KRÓLOWA NOCY

Stopniowo otwierał ją na świat erotyki. Słowem, szeptem, głębszym pchnięciem. A ona nieśmiało rozchylała swoje pęki wyobraźni. Stawała się coraz odważniejsza w wizjach wyspowiadanych w satynowej pościeli. W ich czterech sypialnianych ścianach będącym azylem dla ich fantazji.

Aż przyszedł taki moment, kiedy postanowili pójść krok dalej i zaprosić jeszcze kogoś do łóżkowego spełnienia. Spotkali się z parą na zapoznawczej kawce. Zaiskrzyło. Rozpoczęta rozmowa znalazła swą kontynuację w hotelowym pokoju. Nie było żadnej zazdrości czy zaborczości. Po prostu czysty seks. Ale zakazany owoc raz posmakowany rodzi apetyt na spróbowanie innych niedostępnych owocowych smakołyków…

Kolejny raz – ich dwoje, ona jedna. Naprzemienna eksploracja cipki i ust. Jej jęki wypełniały przestrzeń apartamentu. Wówczas wydawało się jej, że została zaspokojona do granic możliwości, lecz później przyznała mu się, że wszystkiego mogłoby być więcej. Więcej mężczyzn, więcej orgazmów. A on słuchał i zapamiętywał.

***

To były jej urodziny. Zarezerwował stolik w tajskiej restauracji, bo wiedział, że jego żona lubi mieszać smaki: raz ostrzej, raz delikatniej. Kolacja mijała im na wspólnym śmiechu i opowiadaniu historii z ich małżeńskiego życia. Kelner stopniowo uzupełniał wino w kieliszkach, a oni stawali się coraz bardziej odważni w pieszczotach pod stolikiem. Zaczęli przykuwać uwagę restauracyjnych gości.

– Chyba stajemy się małą sensacją. Zauważyłaś ile wścibskich spojrzeń jest skierowanych w naszą stronę? – zapytał Krzysztof.

– I co z tego. Niech mają coś z życia. W domu pewnie uprawiają seks przy zgaszonym świetle i pod kołdrą. To niech teraz się uczą jak być wyzwolonym – chichotała Dagmara – ale jak chcesz, to możemy już iść.

– Jeszcze chwilka. Przecież nie dałem ci prezentu!

Krzysiek wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki atłasowe pudełeczko.

– To dla ciebie.

– Pierścionek zaręczynowy? Przecież już jeden mam – odpowiedziała rozbawiona Daga, bawiąc się pierścionkiem, który dostała od niego wiele lat temu.

– Nie, wariacie. To nie pierścionek zaręczynowy. Otwórz, a się przekonasz.

Dagmara zaczęła rozchylać pudełeczko niczym ostrygę przed jedzeniem.

– O, jakie to śliczne. A jednak zapamiętałeś, że ten wisiorek tak bardzo mi się spodobał, jak kiedyś byliśmy u jubilera. Dziękuję ci skarbie. Zapniesz mnie?

– O tak, zapnę cię z przyjemnością. Ale tak tutaj, teraz?

– Naprawdę z ciebie wariat. Ale za to cię kocham

Wyszli z restauracyjnego zgiełku. Letnie powietrze kusiło romantycznym spacerem.

– Chodź, przejdziemy się trochę. Chyba, że masz ochotę wracać już do domu. Jesteś zmęczona?

– Chyba zwariowałeś. Noc jest tak młoda. Z chęcią bym jeszcze pospacerowała po starówce.

Lubili uliczny gwar. Układać całość z strzępek usłyszanych rozmów. Wsłuchiwać się w czyjąś radość i niespostrzeżenie ukraść jej kawałeczek dla siebie. Wtulać się w siebie, słysząc artystów ulicy. Mieli nawet swojego ulubionego skrzypka, który w weekendy grywał przy fontannie. A gdy grał, to wydawało im się, że świat się zatrzymywał, a on grał tylko dla nich.

– Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Ale będziesz musiała mi zaufać.

– Przecież ci ufam.

– Tak naprawdę zaufać.

– Mam się bać?

– Nie. Tylko poddać chwili. Zgadzasz się?

– A mam inne wyjście?

