jak postanowili, tak zrobili. Że od razu było tak cudownie, że niebo się otworzyło, a ziemia rozstąpiła. No, nie wierzę i już, bo nawet jak pierwsze doświadczenia są niezwykłe, to prędzej czy później pojawi się moment zwątpienia. U nas pierwszy raz w klubie był genialny, podniecenie sięgało zenitu. Po drugiej wizycie przerobiliśmy chyba najtrudniejsze chwile w związku. Swingowe przeżycia tak na nas wpłynęły, że musieliśmy zacząć wszystko od początku. I to kompletnie, gdyż po kilku dniach od drugiej wizyty w lokalu, byliśmy u notariusza podpisując umowę przedwstępną na nowe mieszkanie. To się nazywa szaleństwo, prawda? Ale czuliśmy, że tego potrzebowaliśmy.

Złapać „moralniaka”

Czy zrezygnowaliśmy ze swingu? Nie! Wiedzieliśmy, że pragniemy odkrywać jego tajemnice, ale nieśpiesznie, bo zbyt szybkie tempo mogłoby się zakończyć dla naszej relacji po prostu źle. Woleliśmy czegoś nie zrobić, niż potem tego żałować. Daliśmy sobie czas. I to było najlepsze co mogliśmy dla siebie uczynić.

Pośpiech w swingu jest złym doradcą, bowiem rodzi presję i włącza myślenie w stylu muszę to zrobić. Mamy na koncie kilka takich doświadczeń, po których najzwyczajniej mieliśmy kaca moralnego. Nie dlatego, że zrobiliśmy coś złego względem kogoś innego, ale że nie posłuchaliśmy siebie. Beznadziejne uczucie. Od tamtej pory nauczyliśmy się stawiać własny komfort na pierwszym miejscu. Pomogło 😉

Niech nerwy ochłoną

Co się jeszcze sprawdziło w naszym przypadku? Nie będzie to nic odkrywczego, ale rozmowa po raz kolejny okazała się najskuteczniejszym sposobem, lecz tu też wprowadziliśmy pewne modyfikacje. Unikamy rozmów „na gorąco”, wtedy kiedy rozum nie funkcjonuje, a sercem szargają wszelkie niepożądane uczucia, gdyż dyskusja pozbawiona jest jakiekolwiek sensu. Zresztą to nie jest wówczas dyskusja, ale wylewanie żalów i frustracji. Pół biedy, jak świadkiem Waszej wymiany poglądów są tylko cztery ściany, gorzej – jak dookoła są inni uczestnicy zabawy. Nie chcąc się wtrącać, na pewno zejdą Wam z drogi, ale taka sytuacja nie tylko będzie niemiła dla Was, ale także dla pozostałych. Bo jak tu się bawić, gdy w powietrzu unosi się gęsta atmosfera? Nie da się. Z tego powodu warto ustalić sobie hasło bezpieczeństwa bądź jednoznaczny gest, który dyskretnie zdradzi, że coś nie do końca gra, jak powinno. Wtedy na spokojnie można opuścić miejsce igraszek i dać sobie moment na złapanie oddechu.

To nie egzamin

Nie próbujcie zabaw w postaci testowania swojego partnera/partnerki dając mu pozwolenie na aktywność, do której nie jesteście do końca przekonani. To bardzo niebezpieczna zagrywka. Dając zielone światło do wcześniej zakazanych rozkoszy, okazujecie swoje zaufanie, a także to, że Wam jako partnerom można ufać. Jeżeli szepczę do męża – tak, zrób to, to naprawdę chcę, aby pozwolił sobie na zapomnienie, aby nie myślał, że go stawiam przed jakąś próbą, a potem wystawię mu opinię czy zdał mój wymyślony test czy nie. Podobnie jest w drugą stronę – gdy widzę w jego oczach akceptację, to wtedy wiem, że mogę całkowicie się zatracić, a on będzie czerpał satysfakcję z mojej rozkoszy. Właśnie to jest w swingu najpiękniejsze, że można zrzucić wszelkie kajdany ograniczeń i że choćby nie wiadomo co by się wydarzyło – jest się w tym razem. Na tym polega siła dojrzałego związku.

