JAK TRAFIĆ NA SWINGERSKĄ DOMÓWKĘ?

Niedawno na naszej facebookowej grupie ktoś anonimowo zapytał jak trafić na swingerską domówkę? Czy to jest realne dla osób dopiero rozpoczynających przygodę ze swingiem?

Czy żeby trafić na imprezę domową trzeba dostać zaproszenie od kogoś kogo się zna? Wolelibyśmy z żoną na pierwszy raz spotkać się i poznać z ludźmi w bardziej kameralnym gronie niż w klubie. Jak wyglądają takie domówki? Bliżej im klimatem standardowych domówek z alkoholem, ale plus seks czy są to raczej orgie bez elementu towarzyskiego?

No to odpowiedzmy na te pytania krok po kroku.

Skąd wziąć zaproszenie?

Prawda jest taka, że na domówkę nie wejdzie się „z ulicy”. Wszak z założenia domówka ma być imprezą kameralną, w znanym sobie towarzystwie. Dlatego, choć zabrzmi to nieco patetycznie, obecność uczestników opiera się na rekomendacjach. Żeby to prościej wytłumaczyć. Organizatorzy spotkania mają ochotę kogoś jeszcze zaprosić do ustalonego już grona i wówczas pada pytanie do reszty ekipy czy mają kogoś sprawdzonego. Od razu sprostujmy – „sprawdzonego” niekoniecznie w sensie łóżkowym, ale kogoś kogo poznali osobiście i fajnie się z tą osobą spędzało czas. I wówczas następuje przekazanie kontaktu i dalsze ustalanie szczegółów.

Oczywiście, na portalach swingerskich są też profile, cyklicznie ogłaszające, że robią apartamentówkę i kto chce, niech się zgłasza. Natomiast nie polecamy takiego rozwiązania kompletnie początkującym, gdyż takie doświadczenie może być zbyt hardkorowe, jak na pierwszy raz. Za dużo jest niewiadomych, które niekoniecznie dobrze wpłyną na Wasze postrzeganie swingu – kto będzie na tej imprezie? Czy skoro przyszliśmy, to musimy od razu coś robić? A co, jeśli nikt nam nie przypadnie do gustu? Jak wtedy wyjść nie robiąc zamętu? Wierzcie mi – taki stres na początku na nic Wam się przyda. Już lepiej zrobić sobie wyprawę do klubu i z komfortowej odległości oglądać zabawę innych, przy okazji robiąc rekonesans własnych pragnień oraz fantazji. Nam zdarzyło się dwa razy pójść na apartamentówkę „w ciemno” – z pierwszej uciekaliśmy aż się za nami kurzyło (ot właśnie błąd nowicjuszy), z drugiej – no troszkę mniej elegancko, wyhaczyliśmy parę, która nam się spodobała i zrobiliśmy sobie osobną kameralną imprezę. I wtedy była moc!

Jak wyglądają takie domówki?

Jeżeli mielibyśmy wcisnąć takie spotkanie w jakiś schemat to zazwyczaj wygląda to tak:

  1. Ding dong – dzwonek do drzwi. Ci co są już w środku z ciekawości przypatrują się nowo przybyłym. Ci co wciskają dzwonek – mierzą się z nutką ekscytacji i niepewności, odnośnie losów wieczoru.
  2. Zazwyczaj rolę strefy zapoznawczej pełni salon. Tutaj odbywają się rozmowy, jest jedzenie oraz alkohol. Z szamką i alko przeważnie są dwie opcje – albo uczestnicy przynoszą ze sobą, to co lubią najbardziej, albo organizatorzy po ustaleniu smakowych preferencji, sami zapewniają zaopatrzenie. I podobnie z kwestią finansową. Przy pierwszej opcji –tylko dodatkowa składka na wynajem apartamentu, przy drugiej – składkowe za konsumpcję i lokal.
  3. I gdy rozmowy się toczą, a procenty zaczynają buzować – pojawia się swoboda i rozluźnienie. Wystarczy, że tylko ktoś zacznie pieszczoty, to potem wszystko samo zaczyna się dziać. To, czego jako kobieta, wręcz nie cierpię, to hasła – może panie się teraz przebiorą w coś bardziej odkrytego? Działa to na mnie jak płachta na byka, bo ja tu nie przyszłam na żaden pokaz mody. Zdecydowanie wolę, jak akcja się rozkręca bez żadnego podbijania tempa.
  4. A co później? Później to już zajęte wszystkie dostępne łóżka, materace czy kanapy 🙂
  5. To, co najbardziej lubię w domówkach, to ich luz. Bo orgazmiczne ochy i achy są uzupełniane śmiechem i rozmowami. Przecież nie uprawia się tam seksu non stop, lecz robi się przerwę na drinka i pogaduchy, trwające do białego rana.

Na własnych zasadach

Tak wygląda schemat, ale każde spotkanie jest inne. Na jednym może być więcej rozmów, mniej akcji. Na drugim – wręcz odwrotnie, gdzie po przekroczeniu progu można odnieść wrażenie, iż trafiło się na plan filmu pornograficznego. Wszystko, ale to wszystko zależy od przybyłych i gości oraz ich seksualnych preferencji. My na przykład wolimy wolniej i zmysłowo, inni bardziej zwierzęco i bez gadania.

Można też spróbować odmiennego wariantu – pochodzić na kilka randek (a raczej kilkanaście, jak nie więcej) i samemu stworzyć niepowtarzalną listę uczestników na własną apartamentówkę. Wówczas będziecie mieli większą pewność udanej zabawy. Owszem, to wymaga odwagi, ale jest to ryzyko warte podjęcia. Nam właśnie ten ostatni sposób się najbardziej sprawdza, bo dzięki niemu udało nam się stworzyć w miarę stałe grono do erotycznego rendez – vous.

Pamiętajcie, że te pierwsze swingerskie doświadczenia najmocniej się pamięta. To podniecenie, tę niepewność, to oczekiwanie, to spełnienie…

… albo rozczarowanie.

Owszem, nie unikniecie pewnych błędów, bo one są wpisane w smakowanie swingerskich doznań, ale jeżeli czujecie, że coś nie jest dla Was w tej konkretnej chwili – nie róbcie tego. Lepiej poczekać na właściwych moment i jeszcze bardziej właściwych ludzi.

Tekst: Luiza

Fot.: Victoria_rt/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/para-pozna-pare/

___

Teraz Twoja kolej! Dołącz do naszej swingerskiej społeczności!

Facebook: https://www.facebook.com/SwingWithMeBlog/

Grupa na FB: https://www.facebook.com/groups/164573377243615

Instagram: https://www.instagram.com/swingwithme_blog/

Zbiornik: https://zbiornik.com/Swing_with_me_blog

Newsletter: https://swingwithme.pl/newsletter/

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dziękujemy!

Niech inni też się o nas dowiedzą :)