PRZECIEŻ ZA TO ZAPŁACIŁEM!

Teraz będę nieskromna. Wiecie, dlaczego lubicie zaglądać na naszego bloga? Bo jest autentyczny. Nie wymyślamy sobie swingerskich historyjek tylko dla podbijania statystyk. Zresztą wydaje mi się, że nie będąc w tym świecie, inspiracje na teksty szybko by się skończyły. A tymczasem życie swingerki jest tak pełne przygód, że aż po prostu chce się pisać. Dziś podzielę się z Wami pewnym spostrzeżeniem, które zrodziło się podczas naszej ostatniej zabawy w apartamencie.

Piątkowy wieczór. Znajomi zadzwonili dzień wcześniej czy nie mielibyśmy ochoty na zabawę w większym gronie. Czemu nie? W końcu jesteśmy otwarci na nowe znajomości i przygody. Cztery pary i jeden singiel. Szybka analiza – zostać czy jednak nie. Zostajemy, bo towarzystwo było naprawdę doborowe, oprócz… singla. Przyjmijmy, że chłopak miał na imię Marek. Otóż ów Marek był głównym organizatorem wieczoru, zarówno w zakresie wyboru lokalizacji, jak i osób bawiących się. I prawdę mówiąc, ta rola chyba go przerosła. Na umówione spotkanie przyjechaliśmy ponad godzinę od jej oficjalnego rozpoczęcia, a on już mocno wyprzedzał resztę pod względem ilości wypitego alkoholu. Nie wiem czy to ze stresu czy z podniecenia, ale już na samym początku był nachalny.

– I jak kochanie? Masz ochotę się dziś bawić? – zapytał mnie ukradkiem Eryk.

– Tak, ale trzymaj tego Marka z daleka ode mnie.

– Dobrze, będę Cię pilnował.

Z każdą minutą, atmosfera w apartamencie stawała się coraz bardziej gorąca. Delikatne gesty, odsłanianie ciała, pieszczoty, pocałunki. Wreszcie – przeniesienie całej akcji na łóżko. Głośność jęków wzrastała. Tak samo jako… natarczywość Marka. W chamski sposób chciał sobie przywłaszczać cielesność przybyłych kobiet. Bez jakiekolwiek dbałości o ich komfort i upodobania, co do rodzaju pieszczot. Z racji tego, że nie mam problemów z asertywnością – prosto w oczy powiedziałam mu, że nie mam ochoty na zabawę z nim. Wydawało się, że zrozumiał. Ale ten wyraz zrozumienia był jedynie chwilowy. Niedługo potem na nowo zaczął swe agresywne podchody, jednak Eryk z sukcesem słownie wyperswadował mu ten pomysł.

– Ale ja przecież za to zapłaciłem, więc mam prawo pieprzyć się z kim zechcę!

Nasi panowie odsunęli Marka na bok, dyplomatycznie tłumacząc mu,  że fakt zorganizowania imprezy, nie daje mu prawa do takiego traktowania ich żon. I dali mu dwie opcje do wyboru: albo zostaje i się uspokaja, albo wychodzi i już nie wraca. Wybrał tą pierwszą, najzwyczajniej zasypiając na kanapie i dając nam wreszcie swobodną atmosferę do zabawy.

***

A teraz mała dygresja z mojej strony. Drodzy Single – nie tędy droga. Fakt, że dorzucacie się do składki na apartament nie jest jednoznaczny, że każda z przybyłych na spotkanie pań będzie miała ochotę się z Wami bawić. Nie jesteśmy kurwami, ale swingerkami, które hedonistycznie podchodzą do życia. Ale to my same wybieramy sobie seksualnych partnerów i nie bzykamy się ze wszystkimi tylko z powodu, że jesteśmy skumulowani w jednym miejscu. Zatem szanujcie nas, dbajcie o nasze poczucie bezpieczeństwa i zmysłową atmosferę. Intrygujcie i zaskakujcie. Bo chamstwem i bezczelnością nic nie zyskacie oprócz miłości uprawianej z własną ręką.

Tekst: Luiza