BYŁEM JEJ ZABAWKĄ

Nie mogę się na niczym skupić. Dziś znów jest ten wieczór. Wieczór, w którym pójdę do klubu. Raz w miesiącu jedna data jest zakreślona na czerwono w kalendarzu. Mógłbym chodzić częściej, ale nie chcę. Przyjemność najlepiej smakuje podawana w małych dawkach.

Odliczam godziny do wyjścia. Celebruję każdy moment napięcia. Nie planuję, że coś się wydarzy, ale podświadomie liczę na to, że uda mi się posiąść jakąś kobietę. Uwieść ją i potem penetrować wedle jej jęków wydawanych z każdym pchnięciem.

Zamawiam taksówkę. Kierowca uśmiecha się tylko lekko pod nosem, gdy podaję adres. Doskonale wie po co tam jadę i pewnie niejeden raz zastanawiał się, jakie sceny odgrywają się za tajemniczymi drzwiami. Bez słowa płacę za kurs i wysiadam.

Naciskam dzwonek, który wygrywa miłą dla ucha melodyjkę. Na wejściu pokazuję kartę członkowską. Płacę za wstęp, odbieram kluczyk do szatni i zostawiam w szafce rzeczy przydatne na później.

Idę do baru. Od razu wita mnie zaprzyjaźniony barman pytając – to co zawsze przyjacielu?

Nie jesteśmy przyjaciółmi, ale w tym miejscu panuje inny rodzaj relacji.

Tak. Whiskey z jedną kostką lodu.

Siadam na hokerze. Rozglądam się. Kilka par, kilku facetów. Zamawiam kolejnego drinka. W oddali słychać już charakterystyczne uderzanie bioder o kobiece pośladki.

– Tak rób kurwa. Tak rób!

Przenikliwy krzyk przedziera się przez ściany. Doszła. Teraz kolejny będzie w nią wchodził.

***

Czekam. Wiem, że przyjdzie. Czuję to. Ciepły oddech na mojej szyi.

– Czekałeś?

– Czekałem.

– To nie czekajmy już dłużej.

Chwyciła mnie za rękę i poprowadziła do wolnego pokoju. Nie musiała pytać. Wiedziała co robić. On też już był gotowy. Wyciągnęła nabrzmiałego penisa z czarnych bokserek i zaczęła delikatnie lizać. Klęcząc patrzyła mi się w oczy.

– Lubisz tak, prawda?

– Lubię.

Nie odrywałem od niej spojrzenia. Dreszcz podniecenia wędrował po moim ciele centymetr po centymetrze. Drżałem. Im bardziej traciłem kontrolę nad sobą, tym bardziej ona ją przejmowała. Ssąc mojego kutasa, zasysała moją duszę. Była diablicą, z którą bez chwili zastanowienia podpisałbym cyrograf, byle nie przestawała.

Jej usta były miękkie i soczyste jak maliny zrywane prosto z krzaka. Jej czerń oczu była jak otchłań, w której chciałem utonąć. I tonąłem nie prosząc o jakikolwiek ratunek.

***

Bawiła się mną. Wodziła językiem wokół główki, by za chwilę wsadzić mnie sobie do gardła całego. Pęczniałem między jej wargami. Byłem bliski eksplozji.

I wtedy przestawała, kokieteryjnie uśmiechając się oraz bawiąc się moimi jądrami niczym kot zawieszoną zabawką.

Tak, byłem jej zabawką. Mogła ze mną robić wszystko co chciała.

Znów wzięła mnie ust, energicznie obciągając. Szybciej, wolniej, szybciej. Pauza. Szybciej, wolniej, szybciej. Pulsowałem.

– A teraz mnie zerżniesz.

Wystawiła do mnie swoją jędrną pupę i uginając grzbiet, rozkazała:

– Weź mnie od tyłu.

Posłusznie posłuchałem. Wbiłem się w jej gorące i mokre wnętrze. Lepkość jej ekstazy przenikała przez moją skórę. Pachniała bosko. Czy może być coś lepszego od zapachu podnieconej cipki?

Ocierając się o jej ścianki, chciałem spuścić się od razu. Zaznaczyć teren białą strużką spełnienia.

Jeszcze nie teraz.

***

Zaskoczyłem ją niespodziewanie zagłębiając język w jej sokach. Łaskotałem czubeczkiem pulchną łechtaczkę. Wilgoć spływała mi do gardła. Nieziemski nektar.

– Rżnij mnie!

Zanurzyłem rękę w jej włosach i zdecydowanym gestem odchyliłem głowę, drugą dłonią zaciskając palce na szyi.

– Chcesz tego suko?

Kusząco zamruczała.

Role się odwróciły. Władczyni stała się uległą. Pieprzyłem ją mocno i głęboko. Prześcieradło stawało się mokre od seksualnych płynów. Mieszały się, tak jak mieszały się nasze ciała. Oddzielne krople potu łączyły się w jedną.

Kumulowaliśmy wspólną energię. Ja pchałem, ona przyjmowała pchnięcia. Zwierzęca harmonia.

To nie był zwykły seks. To było ostre pierdolenie. Satysfakcja dla obu stron. Hedonistyczna transakcja.

Czułem, że dłużej nie wytrzymam. Rozkosz rozsadzała mi trzewia.

– Zaraz się w tobie spuszczę, słyszysz?

– Zrób to!

Przyspieszyłem. Nie chciałem już dłużej przedłużać. Jej cipka była zbyt smakowita, by się powstrzymywać od orgazmu. Jeszcze tylko kilka pchnięć…

Opadłem na nią bez sił. Bezwiednie otulając ramieniem.

– Ja tu nie przyszłam po romans, tylko po seks. Byłeś niesamowity. Jak zawsze. Pora już na mnie.

– Może wypijemy razem drinka?

– Nie. Niech nasze wspomnienia zamykają się w tym pokoju.

I wyszła. A ja w myślach zakreślałem kolejną datę w kalendarzu.

Tekst: Luiza

Fot.: Drew Hays