Nie lubię kokosów. Cóż za wyznanie na wstępie ­ pomyślicie. No, nie lubię i już. Ale jak ktoś od czasu do czasu sprezentuje mi Raffaello, to nie odmówię. Bo jakoś tam kokosy mi smakują i jak w reklamie delektuję się ich rozpływającymi płatkami, a moje podniebienie przeżywa smakową rozkosz.

Spokojnie, dzisiejszy wpis nie będzie odą do Raffaello, bo uprzedzając nadchodzące komentarze, żadnej reklamy tu nie uprawiam. Ale lubię, jak codzienność podsuwa mi inspiracje do pisania. I raz tak się zdarzyło, że oprócz migdałów zanurzonych w kokosowej polewie, w opakowaniu znalazłam taką oto karteczkę:

Kochać to pozwolić drugiej osobie być sobą.

Lubię takie sentencje. Niby proste, niby oczywiste, a pozwalają na chwilę zatrzymać się i zrobić szybką retrospekcję minionych dni. Bo nie zawsze jesteśmy w związku wobec siebie w porządku.

Zawsze wychodziłam z założenia, że ludzie wiążą się ze sobą, aby dodawać sobie skrzydeł, a nie je podcinać. Szkoda życia na marnowanie go na toksyczną relację, bowiem nikt ci nie zwróci straconych dni, miesięcy, lat…

Czasami bezsensownie zaczynam wątpić w siebie. Umniejszam swoje umiejętności, idiotycznie porównując się do innych. W samym porównywaniu nic złego nie ma, o ile jest ono źródłem motywacji, a nie frustracji. Lecz, kiedy zdarzają się gorsze dni, motywacja chowa się w kąt, a frustracja króluje na salonach.

I wtedy potrzeba przytulania się i szukania wsparcia w ramionach ukochanego staje się silniejsza. My tą siłę sobie nawzajem dajemy,

ale…

… chociaż uwielbiamy spędzać ze sobą czas, to mamy świadomość, że każde z nas potrzebuje również małej przestrzeni tylko dla siebie. Mi tę wolność daje pisanie, zanurzanie się w literaturę, czy zaszycie się we własnym ja ze słuchawkami na uszach, z których sączą się dźwięki kojące dla serca i umysłu. Zwariowałabym, gdybym nie miała tych chwil, kiedy mogę pobyć sama ze sobą. Eryk też ma swoje sposoby na układanie myśli, zazwyczaj ubiera wtedy buty do biegania i pędzi do leśnych ścieżek.

Dobra, przyznam się. Czasami bywam upierdliwą babą. Czepiam się jakichś pierdół i jak baba na targu mogę gadać i zrzędzić w nieskończoność. Aż w końcu chce mi się śmiać z siebie. Bo co mi z tego zrzędzenia przychodzi? Nic, oprócz niepotrzebnej sprzeczki i osiągnięcia efektu odwrotnego od zamierzonego. W końcu nikt nie lubi słuchania poleceń w trybie rozkazującym. Na mnie też rozkazy działają niczym płachta na byka i uruchomiają przekorną naturę.

Łamiąc zakazy

Kochać kogoś nie znaczy ograniczać. To nie jest przymus zmiany według czyjegoś wyobrażenia. Będąc ze sobą i tak się zmieniacie – łączycie pasje, rozdzielacie obowiązki. Ale to powinno być naturalną konsekwencją bycia razem, płynnym dogrywaniem się, a nie polityką zakazów i nakazów.

Nie wystawiajcie sobie miłosnych mandatów. Kochajcie się, ale pozwólcie ukochanej osobie być sobą, gdyż przecież sami oczekujecie tego samego.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/czas-tylko-we-dwoje/