Zasady na początek

Pamiętacie wpis o zasadach, jakie ustaliliśmy sobie na początku przygody ze swingiem? Warto go sobie przypomnieć (PRZECZYTAJ), bo mówi on o tym, że „ramy zachowań dozwolonych” są kluczowe dla poczucia bezpieczeństwa. Nawet, jeśli te zasady z czasem się zmienią, a zmienią się na pewno, to bez nich nie ma mowy o udanym starcie. One są drogowskazem, gdy któreś z Was zgubi się na ścieżce dzielonych cielesności. Są podstawą do rozmów i późniejszych modyfikacji. Bez nich będziecie kręcić się jak mysz w kołowrotku szukająca wyjścia z klatki. Spiszcie sobie zasady na kartce. Najpierw zacznijcie od haseł, a później spróbujcie je rozbudować. Na przykład:

Nie chcę żebyś całowała się z innymi, bo to jest tylko nasze.

Nie chcę się rozdzielać, bo czuję się wtedy niepewnie.

Ważne, żeby zdanie nie kończyło się na postawieniu kropki po pierwszym sformułowaniu, tylko żeby zawsze było to bo…

Wtedy siłą rzeczy pojawią się pytania pomocnicze – Co jest przyczyną tej niepewności? Czego się najbardziej obawiasz?

I tak po nitce do kłębka dojdziemy do źródła niepokoju.

Ja się bałam, że Eryk zakocha się w innej albo, że nie uda nam się oddzielić życia „oficjalnego” od tego „nieoficjalnego”, tracąc bezpowrotnie wypracowaną intymność. On z kolei miał obawy czy swing nie zdominuje naszego związku, czy bez niego nie będzie nam czegoś brakowało. Ale każdy, pojedynczy lęk przegadaliśmy, rozkładając go na części pierwsze, nie pozostawiając miejsca na żadne niedomówienia. Bowiem niedokończony temat ujawni się w najmniej odpowiednim momencie, psując nie tylko atmosferę zabawy, ale również podkradając fundamenty partnerskiej szczerości.

Niepowtarzalność

Nie ma dwóch takich samych związków, opartych na takich samych zasadach, bazujących na takich samych doświadczeniach. Tworząc relację, kreujecie jedyną w swoim rodzaju więź. Dlatego nie porównujcie się do innych par, przytaczając w rozmowie, że skoro oni bawią się tak i tak, to czemu my tak nie możemy. Możecie, ale pytanie tylko czy chcecie.

Dla wielu małżeństw w ogóle swing leży poza granicami zrozumienia. Dla nich monogamia jest jedynym słusznym wyborem i jeżeli obydwoje się w tymże przekonaniu odnajdują, to tak być powinno. Dla innych – monogamia to przeżytek i schematyczne myślenie. Czy w takim razie to jest niewłaściwe? Nie, o ile zarówno ona jak i on mają w tym zakresie podobne podejście.

Swing również jest różnorodny. Jedne pary pozwalają sobie na zabawy w osobnych pomieszczeniach, drugie – pragną wszystkie doznania dzielić razem. Jeszcze inni pozwalają sobie na całkowite odseparowanie, spotykając się oddzielnie z kochankami, relacjonując później sobie pikantne szczegóły wieczoru. Ale tu nie ma podziału, że coś jest dobre, a coś jest złe. Dopóki będziecie uszczęśliwiać siebie nawzajem, dopóty możecie eksperymentować ile dusza zapragnie.

