„KLINIKA MIŁOŚCI” – RECENZJA

Nie zawsze mam chęć na ambitną literaturę. W zasadzie lubię sobie przeplatać tematykę czytanych książek. Erotyka, reportaż, dobry kryminał, czy powieść obyczajowa poruszające ważne, acz trudne tematy. Wtedy mam wrażenie, że umysł pracuje na wyższych obrotach, starając się odzwierciedlać słowo pisane w obrazach malowanych przez wyobraźnię. Niestety, po lekturze „Kliniki miłości” umysłowe obroty znacznie zwolniły.

Co tu dużo pisać – zawiodłam się. A zawiodłam się dlatego, że poprzednia książka autorstwa Sonii Rosy „Nimfomanka” była naprawdę dobra (PRZECZYTAJ RECENZJĘ). Ale tak to już bywa, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, lecz w przypadku „Kliniki miłości” to nie była wykwintna kolacja, lecz kebab zjedzony w pośpiechu w przydrożnym barze. Nijaki, niedoprawiony i przyprawiający o mdłości.

Fabułę można streścić w kilku zdaniach. Postać wiodąca – Igor Orłow, chirurg plastyczny o celebryckich zapędach, który rozpina rozporek przed wszystkimi istotami wyposażonymi w piczkę i głębokie gardło.

„Miał łatkę playboya i lekkoducha. Żył chwilą, ruchał co popadnie i korzystał z każdej nadarzającej się okazji.”

„Ruchacz z zasadami”

Razem z koleżanką ze studiów, Leną Majewską, otworzyli klinikę, do której zakompleksione babeczki walą drzwiami i oknami, rozkładając portfele oraz przy okazji – nogi. Oczywiście, Lena też się potajemnie kocha w Igorze, bo przecież która z niewiast by się oparła jego niepowtarzalnemu urokowi osobistemu. Ale szanowny pan Igor ma też swoje zasady:

„Nie lubił jednak dymać tam, gdzie spełniał się zawodowo, dlatego nigdy nie posuwał pielęgniarek, rejestratorek i innych lekarek. Każdy ma swoją etykę zawodową, a on nie ruchał tego, co kręciło się przy nim w godzinach pracy.”

Miłość jest dla słabych

Orłow stroni od miłości. Dla niego to słabość, nie prowadząca do niczego dobrego. Brak zaangażowania był równoznaczny z wolnością. Do swojego ekskluzywnego domu mógł zapraszać kogo chciał i kiedy chciał. A związek by to wszystko popsuł. Narzucił niepotrzebne obowiązki, założył obrożę ze smyczą flexi do udawanej swobody.

Zresztą miłość była dla niego przereklamowana. Wystarczyło użyć pięknych słów, sprawdzonych bloków tematycznych, by każda przedstawicielka płci pięknej, chciała poczuć się jak tania dziwka czy to z obrączka na palcu, czy z kawalerką do spędzania samotnych wieczorów. Seks bez emocji zapełniał chwilowo pustą przestrzeń, był odskocznią od pragnień. Zaspokajając ciało, uciszało się rozum. Taka sztuczka magiczka.

„Miłość była ułudą, naciąganą bajeczką dla naiwnych. Kobiety rzekomo szukały romantyków, ale znacznie chętniej rozkładały nogi dla złych chłopców. Chciały szacunku, ale zaskakująco kochały być szmacone.”

Ale w końcu i największych twardzieli dopada ta słabość miłością zwaną. I wtedy to, co proste oraz oczywiste, stało się niedopowiedziane i odległe.

„Nie lubił być zakochany. Facet, który szaleje za kobietą, traci poczucie kontroli nad własnym życiem i daje się ponieść przypadkowemu biegu wydarzeń. Ale miłość miała to do siebie, że nie pytała o zdanie tych, którym zamierzała się przytrafić.”

Stracony potencjał

Nie będę zdradzała dalszego wątku „akcji”, choć już po kilku rozdziałach, będzie on przewidywalny jak wróżby wróżbity Macieja. Niby mające przynieść zaskoczenie, ale wywołujące jedynie ironiczny uśmiech. „Klinika miłości” nie wciągnęła mnie, ani pod względem fabuły, ani tym bardziej prowadzonej narracji oraz użytego języka, który bardziej przypominał słownictwo rynsztokowe używane w podupadających tanich magazynach erotycznych niż słownictwo książki mającej budować erotyczne napięcie. Jak dla mnie jest to słaby zabieg komercyjny, kiedy nie liczy się jakość, lecz ilość sprzedanych egzemplarzy. Szkoda straconego potencjału pisarskiego.

Książka w wersji papierowej dostępna TUTAJ, zaś e-book TU.

Tekst: Luiza

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme