Lubię opowiadania. Historie zamknięte w kilku akapitach, myśli przemycane między zdaniami. Opowiadania mają tę magiczną właściwość, że przyciągają na chwilę, ofiarowując umysłowi, to co mają w sobie najlepsze. Pozostawiają miejsce na niedomówienia autora, by czytelnik mógł dokończyć je w głowie według własnego scenariusza.

Sama jako pisarka coraz bardziej przekonuję się do tworzenia krótszych form literackich, bo one dają inny rodzaj twórczej wolności. Pozwalają w niewielu zdaniach skumulować emocje targające sercem i lędźwiami. Postawić kropkę bez tłumaczenia, wyjaśniania, gubienia się. Dobitnie, wręcz władczo.

„Chciałbym, żebyś mnie napisała” autorstwa Hanki V. Mody to mieszanka opowieści. Różnorodnych. Brudnych i niewinnych. Brutalnych i nasączonych naiwnością niektórych bohaterów w odbieraniu rzeczywistości.

Standardy na bok

Wiem, że standardowa recenzja powinna polegać na tym, iż moim zadaniem jako recenzentki winno być wskazanie, że w opowiadaniu tym i tym, zostało opowiedziane to i to. Że to opowiadanie jest lepsze, a tamto gorsze. A na sam koniec napisanie czy warto ów pozycję kupić czy jednak nie.

Otóż… nie zrobię tego. Wolę napisać coś od siebie. Szczerze jak zawsze.

Nie znam Hanki osobiście. Nie miałyśmy jeszcze okazji napić się lampki wina podczas całonocnej rozmowy o polskim rynku wydawniczym, chociaż jestem przekonana, że ten temat byłby zaledwie wstępem do wymiany spostrzeżeń na tematy znacznie trudniejsze. Takich, o których zazwyczaj się nie mówi. Ale, gdy przeczytałam to zdanie na początku książki, wiedziałam, że wiele nas łączy.

„Pisać zaczęłam dlatego, że nie umiem malować. To nie znaczy, że umiem pisać, ale ta forma ekspresji była zdecydowanie łatwiejsza (…). Pomyślałam, że słowami też można malować obrazy.”

Rysować nie potrafię. Malować jeszcze bardziej. Nie będę ukrywała, że moje zdolności plastyczne zatrzymały się na poziomie pierwszej klasy podstawowej. No dobra, przeceniłam się – myślę, że bardziej poziom przedszkola bardziej pasuje do abstrakcji wychodzących spod mojej ręki. Ale tak jak Hanka wierzę, że słowem pisanym można kreować wspaniałe obrazy w wyobraźni. Budować literackie światy tak bardzo łączące się z namacalną codziennością.

Hanka w podtytule książki zamieściła zdanie „Opowiadania nie tylko erotyczne”. Owszem nie brakuje tu tekstów przedstawiających mroczne tajemnice BDSM czy relacji kobiety z kobietą, również opartej na dominacji i uległości,

„Krzyczała, jęczała, wiła się, a ja czułam coraz większe podniecenie. Czerwone pręgi na pośladkach powiększały się, z jej oczu zaczęły kapać łzy, ale nie przerywałam, wiedziała,, że by tego nie chciała. To ona była w tamtej chwili ważna, choć to ja wyznaczałam granice.”

ale…

… to nie one stanowią o sile tej książki. Nie dla mnie, co nie oznacza, że ktoś inny nie odnajdzie w nim słów prowadzących do erotycznego zaspokojenia.

Bo ja taka dziwna jestem

Bo na mnie trzeba wziąć poprawkę. Mój umysł jest skażony erotyką. Każdego dnia czytam treści związane z seksem i to w bardzo szerokim aspekcie. Dlatego znalezienie tekstu, który wywołałby u mnie ogień pożądania jest bardzo trudnym zadaniem. Być może za dużo już widziałam, za dużo przeżyłam, za bardzo pragnę, aby serwowane opisy były soczyste, ociekające, nieprzyzwoite aż do granic przyzwoitości??? Zresztą czym jest przyzwoitość? Azylem bezpieczeństwa czy kajdankami zabezpieczającymi przed ryzykownym zachowaniem?

„Wsadził jej fiuta w cipkę, w usta, w tyłek. Tak jak lubiła. Mocno i ostro. Chciała, żeby ją posuwał. Jak chce i kiedy chce. A chciał dokładnie tak jak lubiła. I chciał jej mówić, że jest jego własnością.”

„Rozpiął rozporek i wyciągnął nabrzmiałego kutasa. Podszedł do mnie i bez ceregieli wcisnął mi go w usta. Mocno, głęboko. Zakrztusiłam się, a on jęknął i zaczął mnie posuwać.”

O emocjach trzeba umieć pisać…

Siła tych opowiadań tkwi dla mnie w czymś innym – w emocjach. Doprawdy dawno nie spotkałam się z tak niezwykłą umiejętnością wykradania uczuć i układania ich w zdania. Hanka wręcz mistrzowsko zagłębia się w zawiłości ludzkich relacji. Punktuje, nie kasuje. Nie bawi się w szalonego cenzora z korektorem prawdziwości, tylko wydobywa na wierzch, to co trudne, skomplikowane jak status związku na Facebooku.

„Różne łóżka. Ty niezmienny. Wpatrzony w moje oczy. Szepty urywane, przyspieszone oddechy, wszystko się lepi. Budzik dzwoni bez sensu. Przecież nie śpimy. Nie ma czasu na sen. Jest czas na życie. Nie ma fabuły. Jest chwila. Jesteśmy my. A później tylko pustka.”

Dwa ostatnie opowiadania… „NAStroje” i „Lustro” – nie mogłam się oderwać. Czytałam przygryzając paznokcie. Jednocześnie chciałam skończyć je czytać, pragnąc by się nie kończyły. Schizofrenia uczuć – tak bym je podsumowała oraz stan towarzyszący mi ich lekturze.

Niech tradycji stanie się zadość

Żeby jednak zachować schemat standardowej recenzji na koniec odpowiem na pytanie czy warto kupić „Chciałbym, żebyś mnie napisała”.

Opowiem jednym zdaniem – będziecie żałowali, jeżeli tego nie zrobicie. To jest kawał porządnej literatury. I czekam z niecierpliwością, kiedy Hania pokaże swój kunszt w powieści. Może nie do końca erotycznej, ale seksem z pewnością okraszonej. Dziewczyna ma talent jakich mało.

Jeżeli chcecie kupić e-booka Hani, to za 16 zł możecie ją teraz kupić w księgarni TaniaKsiążka.pl.

Tutaj macie link do oferty: https://goo.gl/HZv4F2.

Jeżeli jednak wolicie wersję papierową, to wpadajcie do Empiku 😉

A, że lubię wspierać ludzi nietuzinkowych, to nie tylko polecam Wam książkę Hani, ale również jej stronę i fanpage na Facebooku. Warto dodać je do ulubionych zakładek, bo dużo mądrych i fajnych rzeczy tam się dzieje 😉

https://hankavmody.pl/

https://www.facebook.com/HankaV.Mody

 

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/hotka-story-i-zdrada-kontrolowana/