– Zawsze jest wybór. To ty decydujesz.

– Ufam ci, więc się zgadzam.

Krzysztof wyciągnął z kieszeni aksamitną apaszkę. Czarną jak noc ich otaczająca. Delikatnie zawiązał ją z tyłu głowy ukochanej.

– Widzisz coś?

– Absolutnie nic.

– Doskonale. Trzymaj się mojego ramienia.

Ściskając kurczowo jego rękaw, Dagmara słyszała jak wchodzą do jakiegoś budynku. Po głosach dochodzących przy wejściu, szybko domyśliła się, że są w hotelu. Usłyszała dzwonek nadjeżdżającej windy, a potem zgrzyt klucza w zamku.

– Ach, coś ty znowu wymyślił…

– Zaraz się przekonasz.

W pokoju roznosił się przyjemny zapach kadzidełka. Czuła też delikatne światło świec. Ale coś zrodziło w niej niepokój. To była dla niej nowa sytuacja. Ufała mężowi, ale lubiła mieć świadomość sytuacji w jakiej się znajduje.

– Kochanie, czy my jesteśmy sami w tym pokoju?

– Nie, nie jesteśmy.

I wówczas poczuła na ciele czyjeś dłonie. Wiele dłoni. Dwie, cztery, sześć… Dotykały ją, muskały, wywoływały dreszcze.

– Co się dzieje? Kto jest?

– Ciii…

Krzysztof przytulił ją mocno i poprowadził w stronę łóżka. Powoli położył jej przestraszone ciało na gładkiej tafli pościeli.

– Nie bój się. Chcę spełnić twoją fantazję. Pamiętasz, mówiłaś mi kiedyś, że chciałabyś dać zaspokojenie wielu mężczyznom. Zaspokajać ich sobą, być narzędziem rozkoszy.

– Ale ja nie jestem na to gotowa!

– Jesteś. Zaufaj mi. Jestem tutaj, tuż obok. Gdybyś chciała przestać, wystarczy jedno słowo.

– Ale…

Jej usta zostały uciszone namiętnym pocałunkiem. Wyciszyła strach, wyostrzając zmysły. Zapachowa mgiełka męskich perfum zaczęła mieszać się nad jej głową. Znów poczuła na sobie dotyk czyichś dłoni. Była rozbierana. Kawałek po kawałeczku, a każdy odsłaniany skrawek nagości witany był dotykiem ust. Czuła jak puszczają haftki jej koronkowego stanika, a stringi opuszczają jej wilgotną kobiecość. Była naga. Naga i podniecona.

– Jesteś królową tej nocy. To decydujesz jak będziesz pieszczona. To ty wybierasz, jak będziesz się oddawać. To ty rozstrzygasz, jakie granice chcesz przekroczyć. Ja jestem strażnikiem twojego bezpieczeństwa i spełnienia.

Nie, chcę przestać!

– Na pewno?

– Nie wiem…

Zwątpiła. Tak bardzo pragnęła poddać się tym męskim dłoniom, ale jednocześnie jej ciało rwało się do ucieczki.

Panowie czując jej zawahanie usiedli obok niej i na nowo rozpoczęli symfonię pocałunków, tworząc erotyczną melodię wygrywaną na jej skórze. Odpływała. Wyginając się w łuk, dała im sygnał, że jest gotowa na więcej…

Krzysztof cały czas był tuż obok niej. Był jej oczami, tajemniczo wizualizując rozgrywane sceny.

­ Za chwilę wejdzie w ciebie pierwszy. Na jaki seks masz ochotę?

– Delikatny i powolny.

Wsunął się w nią niczym kot pod kołdrę. Wolno, lecz z odrobiną drapieżności. Zamruczał czując jej ciepło, subtelnie wypełniając wnętrze posuwistymi ruchami. Pragnął przyspieszyć, lecz rozkaz królowej byłby wówczas niespełniony. A niczego bardziej nie pożądał jak jej zaspokojenia. Męski oddech zwiastujący rozkoszne zakończenie, podniecał Dagmarę. Uwielbiała obdarzać przyjemnością i przyjmować ją później w podwójnej dawce. Rozluźniając się coraz bardziej od razu wezwała do obowiązków następnego posłańca orgazmów.

Teraz mocniej – nakazała.

Jej pochwa była już rozgrzana. Kołysaniem bioder nadawała tempo dla nowego kochanka. A on był posłuszny. Penetrował ją tak jak sobie życzyła. Mocniej, głębiej, próbując wybadać jej cielesną granicę. Ale granic już nie było. Rozpłynęły się. Tak jak jej wszystkie lęki i obawy.

Bierz mnie mocniej! – krzyczała.

Ale on nie wytrzymał tego szybkiego rytmu. Spuścił się w niej, nim ona doszła.

– Królowo, najmocniej przepraszam – kajał się niczym zbity pies.

– Nic nie mów. Następny!

Nie poznawała siebie. Tej grzecznej i ułożonej żony, którą jeszcze była do niedawna. Swing wyzwolił w niej nieznane pokłady seksualności i taki stan świadomości bardzo jej się podobał. Nie chciała wracać do poprzedniej, co prawda szczęśliwej, lecz często rutynowej egzystencji.

Kolejny z poddanych pozwolił sobie na więcej śmiałości. Odwrócił ją na brzuch i zdecydowanym ruchem podniósł pupę.

– Jeżeli się zgodzisz, wezmę ciebie od tyłu – szepnął.

– Zgadzam się.

Jego dłoń zacisnęła się na jej szyi. Niby panująca, a jednak zniewolona… O tak, to jej się podobało. Pulsujące lędźwie odbijały się od jej pośladków. Podduszenie pobudzało receptory dotyku. Jakby wszystko czuła ze zdwojoną siłą.

Wtem poczuła jeszcze jedno wypełnienie. Już nie tylko cipka, ale i usta były zajęte.

Ssij mnie kochanie. Pragnę widzieć jak on cię pieprzy i czuć twój język na penisie.

Kochanek i mąż. Połączenie idealne. Im bardziej była rżnięta, tym mocniej go zasysała. Znajomy smak i nieznajomy kształt. Bezpieczeństwo znanego i szaleństwo nowego. Ich ciała tańczyły i uzupełniały się wzajemnie. Ruch jednego, wywoływał kaskadę przyjemności u pozostałych.

Wkrótce do ich trio dołączyła pozostała dwójka. Podnieceni widokiem prężących się ciał, chcieli ponownie poczuć ciepło kobiety. Stanęli po obu jej bokach i sami nakierowali dłonie Dagmary na swoje męskości. Znów byli sztywni i gotowi do działania.

­ Usiądę na tobie. Teraz chcę królować na górze – rzekła do pieprzącego jej mężczyzny.

Nie protestował, tylko zdecydowanym gestem nadział ją na siebie.

O tak, teraz było jej bosko. Kutas w cipce, kutas w gardle i jeszcze dwa w jej rękach. Pełna dzikość. Pieściła ich całą sobą, bawiąc się nimi niczym interaktywnymi zabawkami. Zabawkami, które reagują na dotyk, lizanie, całowanie i niekończącą się wilgoć.

Powoli przykrywała ją fala rozkoszy. Słyszała nadchodzący szum orgazmu i czuła wzmożony prąd fizycznego zaspokojenia. Będący w niej i obok niej mężczyźni pulsowali jednocześnie.

Coraz szybciej, coraz głębiej.

Chciała krzyczeć, lecz nie mogła. Słodka sperma spływała jej do gardła, a kropelki potu kochanka przyklejały ich do siebie jeszcze bardziej. Jej sterczące piersi były całe białe od męskiego nektaru. Doszli. Wszyscy. W tej samej chwili. Nie spodziewała się, że kiedyś przeżyje coś takiego…

Bezwładnie opadli na łóżko, palące wręcz od namiętności. Lecz ten żar łączył ich jeszcze bardziej.

Jesteś moją królową. Królową życia i nocy. Będziesz chciała to jeszcze kiedyś powtórzyć? – nieśmiało zapytał Krzysztof.

O tak, z pewnością. Ale chyba nie będę musiała czekać do kolejnych urodzin? – kokieteryjnie odpowiedziała Dagmara.

Tekst: Luiza