Kiedyś wypowiedziane bądź napisane słowa miały moc. Ludzie nie rzucali obietnicami bez pokrycia, bo czyjeś zaufanie było na pierwszym miejscu. Teraz wszystko da się podważyć, odwołać, zmodyfikować albo wymazać. A relacje? Dziś są, ale za moment mogą być następne. I tak w kółko. Aż w końcu jedynie samotność będzie pukała do naszych drzwi. Zarówno w aspekcie prywatnym, jak i zawodowym.

Dlaczego ludzie nie traktują siebie poważnie? Dlaczego unikają odpowiedzialności i spełniania wcześniej ustalonych zasad? Dlaczego wolą uciekać zamiast zmierzyć się z konsekwencjami?

Bo tak jest prościej. Żyjemy chwilą. Sekundowym odtwarzaniem wpisu w mediach społecznościowym, po którym pozostaje jedynie ślad w postaci kciuka w górę bądź ikonki „wrr”. Migawką reklamy uchwyconej kątem oka w galerii handlowej podczas kolejnej wyprzedaży. Złudzeniem trwałości w trakcie nabywania następnej, jakże przydatnej rzeczy zapełniającej mieszkanie.

Zawodowo

We wszystkim jest podobnie. W pracy – zlecenia przychodzą i odchodzą. Jak nie ten klient, to znajdzie się inny. Wystarczy wykreować odpowiednią kampanię promocyjną, a ludzie będą walili drzwiami i oknami. Umowa o współpracy? Proszę bardzo. Tu podpisik, jeszcze jeden tutaj i można działać. A jak coś nie będzie pasowało, to stworzy się aneks i po problemie. Zaś jak problem jednak będzie nadal, to pozew sądowy i jazda. Każdy pilnuje własnego interesu. Kompromisy już dawno stały się niemodne. Ba! Kompromis to przecież oznaka słabości, oznaczająca że nie udało się postawić na swoim. I tak w zapomnienie idzie szczerość i dobrze rokująca kooperacja. Jakby to młodzież określiła jednym słowem? Smuteczek.

Intymnie

W związku – na początku zakochanie, kiedy każdy chce wypaść jak najlepiej. Starannie dobrany ubiór, poprawność wypisana w mimice i gestach. Nałożona maska najlepszego ja. Zero naturalności i swobody. Bąki puszczane tylko w łazience przy szeleście wody sączącej się z kranu. Później pojawia się codzienność. Kłótnie o waciki zostawione na umywalce bądź skarpetki walające się z kąta w kąt. Dla wielu par taka zwyczajna próba okazuje się nadzwyczajna do przejścia. Niby prosta, a jak cholernie trudna. Niektórzy rezygnują zanim na poważnie odskoczą od pola start. Tylko nielicznym udaje się dotrzeć do mety wspólnej starości.

Prywatnie

W swingu – podobnie jak w kwestiach zawodowych. Wpierw tworzy się znajomość czy to za pomocą wymiany wiadomości czy na bezpośrednim spotkaniu. Potem albo wychodzi łóżkowe współdziałanie, albo posiadany numer telefonu czy link do profilu ląduje w koszu. NEXT! Ludzie obawiają się głębszych relacji swingerskich ze strachu przed nadmiernym zauroczeniem bądź pojawieniem się głębszej fascynacji. Wolą jednorazowe schadzki, ewentualnie kontynuowanie „stosunków” podczas apartamentówek w większym gronie, gdzie w ciałach można przebierać do woli i nie trzeba się skupiać na jednej osobie. Owszem, to daje przyjemność i fizyczne spełnienie, ale z pewnością nie jest to piękno swingu, w którym główną rolę odgrywa zmysłowość i sztuka miłosna. To jest jakby swingowa wersja demo, gdzie najważniejsze dodatki są niedostępne.

Można prościej

Ludzie zamieniają otwartość na schematyczność, zaufanie na paragrafy w umowie, relacje na pewnego rodzaju test wytrwałości.

A nie prościej byłoby po prostu szczerze porozmawiać? Albo napisać, że nie jestem w stanie wykonać czegoś w określonym terminie, bo… (tu należy wstawić szczerą argumentację – jestem zawalony robotą, brakuje mi środków finansowych, albo – po prostu mi nie zależy). Brak odpowiedzi to najgorsza ze wszystkich możliwości.

Ludzie – rozmawiajcie ze sobą i traktujcie siebie poważnie. W związku, w biznesie i innych aspektach Waszej codzienności. Nie udawajcie, że problemu nie ma, bo więcej tym sposobem stracicie niż zyskacie. Znajdźcie w sobie odwagę i postawcie na uczciwość.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/boje-sie-uslyszec-nie/