SWING TO NIE KUREWSTWO


SWING TO NIE KUREWSTWO

Skąd jesteś? Wyślesz mi swoją fotkę? Obciągniesz mi? A jak lubisz się rżnąć? Ile bierzesz za spotkanie? Każdego dnia jestem zasypywana takimi wiadomościami. Od panów przedstawiających jednotorowe myślenie – skoro Luiza jest swingerką, to znaczy że jest kurwą. A jak jest kurwą, to daje komu popadnie. Za darmo dla przyjemności albo za kasę dla szybkiego zarobku. Przecież to oczywiste.

Otóż drodzy piszący do mnie w taki sposób mężczyźni. Mam ochotę odpisać Wam jedno – odpierdolcie się. Jeżeli nie umiecie czytać ze zrozumieniem i nie zadaliście sobie choć odrobiny wysiłku, aby przeczytać nawet jedynie zakładkę o czym Nasz blog jest, to nie piszcie do mnie durnych wiadomości. Podkreślam stwierdzenie Nasz blog, bo prowadzę go z mężem. Mało tego, Eryk w większości tekstów jest głównym bohaterem. Zatem pytania w stylu jesteś singielką? albo jesteś mężatką i Twój mąż się na to zgadza? świadczą po prostu jak bardzo schematyczni ograniczeni jesteście.

Powinnam napisać, że zależy mi na każdym czytelniku, który pięknie przyczyni się do podbijania googlowski statystyk. Ale to nieprawda. Nie zależy mi. Zależy mi na innych odbiorcach. Pragnę, aby czytali nas ludzie ciekawi naszego swingerskiego świata, otwarci na nowe tematy i nie żyjący w obłudzie. Ludzie poszukujący erotyzmu i zmysłowości. Zatem nie potrzebuję do szczęścia desperatów masturbujących się na widok rozłożonych nóg i kutasa w cipce. Facetów piszących do mnie „zkont” pochodzisz lub czy mogę ci wsadzić – zapłacę.

Nie jestem dziwką. Gdybym miała nią być to od razu wskoczyłabym na level exlusive, że za spotkanie ze mną bez obietnicy dalszego ciągu trzeba byłoby wyłożyć na dzień dobry kilka, jak nie kilkanaście tysięcy. Tak, taka bym była.

Ale nie jestem.

Jestem za to kobietą szczęśliwą w swoim małżeństwie, dla której mąż jest wszystkim co najlepsze i najcenniejsze.

Nie puszczam się za kasę. Nie puszczam się za darmo.

Swinguję, a swing to nie jest zwykłe pierdolenie się byle jak, byle z kim i byle gdzie.

To celebrowanie chwili dzielenia się własną cielesnością. To sensualne wrażenia, wzajemne smakowanie siebie. Tak jak postrzegam swingowanie i w takim swingu się odnajduję. I to zarówno w łóżku, jak i pisaniu.

Dlatego nie piszcie do mnie, jeżeli nie macie nic interesującego do zaoferowania słowem i swoją osobą. Bo i tak nie odpiszę. Szanuje swój czas i zawierane znajomości.

A przede wszystkim – szanuję siebie.

Tekst: Luiza