SQWEEL2 – ORGAZM PRAWDZIWY CZY UDAWANY?

Jak ja lubię seks oralny. Zarówno robić komuś dobrze, jak i być obdarowywaną przez rozkosz języka. Lizać, ssać, całować… Aż się rozmarzyłam, bo pisząc ten wstęp w głowie pojawiła mi się wizja świdrujących wilgotne wnętrze języków. Wielu języków.

I to nie jest tylko fantazja ułańska, bo podczas naszych swingerskich zabaw z Erykiem również nie odmawiamy sobie przyjemności w układach większych niż 2+1 czy 2+2. Znamy zatem siłę zwielokrotnionych dotyków i pocałunków. Oj, znamy 🙂

Ale nie o tym ma być ten tekst. Otóż, gdy przeglądałam gadżety erotyczne na stronie współpracującego z nami sklepu Lustshop zobaczyłam takie urządzonko zwane Sqweel2.

Szybko przeczytałam krótki opis: 10 silikonowych języczków, 3 różne prędkości, 30% więcej mocy niż poprzedni model. Te liczby przemówiły do mnie, zapalając w głowie żaróweczkę zwiastującą pragnienie pod nazwą Chcę to mieć!

Sklepię cię!

Pierwsze wrażenie, gdy zabawka do mnie dotarła była myśl – jejku, jaki on duży! I chociaż zazwyczaj nie narzekam na dużą objętość (bądźmy szczerzy – rozmiar ma znaczenie), to w tym przypadku, gabaryty opisywanej zabawki nieco mnie zaskoczyły. Spodziewałam się czegoś mniejszego, a tymczasem miałam wrażenie, iż trzymam w dłoni kompilację depilatora, golarki do ubrań i kieszonkowego wentylatora. Pewnie McGayver byłby zdolny stworzyć z niego helikopter, ale ja powstrzymałam swoje kombinatorskie zapędy i tylko posuwisto – kołysającym ruchem bioder, zachęciłam swojego męża, aby udał się ze mną do sypialni na przetestowanie nowego gadżetu.

Rozochocona wizją bycia dogłębnie wylizaną przez różowiutkie języczki, zapomniałam o podstawowej rzeczy – lubrykancie! W efekcie moja łechtaczka została obita niczym rywal Jackie Chana, a Sqweel zyskał szybko nowe miano – „jęzoklep”. Ale twarda ze mnie sztuka, a moja clitoris również jest wprawiona w boju, zatem wzięłam kilka głębszych oddechów, odpowiednio się nawilżyłam i podjęłam kolejną próbę zdobycia minetkowego szczytu.

W przód czy w tył?

Z pewnością dużym plusem jest fakt, iż Sqweel2 oferuje nie tylko ruch pieszczenia w jedną stronę, ale można wybrać czy chcemy, aby kółeczko kręciło się w przód czy w tył oraz prędkość z jaką ma pracować. Ale bardzo fajną opcją jest tryb „flicker”, podczas której języki poruszają się naprzemiennie. Dzięki temu nie jesteśmy skazani tylko na jeden rodzaj stymulacji.

W drodze do orgazmu zawsze pomaga mi fantazjowanie. Przypominam sobie swingerskie przygody, albo wyobrażam sobie odważne sceny, których spełnienie jest jeszcze przede mną. To mnie zawsze rozluźniało i przyspieszało wspięcie się na poziom ekstazy. A o czym fantazjowałam bawiąc się „lizatorem”?

Prawdę mówiąc o gang bangu w sielsko-wiejskiej scenerii, bowiem głośność gadżetu skojarzyła mi się z pracą traktora na polu. Serio. Sqweel2 jest cholernie głośny i bez próby wyłączenia myślenia o tym nie da się wiele zdziałać. Ponadto, przy większym nacisku, języczki blokują się, powodując raczej efekt synchronicznego muskania niż oralnej eksploracji. Chociaż nic nie zastąpi naturalnego języka, jego miękkości i słodkiej chropowatości, to cel w postaci orgazmu został osiągnięty. Owszem, trwało to dłuższą chwilę, a łechtaczka po zabawie była nieco podrażniona, ale przy następnych próbach poskromienia tejże seks – zabawki było już znacznie lepiej, bowiem wiedziałam czego się spodziewać i jak się przygotować. Czego zresztą się nie robi dla idei spełnienia. Prawda?

