Każdy z nas ma jakieś kompleksy. Nie znam osoby, która nie chciałaby czegoś w sobie poprawić. A to za dużo kilogramów, a to cycki nie takie, a to brak sześciopaka na brzuchu… Wymieniać by można długo. Tylko po co? Lepiej pomyśleć w jaki sposób… polubić siebie, bowiem samoakceptacja w swingu odgrywa kluczową rolę w doświadczaniu przyjemności.

Ciało to narzędzie do spełnienia fizycznego. Samoakceptacja cielesności to pierwszy krok do odkrywania seksualnych potrzeb bez durnych hamulców kryjących się w głowie. Dlaczego?

Wyobraź sobie taką scenę. Jesteś w łóżku z kochankiem/kochanką. Pragniesz dać drugiej osobie jak najwięcej rozkoszy, osiągając przy tym pełne zaspokojenie. Ale w trakcie, zamiast na doznaniach, skupiasz się na oponce na brzuchu lub cellulicie na udach. Efekt? Satysfakcja ulatuje, ustępując miejsca frustracji. Pojawia się uczucie totalnej nieatrakcyjności i bezustanny proces porównywania się z innymi. I zawsze ten ktoś będzie lepszy, szczuplejszy, ładniejszy… Zawsze, gdyż w takim stanie będziemy dostrzegać jedynie zalety, wyolbrzymiając je przy tym do granic możliwości. Z kolei nasze atuty staną się przy nich niezauważalne.

Nie chcąc narażać się na ośmieszenie, wybierzesz opcję bezpieczną – całkowitą rezygnację ze swingowania. Twoje kompleksy urosną do monstrualnych rozmiarów i trudno będzie ci zrozumieć, że tak naprawdę to sam tworzysz te ograniczenia. Ucieczka nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, lecz stanowi jedynie próbę wyciszenia negatywnych emocji. Czy skuteczną? Niestety, nie.

Lepsza wersja

Za każdym razem przed spotkaniem z innymi również mam obawy czy się spodobam, a może spotkam się z dezaprobatą wobec swojej osoby. Kiedyś zdanie innych było ponad moim postrzeganiem. Dziś jest inaczej, a to dlatego, że robię wszystko, aby lubić się taką jaką jestem, jednocześnie starając się być jak najlepszą wersję siebie. Ale robię to dla własnej akceptacji, a nie z chęci bycia akceptowaną przez innych.

Osoby lubiące siebie przyciągają pewnością charakteru, seksapilem, uśmiechem, otwartością. Nie musisz być seks-bombą by mieć to coś. Wystarczy, że poluzujesz myślowe lejce i zaczniesz zauważać dostępne rozwiązania by czuć się dobrze w swojej skórze.

Owszem, mam kilka nadprogramowych kilogramów i gdy staję na wadze, chciałabym ich widzieć o wiele mniej. Ale nie użalam się nad sobą w stylu o ja biedna nieszczęśliwa, tylko pakuję torbę i lecę na siłownię. Z kolei na siłce nie jestem pozorantką w modnych legginsach i oddychającej koszulce, która wpada na bieżnię, tylko po to, aby pokazać jaka to nie jest fit, ale ćwiczę tak, że po skończonym treningu muszę stanik wyciskać z potu. Zaś, kiedy jest piękna pogoda, biorę czworonogi na dłuuuuuugi spacer. Świeże powietrze pozwala nie dość, że usprawnić działanie mięśni, ale również uspokoić galopujące myśli. Spokojna głowa = zrelaksowane ciało. Zrelaksowane ciało = samoakceptacja. Samoakceptacja = otwartość. Doprawdy nie potrzeba wiele, by zmiany były zauważalne.

Jak ty to robisz?

Niedawno znajoma powiedziała mi z lekkim wyrzutem, bo ty to zawsze dobrze wyglądasz. Niby to był komplement, ale…

… spojrzałam na nią i zaczęłam się zastanawiać co ma na uwadze. Ciuchy? Makijaż? Włosy? Przecież ja pod tym względem jestem niczym nie wyróżniającą się babeczką. Odzież często kupuję w sieciówkach, jak i lumpeksach, bo lubię dawać ubraniom drugą szansę. Wolę nabyć oryginalnie wyglądająca rzecz za dyszkę niż coś ultra modnego z markową metką za tysiaka. Nauczyłam się kupować ubrania, w których się dobrze czuję. Wywaliłam z szafy ciuchy z kategorii kiedyś to założę oraz kupiłam, bo promocja była. Wolę mieć mniej, ale za to kilka sprawdzonych zestawów.

Makijaż – na co dzień naturalny, na wyjście – mocniejszy. Nic nadzwyczajnego. Włosy – końcówki podcinane co trzy, cztery miesiące. Też żadna filozofia.

Wniosek? Po prostu dbam o siebie. Bez żadnych fajerwerków w tym aspekcie. Koleżanka, o której wcześniej była mowa, również mogłaby to uczynić, lecz: malować się nie maluje, bo makijażu nie lubi, sukienki na założy, bo woli spodnie, z włosami nic nie zrobi, bo one i tak się nie układają. Wybrała zatem wizerunek nie wymagający nawet minimalnego nakładu pracy. Więc o czym tu mówić? Samo nic się nie zrobi, a narzekanie nie ma mocy naprawczej, wręcz przeciwnie – pogłębia problemy.

Nie wszystko da się samodzielnie poprawić w naszej fizyczności. Chociażby nagle nie urośniemy, gdy wzrostem nie grzeszymy, ale w wielu obszarach możemy jednak zadziałać na własną rękę. Dlatego warto zadać pytanie – co najbardziej nam w sobie przeszkadza i małymi krokami próbować to zmienić. Bez szukania wymówek i bezsensownych wyjaśnień.

Nie oszukuj siebie. Nie warto. Zastanów się co możesz poprawić i… zrób to 😉

Tekst: Luiza

Fot.: manuelajaeger/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/nie-jestem-idealna/