Właściwie to nie wiem czemu sięgnęłam po „Welcome to Spicy Warsaw”. Być może zaintrygował mnie tytuł, albo oczekiwałam poznania warszawskich smaczków. Choć sama w Warszawie nie mieszkam, to często w niej bywam. Wiele imprez w niej zaliczyłam i to różnorodnego pokroju. Od zwyczajnych domówek poprzez swingerskie apartamentówki i regularne wizyty w swingers klubach. Dużo widziałam, ale pewnie jeszcze więcej ciekawych doznań czeka na odkrycie. Naiwnie myślałam, że właśnie w tej książce znajdę, to czego sama nie doświadczyłam. Myliłam się.

Nie jestem celebrytką, nie pozuję na ściankach, nie mam botoksu w każdej części ciała ani doczepianych loków. Nigdy mnie nie ciągnęło do świata czerwonych dywanów i szaleńczych after party. Nie mam też parcia na sławę, choć nie ukrywam, że chciałabym zaistnieć w przyszłości jako pisarka naprawdę dobrych erotyków. Literacka seksualna tandeta mnie nie interesuje.

Gdzie to “spicy”?

Niestety, „Welcome to Spicy Warsaw” to kolejny przykład próby poruszenia kontrowersyjnego tematu w stylu rozprawki pisanej przez gimnazjalistkę. Może zacznijmy od tego kim jest autorka. Otóż Patrycja Strzałkowska jest ponoć znaną personą z takich realizacji telewizyjnych jak „Królowe życia” i „Ex na plaży”. Wyjdę trochę na ignorantkę, lecz oglądanie tego typu programów w ogóle nie leży w zakresie moich zainteresowań. Owszem, zdarza mi się czasem wyłączyć myślenie oraz „skakać po kanałach” i kiedyś postać pani Patrycji mignęła mi przed oczami. Ale równie szybko jak ją zobaczyłam, tak o niej zapomniałam.

Powieść z założenia jest kierowana do młodych kobiet, aby porzuciły one swoje marzenia o byciu gwiazdkami, które przez chwilę będą lśnić na celebryckim firmamencie. Że ten świat wcale nie jest taki piękny i kolorowy, lecz osnuty siecią zdrad i smutków topionych w alkoholu.

„Panowie zwykle pojawiają się w klubach w stanie ciężkiego porozstaniowego stanu depresyjnego i szukają w tym towarzystwie wrażeń w sam raz na raz. Chętnie deklarują wierność jednej kobiecie i chęć obdarzenia kogoś uczuciem, ale zwykle na krótko. Tak to właśnie wygląda w Spicy Warsaw.”

Zły urok stolicy

Stolica kusi niczym plaster miodu zgłodniałe niedźwiadki, pragnące przemienić się w dostojne łabędzie. Tu coś się doda, tu coś się usunie. Jeszcze tylko mały lifting, nakłucie, naciągnięcie. Sztuczne usta, sztuczne piersi, sztuczna osobowość.

„Zaczynałam wyglądać coraz ładniej; powiększyłam sobie usta, zrobiłam permanentny makijaż i doczepiłam włosy. Dużo więcej osób chciało się ze mną kolegować i czułam, że coś zaczyna się zmieniać. Teraz być może powieje hipokryzją, ale niestety taka jest prawda: ludzie lubią otaczać się ładnymi osobami i takimi osobom jest w życiu o niebo lepiej. Próżność jest naszą wizytówką. Niestety. Welcome to Spicy Warsaw.”

Autorka postanowiła iść sprawdzonym sposobem na popularność i wzbogacić swoją książkę kilkoma mocniejszymi scenami. Jak to wyszło? Sprawdźcie sami:

„Spojrzałam na Justynę, a ona wskazała palcem jacuzzi. Solenizant całował się z trzema dziewczynami naraz, a one rzuciły jego majtki w naszą stronę. Zachwycony, usiadł na krawędzi jacuzzi, a jedna z dziewczyn złapała się za piersi i wsunęła pomiędzy nie jego penisa. Zaraz potem z drugiego końca pokoju podeszło do nich paru napalonych facetów. Jeden z nich wskoczył do wody, podniósł piękną brunetkę, posadził ją sobie na kolanach, nabijając ją na penisa i zaczął nią gwałtownie kołysać w górę i w dół. Drugi facet, który stał na zewnątrz jacuzzi, odwrócił twarz tej dziewczyny w swoimi kierunku i wsadził jej do ust swojego członka.”

Jak dla mnie, ów opis nadawałby się do rubryki „Mój pierwszy raz” w nie istniejącym już magazynie „Bravo”. Opisywane sytuacje zamiast wzburzyć czy podniecić po prostu mnie śmieszyły. Zupełnie jakby ktoś spróbował najprostszymi słowami przedstawiać scenki z amatorskich pornosów. Ech, a miało być tak pięknie…

Jeżeli jednak postanowicie sięgnąć po „Welcome to Spicy Warsaw”, to mała rada – kupcie ją w promocji, abyście nie żałowali za bardzo decyzji zakupu.

Książka w dobrej cenie dostępna jest TUTAJ.

Więcej o powieści i autorce dowiecie się z wywiadu:

 

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/365-dni-recenzja/