BYLEJAKOŚĆ W SWINGU

Ostatnie ciepłe dni, jak i poniekąd sprawy zawodowe sprawiły, że częściej bywaliśmy po niemieckiej stronie, aniżeli w kraju. A jak lato i wakacyjna atmosfera, to co tu dużo ukrywać – chciało się poszaleć. Owszem, zdarzyły się zacne momenty, lecz po kilku wizytach w berlińskich klubach dopadły nas smutne spostrzeżenia, że bylejakość w swingu coraz bardziej wypiera pewnego rodzaju wyjątkowość, jak i ekskluzywność.

Pisząc ekskluzywność nie mam od razu na myśli orgii w balowym wydaniu z sukniami wieczorowymi oraz frakami, które później w zwolnionym tempie są zdejmowane by przeżyć rozkosz wśród marmurowych ścian złotem kapiącym. Z założenia swing jest dla wszystkich. Słuszna to idea, gdyż przyjemności nie powinno się kategoryzować, ale trudno zaprzeczyć, że ludziom kiedyś bardziej się chciało:

  • zadbać o własną atrakcyjność fizyczną. I to nie o rozmiar noszonych ubrań chodzi czy ilość mięśni pod materiałem ukrytych, ale najzwyczajniej o… higienę. O to by ładnie pachnieć, mieć zadbaną skórę, czyste paznokcie i być zachęcającym również „tam” – smakiem, zapachem, jak i „teksturą”,
  • „dzień święty święcić” – tu z porównaniem zaszalałam. Ale gdy z Erykiem wybieramy się na randkę czy do klubu, to dokładamy wszelkich starań by ładnie wyglądać. Nie, że na co dzień wyglądamy kiepsko (żarcik), lecz dla samych siebie, jak i dla innych, z którymi przyjdzie nam obcować, wybieramy rzeczy z szafy wiszące w osobnym sektorze „na specjalnie okazje”. Staramy się celebrować poznawanie nowych ludzi, także pod względem dobieranej garderoby. I choć uwielbiamy wygodę, to czasem porzucamy ją na rzecz poczucia wyjątkowości,
  • uwodzić, kusić, nęcić. Słowem, gestem, dyskretnym dotykiem. Sztuka flirtu odchodzi w zapomnienie, a wraz z nią ten dreszcz emocji odkrywania drugiego człowieka. Jego historii, doświadczeń, oczekiwań oraz pragnień. I tak jak żyjemy w czasach, kiedy mózg obrazowymi komunikatami jest pojony, tak zatraca się umiejętność intrygującej konwersacji, pozostawiania niedomówień, tworzenia erotycznego napięcia. Zazwyczaj pojawia się pytanie – chcesz się pieprzyć? Odpowiedź twierdząca – szybki numerek. Odpowiedź negująca – szukanie kolejnych chętnych,
  • zwolnić, smakować, chłonąć. Mocny i zwierzęcy seks? Owszem, też lubimy, gdy mamy ku temu odpowiedni nastrój, ale jeśli nas czytacie od dłuższego czasu, to wiecie, że my jesteśmy z tych, z którymi „wpierw trzeba chodzić”. Bardzo cenimy zmysłowość, oj bardzo. Te pocałunki namiętne, to nieśpieszne eksplorowanie wzajemne, spojrzenia łączące się w kulminacyjnym momencie. A potem powolne schodzenie ze szczytu rozkoszy, umilane śmiechem, rozmową, kieliszkiem wina z niewidocznymi już śladami szminki…

Gdzie ta elegancja?

I ta cholerna bylejakość wszędzie się wkrada. Jak wiecie, z Insomnią wiele mieliśmy różnorodnych perypetii. W tym lokalu przeżyliśmy chyba stany emocjonalne, ale jeszcze kilka lat temu był surowy dresscode, zwłaszcza dotyczący mężczyzn. Spodnie miały być czarne, ale CZARNE! Nie grafitowe, granatowe, szare. Miały być czarne jak noc. Ok., ktoś może pomyśleć, że to lekka paranoja, ale jakże estetyczniej było w środku. A teraz? Teraz to po klubie latają faceci „nie w czerni” za to w gaciach z pokemonami i jakże seksownymi klapkami crocs. No sam seks. Zresztą z kobitkami wcale lepiej nie jest. Drogie Panie – dumna ekspozycja biustu i nic poza nią też nie jest nader wabiące. Nawet najbujniejszy cyc nie zakamufluje nicości umysłu.

Z przypadku

Niegdyś, do klubu nie był wpuszczany ktoś, kto nie spełniał standardów dotyczących ubioru oraz zachowań wyszczególnionych w regulaminie. Dziś wejdzie każdy z ulicy, robiąc ze swingu uliczne pomyje. Z ciekawości, wścibskości, niespełnionych ambicji. W trampach, jeansach i wytartym podkoszulku. Czemu tak się dzieje? Zapewne chodzi o aspekty ekonomiczne. Pandemia zrobiła swoje. Straty poniesione przez właścicieli lokali poniesione w tamtym czasie, wciąż są nadrabiane. Zresztą część miejsc nie przetrwała tej nietypowej próby. Natomiast, należy pamiętać, iż obniżając jakość – traci się lojalność stałych bywalców, zyskując może więcej nowych twarzy. Ale oni przyjdą raz, albo dwa, a ci będący motorem napędowym dobrego swingu, najzwyczajniej nie wrócą. Bo do czego mieliby powrócić?

My, póki co, najlepiej czujemy się w naszym sprawdzonym gronie. Mamy kilka par, z którymi można pójść i na maraton filmowy do kina, jak i na maraton erotyczny do białego rana na pompowanych materacach. Mamy to szczęście, że poznaliśmy fajnych ludzi, ale gdybyśmy teraz mieli wchodzić do świata swingu, to nie wiemy czy byśmy się w nim tak dobrze odnaleźli, jak tych dobrych kilka lat temu. Wbrew pozorom, obecnie jest znacznie trudniej znaleźć wartościowe relacje oparte na wzajemnym zaufaniu i seksualnej fascynacji. Ale warto szukać i się nie zniechęcać, gdyż ci ciekawi ludzie naprawdę są w tym środowisku. Trzeba tylko baczniej się rozglądać.

Tekst: Luiza

Fot.: Gerald/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/para-pozna-pare/

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dziękujemy!

Niech inni też się o nas dowiedzą :)