Zasypiali. Ciężki dzień za nimi, krótka noc przed nimi. Ułożyli się na łyżeczkę, ale to przeważnie ona wtulała się w niego. W jego muskularne plecy będące przystanią dla delikatnych ramion, w krzywiznę wciąż jędrnych pośladków. Zapach skóry ukochanego był najlepszą kołysanką. Nie potrzebowała niczego więcej do spotkania z Morfeuszem.

Sen przyszedł szybko, ale taki niespokojny, wzburzony. Zamiast ukojenia przynosił lęki, budząc uśpione demony. Przytuliła się do niego jeszcze mocniej, próbując zsynchronizować oddechy. To zawsze pomagało. Położyła dłoń na jego klatce piersiowej, wyczuwając rytm serca, które biło także dla niej. Był jej radością, miłością, spokojem. Był jej, a ona jego. Jeden umysł, jedno ciało…

Nieświadomie zaczęła kołysać biodrami. Ledwo zauważalne ruchy, powodujące stymulujące ocieranie. Co jej się śniło? Tego już nie pamięta, ale to było nieistotne. Ważniejsze były pocałunki błądzące po szyi, dłoń masująca sterczące sutki, palce wnikające do wnętrza kobiecości i ten niepowtarzalny odgłos mlaszczącej wilgoci. On wiedział jak ją pieścić, jak kilkoma ruchami wydobyć kumulującą się przyjemność. A ona nie chciała być mu dłużna…

***

Uwielbiała to uczucie powiększającej się męskości w ustach. Traktowała to jak najwyższy wyraz zaufania. On między wargami i jej język liżący, penetrujący, badający. Wiedziała, że był blisko. Pulsował, wyrywając się do wystrzału. Ale ona dopiero się rozgrzewała…

Dosiadła go, ale w tej pozycji nie umiała być posłuszna. Im bardziej czuła go w sobie, tym mocniej galopowała. Chwytając się za oparcie łóżka, nadziewała się na niego jeszcze głębiej. Jej ciało było napiętą cięciwą, zaś penis prężącą się strzałą.

I wtedy to się stało. Jego usta zaczęły łapczywie całować podskakujące piersi.

Mocniej, całuj mnie mocniej – krzyczała.

Posłuchał. Pieszczoty z subtelnych przeistoczyły się w dotyk silniejszy, brutalniejszy. Zęby podgryzające sutki, dłoń zaciskająca krtań. Ubezwłasnowolnienie ją wyzwalało. Otwierało nowy wymiar przyjemności, wypuszczając na wolność dzikie pragnienia. Teraz w sypialni nie byli tylko we dwoje. Nie, w fantazjach dołączyli do nich inni. Piękna blondynka siedząca na twarzy Eryka, nieznajomy brunet wpychający do gardła Luizie swojego penisa. Pędzący ku spełnieniu czworokąt, którego każda ze stron była zaspokajana. Oralnie, niewerbalnie.

Luiza widziała to oczami wyobraźni. Jak wszyscy się pieprzą bez zasad i ograniczeń. Seksualna maszyna złożona z czterech ciał. Czterech niezależnych bytów, które w tym samym czasie i tym samym miejscu dążą do poskromienia zwierzęcych instynktów.

Fantazja mieszała się z rzeczywistością, a ona dochodziła raz za razem. Zupełnie jakby odkryła w sobie nowe pokłady seksualnej energii. Niekończące się źródło satysfakcji.

Erotyczne perpetuum mobile.

***

Zasnęła.

Spokojna, spełniona, szczęśliwa.

Tekst: Luiza

Fot.: ractapopulous/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/uwiodl-ja-glosem/