 

Sqweel2 według Eryka

Kiedy zobaczyłem te kręcące się języki pomyślałem, że będę miał godnego zastępcę do robienia minetki. Uwielbiam cipeczki, a jeszcze bardziej Luizy. Móc ją całować, czuć jej zapach i smakować słodkawą wilgoć. Mając czas zarezerwowany tylko dla siebie na pieszczoty, to nie jest on liczony w minutach, lecz w godzinach. Choć zdarzają się także krótkie sesje. 😉 Sama pozycja seksu oralnego i próba chowania się niczym krecik do norki pomiędzy udami nadwyręża kark i powoduje skurcze mięśni twarzy. Kobiety zaś, w sytuacji narastającej przyjemności potrafią miotać się niczym byk na rodeo, a nam zostaje utrzymać jak najdłużej pozycję, najlepiej aż do opadnięcia z siły naszej niewiasty. Liczne mięśnie ciała również narażone są w tym akcie na silne skurcze. Niestety nie te, które byśmy chcieli 😉 Tym samym „chłeptacz” miał być zbawieniem, gdy sam już opadam z sił.

Jakie są moje odczucia odnośnie Sqweel2? Patrząc na reakcje żony, to raczej nadaje się on na krótki przerywnik. Pomocny, ale nie zastępujący. Najbardziej sprawdził się on w konfiguracji lizanie – zabawka – lizanie, bowiem wówczas łechtaczka jest już oswojona z dotykiem i nie ma takiego szoku napastowania silikonowymi jęzorkami, a ja jako facet mam moment króciutkiego odpoczynku od gimnastyki buzi i języka.

A może tak inaczej?

Same języki, jak dla mnie, są zbyt plastikowe i raczej nieszczególnie przyjemne w dotyku. Z pewnością do oryginału im daleko. Dobrze, że producent pomyślał nad ich zasłonką, dzięki czemu są one chronione przed zabrudzeniami i zabawkę można zabrać ze sobą w podróż. Ponadto, cały układ z językami jest łatwy do wyciągnięcia, a tym samym – do umycia i dezynfekcji. Szkoda, że znów jest to gadżet na baterie, a wiadomo, że w takich urządzeniach baterie wyczerpują się dość szybko. Ponadto, brakuje mi cechy wodoodporności, bowiem jestem przekonany, że na mokro to urządzenie mogłoby dać o wiele więcej frajdy niż „na sucho”. Z pewnością panie o bujniejszym owłosieniu okolic intymnych będą także musiały uważać, aby włoski nie zaplątały się w obrotowy mechanizm. Chyba, że kręcą je bardziej bolesne doznania, z potencjalną depilacją. Na szczęście nie musieliśmy się o tym przekonywać, gdyż obydwoje z Luizą należymy do „tych wydepilowanych”. Ale Sqweel2 sprawdził się za to znakomicie do pieszczenia sutków. I to nawet u mojej żony, mającej bardzo wrażliwe piersi. Sutki stanęły na baczność dosłownie w kilka sekund. Niczym po dotknięciu kosteczką lodu. Tak upragnioną na obecne upały. Ciekawe jak pod tym względem ta zabawka sprawdziłaby się na swingerskich imprezach…? Chyba będziemy musieli to niedługo sprawdzić 😉

Testowaliśmy: https://lustshop.pl/produkt/sqweel-2-bialy/

Artykuł powstał we współpracy ze sklepem LustShop.

Fot.: Swing With Me

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/to-i-ono/