Jesteście jednością

Natomiast, gdy w głowie któregoś z Was pojawią się jakiekolwiek wątpliwości, to usiądźcie i patrząc sobie w oczy, wpierw wysłuchajcie siebie (bez przerywania wypowiedzi), a później postarajcie się znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie. Ale niech ta rozmowa nie toczy się na messengerze czy poprzez wymianę maili, gdyż pozbawieni wzajemnej bliskości będziecie tylko licytować się w rozżaleniu. Przysłowiowy papier wszystko przyjmie, nawet to, co napiszemy w gniewie. Tylko później trudniej te słowa wymazać, nie tylko z komunikatora, ale i głowy.

Jesteście jednością, dlatego gdy jedno z Was nie czuje się komfortowo rozdzielając się, to nie róbcie tego. My również z Erykiem należymy do rodzaju swingerskich par, które lubią mieć siebie w zasięgu wzroku. Na samym początku musieliśmy być obok siebie w sensie dosłownym, na jednym łóżku czy kanapie. Na wypadek, żebyśmy mogli dać sobie znak oznaczający potrzebę przerwania zabawy. Z czasem udało nam się ten dystans zwiększyć, bo nauczyliśmy się nawet w pojedynkę zakomunikować, że potrzebujemy chwili wytchnienia. Wówczas druga połówka automatycznie wie, iż jest to dla niej sygnał do zrobienia przerwy. Natomiast czasem jest też prościej powiedzieć Skarbie, chcę żebyś ze mną był/była. Tak jest lepiej niż zakomunikować, że nie bawię się dobrze i odejść. Szczerość i jeszcze raz szczerość.

Jak jest u nas?

Pomimo wielu różnorodnych przygód, cały czas otwarcie mówimy o swoich potrzebach i wątpliwościach. Ze swingiem nie jest jak z jazdą na rowerze, że raz się nauczysz, a potem jazda. Chociaż wiele tematów mamy „obgadanych”, a zachowań przepracowanych, to i tak w naszych głowach kumulują się różnorodne myśli. Przed ostatnim wyjazdem do Berlina, uzgodniliśmy że bez problemu każde z nas z osobna może flirtować, pozwalać sobie na pocałunki i śmielsze pieszczoty, ale jeżeli chodzi o sam akt zbliżenia, to pragniemy być w tym razem. Dlatego nie pozwoliłam sobie na oddanie się innym mężczyznom, dopóki Eryk nie był przy mnie. Dla kogoś może być to fanaberia, ale mamy to gdzieś. Ważne, że my z tą zasadą czuliśmy się pewniej i bezpieczniej, a po powrocie do domu mieliśmy nieziemski seks.

Z innymi się pieprzymy, ze sobą się kochamy. Żadna przygoda, żaden kochanek/kochanka nie zastąpią nam siebie nawzajem. Uwielbiamy swing właśnie za tę możliwość wyłączenia myślenia, że nie musimy się zastanawiać czy coś możemy robić, a czegoś nie. Za dużo na co dzień towarzyszy nam ograniczeń i konwenansów, by również w swingu stawiać granice nie do przejścia. Swing polega na przesuwaniu granic, a nie stawianiu na nich muru nie do przejścia.

Ale do takiego etapu swingerskiej relacji dochodziliśmy nie dniami, tygodniami, czy miesiącami, ale LATAMI!!!

Krok po kroku wchodziliśmy na nowe tereny, badając czy się w nich odnajdziemy. Jeśli się na nich rozgościliśmy, to mieliśmy apetyt na więcej, zaś gdy stwierdzaliśmy, że to jednak nie dla nas, to wracaliśmy do punktów znanych i przez obydwojga nas akceptowanych.

Tak jak napisałam na wstępie – czasami coś się musi spieprzyć, aby potem było lepiej. Nie ma doświadczeń bez wniosków. Dzięki nim jesteśmy w stanie zajrzeć w głąb siebie i odpowiedzieć na pytanie czego tak naprawdę pragnę.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/nie-zapominajcie-o-sobie/