NIE KOCHAM JUŻ MĘŻA

Czasami się zastanawiam, czy mam na czole wypisane możesz mi się zwierzyć? Coś w sobie mam, że ludzie lubią mi się zwierzać. I to nie tylko bliskie mi osoby, ale także ludzie po prostu wpisujący się w krąg znajomych. A ja lubię słuchać. To słucham. A potem albo uda mi się coś mądrego powiedzieć albo mądrze pomilczeć. Tak zwyczajnie niezwyczajnie być obok.

Październikowa aura sprzyjała spacerom. A, że mam w domu takiego futrzaka, co na spacery uwielbia wychodzić, to mam sporo znajomych poznanych właśnie dzięki psom. Wiele z nich poznałam w czasach wszelakich lockdownów, bo wtedy każdy kto miał czworonoga odczuwał silną potrzebę bycia na dworze. I te znajomości trwają do dziś dnia.

Ostatnio szłam rozmarzona, delektując się ciepłem październikowego popołudnia, gdy słyszę:

– Jak dobrze, że cię widzę.

– O, cześć Hanka (imię zmienione). Dawno cię nie widziałam. Co tam u ciebie?

– Mam depresję.

***

W pierwszej chwili nie wiedziałam co odpowiedzieć. Slogany w stylu wszystko będzie dobrze lub dasz radę wybrzmiewają w głowie takiej osoby niczym klątwa niespełnionego jutra.

– Dobrze, że o tym mówisz. Zrobimy rundkę po osiedlu?

Przytaknęła.

Początkowo szłyśmy bez słów. Psiaki się cieszyły ze swojego towarzystwa, szczęśliwie merdając ogonami.

Wiesz, ja chyba nie kocham już męża.

– No to na grubo zaczynamy – pomyślałam. Tak to czujesz? – zapytałam.

– Ja chyba nic nie czuję. My nic nie robimy wspólnie. Każde ma osobne życie.

– Rozmawialiście o tym?

– A o czym tu rozmawiać? On wie swoje, ja wiem swoje. Mam dość. Nie wychodziłam przez cały wrzesień. Nawet nie miałam siły wstać z łóżka. Łukasz był przy mnie, ale jakby nieobecny.

– Hania, ty mierzysz się ze swoimi emocjami. On prawdopodobnie walczy ze swoimi. Wiesz, nam się wydaje, że nasi mężczyźni zawsze są tacy silni psychicznie, że ze wszystkim dadzą sobie radę. On zapewne widzi, że cierpisz, ale sam do końca nie wie, jak ci pomóc. Też ma prawo być pogubiony. Chodzisz gdzieś na terapię?

– Tak, wróciłam do swojego terapeuty.

– A Łukasz?

– Łukasz uważa, że tego nie potrzebuje.

– Pewnie myśli, że tak okaże słabość, a jest kompletnie na odwrót – sięgnięcie po pomoc wymaga odwagi. Też tak pomyśl o sobie.

– Nie jestem odważna, jestem beznadziejna. Nie wiem czy on kocha mnie, czy ja jeszcze kocham jego.

– Kiedy ostatnio byliście na randce?

Nie pamiętam.

– A kiedy gdzieś wyjechaliście tylko we dwoje?

– To chyba jeszcze przed ślubem. Szybko na świecie pojawiła się nasza córka i wszędzie jeździliśmy we troje.

– Lubicie robić coś wspólnie?

– Nie. Każde z nas ma odmienne zainteresowania oraz pracę.

Hanka, związek nie składa się wyłącznie z deklaracji. To suma współdzielonych doświadczeń oraz emocji stanowią fundamenty dojrzałej relacji. Jak chcecie być razem, nie będąc ze sobą w ogóle? Popróbujcie nowych rzeczy, ale przede wszystkim – szczerze porozmawiajcie. O tym, co was boli, co przeszkadza, ale również o tym, co sprawia wam radość i przynosi satysfakcję. My się ciągle zmieniamy. Jako jednostka i jako para. Warto aktualizować dane na swój temat i odkrywać wzajemnie na nowo.

– Może masz rację… – odpowiedziała zamyślona sąsiadka.

Po kilku dniach dostaję sms`a:

– Poszliśmy na randkę. Jest lepiej. Dziękuję.

***

To nie wymyślona historia, to zapis prawdziwej rozmowy. Jeżeli chociaż na chwilę udało mi się poprawić samopoczucie znajomej – to traktuję to jako sukces. Cieszę się, że powiedziała mi o swojej chorobie, bo depresja to choroba. Nie słabość, nie uległość, nie życiowe nieogarnięcie, nie pójście na łatwiznę. To taka podstępna suka, która zżera duszę kawałek po kawałeczku.

Pamiętajmy, że coś co dla nas może być pierdołą, śmiesznostką, zawracaniem dupy – dla kogoś może mieć zdecydowanie inne znaczenie, odbierane przez całą gamę różnorodnych odczuć. Dlatego nie bagatelizujmy, nie obracajmy w żart czyjejś perspektywy. Po prostu bądźmy.

Kiedyś nie odebrałam jednego, pieprzonego telefonu. O czwartej nad ranem dzwonił kumpel. Zaspana pomyślałam, że pewnie kolega imprezuje i wydzwania po pijaku. Rozłączyłam.

Na następny dzień dowiedziałam się, że nie żyje. Powiesił się.

I przez tyle lat wciąż zadaję sobie pytanie, czy by żył, gdybym wtedy nie wcisnęła czerwonej słuchawki. I pewnie to pytanie będzie chodziło za mną do końca życia.

***

Dbajmy też o nasze związki. To, że kiedyś przysięgliśmy sobie przed bogiem, urzędnikiem czy przyjaciółmi, że będziemy ze sobą na wieki wieków, nie oznacza że szczyt zdobyty nie można zdobyć z innej strony.

Przyznam, że uwielbiam chodzić z mężem na randki (z innymi mężami też, ale to mój jest na pierwszym miejscu). Do kina, do restauracji czy na… zwykły spacer. Chwytam go wówczas pod ramię, spoglądam na jego twarz i myślę sobie, że mam genialnego faceta przy sobie. A potem łapię się na tym, że cholera – za mało mu czułości okazuję na co dzień. Czemu? Nie wiem. Czy to zmienię? Taki mam plan. Czy mi się uda? Wierzę, że tak, gdyż pomimo wielu trudności – wierzę też w nas nieustannie.

Teraz idę się poprzytulać. A później wyciągnę sąsiadkę na spacer.

Tekst: Luiza

Fot.: Jupilu/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/nasze-malzenstwo-nie-jest-doskonale/

___

Teraz Twoja kolej! Dołącz do naszej swingerskiej społeczności!

Facebook: https://www.facebook.com/SwingWithMeBlog/

Grupa na FB: https://www.facebook.com/groups/164573377243615

Instagram: https://www.instagram.com/swingwithme_blog/

Zbiornik: https://zbiornik.com/Swing_with_me_blog

Newsletter: https://swingwithme.pl/newsletter/

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dziękujemy!

Niech inni też się o nas dowiedzą :)