#DEATH GRIP

Chcesz dojść, a nie możesz. Twój partner stara się ze wszystkich sił doprowadzić cię do orgazmu, lecz pomimo, iż jest przyjemnie, to jedyne o czym marzysz to żeby przestał. Chcesz sama dokończyć dzieła samozaspokojenia, bo przecież zrobisz to lepiej. I szybciej.

Z czasem jednak pojawia się uczucie frustracji, bowiem przecież seks smakuje najlepiej, gdy obydwoje czerpiecie z niego satysfakcję. Gdy jedno z was wypada z obiegu, drugie próbuje za nim nadążyć. Koło wątpliwości się kręci, a wy kręcicie się razem z nim.

W czym tkwi problem? I czy to ze mną jest coś nie tak, czy może inne kobiety też przeżywają takie rozterki? – zastanawiasz się.

Znieczulenie na własne życzenie

Słyszałaś o syndromie death grip? To nieoficjalna nazwa na stan zwany znieczuleniem łechtaczki. Na czym on polega? Ano na tym, że przyzwyczajasz swój jakże cenny narząd to określonego sposobu pieszczot i później trudniej osiągnąć tobie orgazm, gdy ów sposób dotykania się zmienia. A wiadomo, że twój partner będzie cię pieścił inaczej niż sama to robisz. Masturbacja, choć jest niewątpliwie ważnym aspektem seksualności, czasami może nieźle namieszać we wzajemnych seksualnych relacjach.

Jeszcze do niedawna krążyło przekonanie, iż death grip dotyczy jedynie mężczyzn i „zobojętnienia” główki penisa na pieszczoty odmienne niż te czynione własną ręką. Ale okazuje się, że coraz więcej kobiet boryka się z tą trudnością. Prościej przecież doprowadzić się w kilkadziesiąt sekund wibratorem niż czekać na orgazmiczną eksplozję wywołaną penetracją partnera bądź jego oralnymi zabiegami. To pewnego rodzaju pójście na łatwiznę. Szybka akcja, szybkie spełnienie. Temat rozwiązany.

Można się zatracić

Jednak takie zachowanie kryje w sobie wiele pułapek. W skrajnych przypadkach może dojść do unikania zbliżeń, a tym samym – kryzys w związku murowany. Seks zacznie być traktowany w kategoriach obowiązku – odwalić swoje i odhaczyć w kalendarzu. Inna kwestia, to że masturbacja może uzależnić. Kilka sekund ekstazy przyćmiewa myślenie o pozostałych, życiowych kwestiach. Nie można skupić się na pracy, nawet urlop tak nie cieszy, gdy zostaniemy pozbawieni możliwości podarowania sobie upustu skumulowanych emocji.

Na szczęście death grip nie jest nieodwracalny Wystarczy zrobić sobie przerwę od własnoręcznych pieszczot oraz wprowadzić masturbacyjne urozmaicenie, bo uczyć nasze erogenne strefy innego rodzaju zaspokojenia. Tak jak w innych codziennych aspektach, tak i w tym, rutyna nie jest wskazana.

Też tak miałam

Niektórzy pewnie pomyślą, że death grip jest jakimś kolejnym naukowym wymysłem, ale zgłębiając się w to zagadnienie, z zaskoczeniem stwierdziłam, że i w moim życiu był taki okres, kiedy nie wyobrażałam sobie dnia bez zabawy z erotyczną zabawką. Tak się działo na kilkutygodniowych wyjazdach, kiedy jedynym sposobem na bliskość z ukochanym było połączenie się na Skypie bądź mówienie sobie pikantnych historii do telefonu. Zaś po powrocie musieliśmy uczyć się siebie na nowo.

Znacie mnie, więc wiecie iż jestem fanką robienia sobie dobrze. Ale żaden rodzaj masturbacji nie jest w stanie zastąpić mi orgazmów podarowanych przez męża. Kiedy on mnie bierze bądź ślizga się językiem po łechtaczce – odpływam całkowicie. I być może na tę rozkosz muszę poczekać nieco dłużej niż sama bym robiła, ale gdy przychodzi orgazm – czuję go całą sobą. Od palców stóp po włosy na karku kończąc. Zaś, gdy doprowadzam się samodzielnie, przyjemność jest tylko w jednym punkcie i trwa zdecydowanie krócej.

Nie rezygnujcie z masturbacji, lecz nie przekładajcie jej nad chwile spędzone razem, gdyż najzwyczajniej w świecie będziecie tego żałować. Dawkujcie sobie przyjemność, a wówczas jej smak będzie znacznie intensywniejszy.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/kiedy-robie-sobie-dobrze/

Fot.: https://www.popsugar.com/love/Masturbation-Playlist-43282318