ŁÓŻKOWE SYTUACJE

Już nie możecie doczekać się, kiedy rzucicie się na siebie. Kiedy będziecie mogli dać się ponieść pożądaniu. Kiedy połączycie się w szale uniesienia. I właśnie wtedy czy to złośliwość losu, rzeczy martwych czy ludzka wścibskość postanawia zepsuć Wam tą wymarzoną chwilę. Łóżkowe sytuacje – o tym można byłoby napisać osobną książkę, ale dziś podzielę się z Wami naszymi przygodami.

Ding – dong!

Wasze ubrania są rozrzucone po całym mieszkaniu, a Wy macie ochotę bzykać się gdzie popadnie. Na stole, na pralce czy kuchennym stole. Miejsce zresztą nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko Wasze zaspokojenie. I w momencie, gdy już jesteście blisko osiągnięcia ekstazy, ktoś dzwoni/puka do Waszych drzwi. Zdenerwowani niczym chomiki w kołowrotku, nerwowo i w pośpiechu szukacie swego odzienia. Ja zazwyczaj gubię wtedy majtki. Oj, doprawdy w różnych miejscach je znajdowałam. Nawet w piekarniku 🙂

To piecze!

Lubimy z mężem próbować nowych rzeczy i to zarówno pod względem seksualnych konfiguracji, jak i sypialnianych gadżetów i dodatków. I kiedyś podkusiło nas, aby wypróbować smakowy lubrykant, bodajże mango. Pachniał pięknie, więc ochoczo zaaplikowaliśmy go na nasze ukochane intymne miejsca. Nie minęła sekunda, jak obydwoje wystartowaliśmy do łazienki, aby go z siebie zmyć. Pieczenie było niemiłosiernie. Jak się domyślacie –  z seksu nic nie wyszło, a i do tej pory mamy uraz do mangowego aromatu.

Idź sobie stąd!!!

Wszyscy szczęśliwi posiadacze czworonogów czy to szczekających czy miauczących, zapewne doskonale wiedzą, że pupile uwielbiają towarzyszyć nam w każdej chwili, nawet tej najbardziej kameralnej. Ba, napiszę więcej – im bardziej macie ochotę być sami, tym bardziej futrzaści przyjaciele mają ochotę dołączyć do zabawy. A to liżąc stopę wystającą poza krawędź łóżka, a to oblizując się i mlaszcząc wyrażając aprobatę dla naszych igraszek, czy dołączyć się na trzeciego, próbując znaleźć przestrzeń dla siebie na naszym łóżku. W końcu należą do rodziny, a rodzina to przecież jedność.

Bateria poszła spać

Jestem wielką fanką wibratorów. Używam ich do zaspokojenia, gdy mąż dzielnie pracuje na nasz dobrobyt, jak również wykorzystujemy je do wspólnych zabaw. I wierzcie mi – nie ma nic bardziej frustrującego dla kobiety niż wyczerpująca się bateria w trakcie dochodzenia do orgazmu. Nie cierpię tego, nie cierpię, nie cierpię. Raz kiedyś w przypływie złości, rzuciłam wibratorem o ścianę. Wibrator przeżył, ale ściana nie 🙂

Ciało przemawia

Jesteśmy ludźmi, więc z założenia nic co ludzkie, nie powinno nam być obce. Tym bardziej nasza natura i związana z nią fizjologia. Ale często organizm postanawia urozmaicić życie seksualne… rozmaitymi odgłosami. Ileż razy to się zdarzyło, kiedy to zamykając oczy, oddawałam się nadchodzącej rozkoszy. Wsłuchiwałam się w przyspieszone oddechy, bicie serca, aż tu nagle do moich uszu dobiegały dźwięki: bul bul bul. I tak oto żołądek albo mój albo męża postanowił zaakcentować swoją obecność w jakże przełomowej chwili. I tym sposobem całe napięcie seksualne, cała zmysłowa atmosfera poszła się… schować do kąta.

Albo inna sytuacja: kochacie się „na pieska”. Wypięta do swego mężczyzny – pięknie prezentujesz pośladki i plecy wygięte w łuk. On zafascynowany tym widokiem, bierze Ciebie coraz mocniej i mocniej. Wtłaczając przy tym nie tylko siebie, ale i… powietrze. Zatem nie zdziw się niewiasto droga, gdy po wszystkim Twoja cipka zacznie wydawać odgłosy lekko pierdzące – przecież gdzieś to powietrze musi ulecieć. I jest to całkowicie naturalne.

Łóżko to scena dla różnych scenariuszy. Seks – to temat, w którym nie ma żadnych ograniczeń.  Dlatego bawcie się nim, cieszcie i nawet jak coś idzie nie po Waszej myśli – po prostu wrzućcie na luz i czerpcie satysfakcję z bycia ze sobą.

Tekst: Luiza