LOVESICK – RECENZJA

To nie będzie recenzja serialowej nowości. Jakoś tak mam, że nie podążam za tym, co akurat jest modne w danej chwili, tylko szukam czegoś, z czego warto zdmuchnąć kurz zapomnienia. I tak natrafiłam na brytyjską produkcję „Lovesick” z 2014 roku.

Poza tym jestem fanką krótkich odcinków – w sam raz do obejrzenia przy śniadaniu, bo o dłuższym odprężeniu w ciągu dnia to czasami nie ma co marzyć. A tak jest idealnie – kawusia, kromeczka i chwila wyłączenia myśli.

Nietypowy początek

„Lovesick” zaczyna się od… chlamydii. Wiem, że nie jest to zbyt apetyczny temat, lecz w pierwszym odcinku, główny bohater Dylan dowiaduje się o swej przypadłości, a jako odpowiedzialny brytyjski obywatel postanawia odpowiedzialnie podejść do tematu i poinformować o przykrej wenerycznej niespodziance swoje byłe partnerki. Żeby było mu prościej postanowił zrobić alfabetyczną listę byłych kochanek i działać wedle tego klucza. Jako gentleman zdecydował, że nie przekaże tejże wiadomości w bezduszny sposób przez telefon, tylko zrobi to osobiście. I tak zaczynamy znajomość z Dylanem i jego dość powikłaną przeszłością.

Dylan nie jest typem żigolo. Raczej przypomina zagubionego psiaka, którego chce się przygarnąć i pogłaskać za uszkiem. Ku zaskoczeniu – to działa, gdyż jego lista, to trzeba przyznać, była dość długa. Co odcinek poznajemy kolejny skrawek jego seksualnej przeszłości, a każda z jego partnerek wpływała na dalsze losy miłosnych perypetii.

Serial nie kręci się wyłącznie wokół chlamydiowych losów Dylana. Ważnymi bohaterami serialu są jego przyjaciele – Evie, Luke oraz Angus. Każda z tych postaci wnosi wiele do fabuły, nie stanowiąc wyłącznie mało znaczącego tła.

Przyjaźń Dylana i Evie, wielki brat Facebook, określiłby jako „to skomplikowane”. Luke – to taki przystojny łajdak z gołębim sercem, zaś Angus – jest niewielki wzrostem, acz z wielkim sercem. Perypetie tej czwórki przeplatają się raz mocniejszym węzłem, raz nieco luźniejszym, ale są nierozerwalne.

Powspominajmy…

„Lovesick” to przyjemna w odbiorze retrospekcja uczuciowych zawirowań, które chyba każdy z nas przeżywał na etapie studenckiego życia, jak i wtedy, gdy przyszła życiowa dojrzałość. Pewnych wyborów chciałoby się nie pamiętać, również tych łóżkowych, gdyż namiętne momenty zapomnienia nie zawsze idą z trzeźwością umysłu o poranku. Lecz w kolekcji wspomnień są też takie, co wywołują dreszcz podniecenia nawet po upływie wielu lat.

Ponoć nie warto żyć przeszłością, ale skupiać się na tym, co jest tu i teraz. Owszem. Trudno jednak zaprzeczyć, że to co było, poniekąd warunkuje to, kim jesteśmy obecnie. Nie opłaca się całkowicie odcinać całkowicie od czasów minionych, lecz odcinać kupony z najlepszych dni naszego życia.

Dlaczego jeszcze polecam „Lovesick”? Bo jest zabawny, a ja bardzo lubię humor w brytyjskim wydaniu. Zatem, jeśli poszukujcie czegoś lekkiego do obejrzenia, co nie jest płytkie i daje co nieco do myślenia – sięgnijcie po ten tytuł. Myślę, że nie pożałujecie.

Serial do obejrzenia na platformie Netflix.

Obejrzyj: 

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/wanderlust-recenzja/

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dziękujemy!

Niech inni też się o nas dowiedzą :)