Zdarłam sobie kolano.

Nie, nie wywróciłam się na rowerze,

ani nie potknęłam biegnąc na przystanek.

Zdarłam sobie kolano.

Przez ciebie. Dla ciebie.

 

Kazałeś klęknąć przed sobą.

Klęknęłam.

Kazałeś ssać siebie.

Ssałam.

Kazałeś nie przestawać.

Nie przestałam.

Kazałeś nie wstawać.

Nie wstałam.

 

Zdarłam sobie kolano.

Szorstki dywan boleśnie łaskotał,

gdy brałeś mnie od tyłu.

Zdarta skóra, ale nieodarta godność.

 

Kilka wyrwanych włosów,

Czerwone ślady po paznokciach

wbijanych w cienką skórę pleców.

 

Zdarłam sobie kolano.

Jedno.

Teraz pora na drugie.

 

Słowa: Luiza