MASKENNACHT W INSOMNII

Ten sam znany im berliński klub, a czuli się jakby odkryli nowe miejsce. Ile razy już byli w Insomnii? Ciężko byłoby policzyć. Kilkanaście, a może kilkadziesiąt? Pragnąc wyrwać się do innej rzeczywistości, ponownie postawili na spontaniczność. Naprędce spakowana walizka i w drogę. Ku spełnieniu i zabawie. Berlin herzlich willkommen.

Maskennacht, czyli noc osnuta tajemniczością. Po raz pierwszy musieli czekać na wejście do środka przed lokalem, gdyż tyle ludzi przybyło spragnionych rozkoszy. Rozkoszy bez twarzy, rozkoszy ubranej w niewiadomą, rozkoszy zakrytej maską. Przybyli krótko po północy i chyba jeszcze nigdy nie widzieli tylu gości, jak właśnie owego wieczora. Tradycyjnie pierwsze kroki skierowali do baru, gdzie powitał ich poznany dużo wcześniej barman. To było miłe uczucie, kiedy dzięki ludziom, klub nie jest tylko przestrzenią, lecz miejscem, do którego chce się przychodzić ze względu na panującą w nim atmosferę. A oni lubili czuć, że nie są jednymi z wielu. Niezapamiętani i przemijający. Nie, oni pragnęli zatrzymywać się w pamięci innych. Czasem na chwilę, czasem na dłużej.

***

Insomnia odkryła dla nich swoje nieznane, podziemne oblicze. Zaraz przy recepcji zobaczyli otwarte drzwi do pomieszczeń, które do tej pory zawsze były zamknięte. Weszli w wąskie przejście prowadzące do małej sali z czarnymi kanapami i ekranem wraz z wyświetlającymi się na nim filmami ukazującymi najgłębsze zakamarki ludzkiego ciała. Zaraz po prawej stronie znajdował się kolejny korytarz, znacznie szerszy od poprzedniego. Zdecydowanie panował tutaj klimat bardziej BDSM, z dybami i innymi urządzeniami do związywania i ubezwłasnowolniania. W małej wnęce znajdowały się czarne materace, będące miękką trampoliną do seksualnych uciech.

Luiza patrzyła zafascynowana na uczestników tego hedonistycznego wydarzenia. Ich przebrania, zachowania, upust kumulowanych emocji. Czuła, że coś się w niej budzi. Nie umiała tego nazwać, ale tej nocy postanowiła otworzyć swój umysł na nowe doznania. Schowała do jednej z szuflad podświadomości niepotrzebną poprawność i nieśmiałość. Uśmiechała się i zaczepiała mijanych uczestników zabawy, a oni odwdzięczali się jej pozytywną energią. Przytulona do Eryka, wiedziała iż przy nim zawsze jest bezpieczna. W spojrzeniu męża dojrzała upragnioną akceptację i pozwolenie na szaleństwo, dlatego bez skrępowania przełączyła tryb z grzecznej żony na niegrzeczną uwodzicielkę.

***

Usiedli na podwyższonym łóżku, sącząc powoli drinka i obserwując igraszki innych. Wkrótce przed nimi pojawiła się pewna para. Ona w masce zakrywającej całą twarz, zaczepiła się dłońmi o jedne z podwieszanych uchwytów i nęcąco wypięła pupę. Ona uległa, on dominujący. Kilka sekund później jej jędrne pośladki smagane były uderzeniami skórzanego pejcza. Coraz mocniej i mocniej.

Luiza nie mogła oderwać od nich wzroku, a opinająca sukienka kusząco podwinęła się, odsłaniając koronkowe zakończenie pończoch. Zahipnotyzowana, nie zwróciła uwagi, że wokół niej zaczęło powiększać się grono mężczyzn.

Chcesz ich? – pytanie Eryka wyrwało ją z erotycznego letargu.

Tak – odpowiedziała bez chwili namysłu.

***

Skinieniem głowy, Eryk przyzwolił pierwszemu z nich na działanie. Rozchylone uda i cipka mokra od pragnienia. Luiza wtuliła się w ramiona męża, odpływając w słodki świat orgazmów. Przyjemność rosła stopniowo, wraz z penetrującymi ruchami. Do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu. Przyspieszenie, chwila przerwy i kolejny gość został zaproszony do środka. Niczym głodne zwierzę, próbujące najeść się do syta, brał ją łapczywie, pragnąc posiąść jak najszybciej i jak najmocniej. Serce biło jak oszalałe, gdy u bram jej kobiecego kwiatu, pojawił się następny mężczyzna. Dojrzalszy, subtelniejszy, bardziej zmysłowy. Smakował ją kawałek po kawałeczku. Dogłębnie i nieśpiesznie. Po prostu bosko. A po nim był kolejny, i jeszcze kolejny i jeszcze kolejny…

Równanie z wieloma niewiadomymi, eksploracja nieznanych zbiorów, wreszcie dojście do wyniku, jakim było wielokrotne spełnienie.

***

Zapewne jeszcze kilka lat temu, w głowie Luizy zaczęłyby się pojawiać różne zbyteczne pytania, stygmatyzowane lękami i schematami zakorzenionymi w myślach. Lecz teraz ona wyrwała te korzenie, niczym niepotrzebne chwasty. Była spełniona i szczęśliwa, że dała się ponieść. Że uwolniła w sobie femme fatale. Tak niewinną i tak grzeszną zarazem. Podobało jej się to zakazane wcielenie i czuła, że sobotni wieczór w Insomnii stał się początkiem czegoś nowego. Nowej jej.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/bezsenna-insomnia-czesc-i/