Czasami szczęściu trzeba pomóc. Wybudzić go z letargu, wstrząsnąć i odpowiednio dawkować. Pilnować czasu zażywania, aby nie przekroczyć normy. Bo szczęściem też się można zachłysnąć. Stracić oddech, ogłupić orientację i żałować, że wzięło się o tę jedną tabletkę za dużo.

Gdyby mogła, połknęłaby wszystkie tabletki naraz. Tak bardzo chciała być szczęśliwa, że zapomniała czym to szczęście jest. Odtrącała najbliższe osoby, upatrując w ich trosce, niecne zamiary zmiany jej nastroju. A ona nie chciała nic zmieniać. Chciała po prostu czuć to, co inni czują. Zwłaszcza te piękne kobiety przemawiające do niej z każdego miejsca. Ze szklanego ekranu, namawiając ją na nową dietę, z kartek kolorowych magazynów, krzycząc musisz to mieć!

Przestała wychodzić z domu, bo bała się konfrontacji z rzeczywistością. Każda kobieta napotykana na ulicy wydawała się jej ładniejsza, zgrabniejsza, bardziej elegancka i zmysłowa. Ona zaś była brzydkim kaczątkiem bez nadziei stania się dostojnym łabędziem.

Pustka. To czuła w środku i na zewnątrz.

Dlaczego tak się stało? Przez kilka złośliwych komentarzy wypowiedzianych w jej stronę?

Przez dokuczanie koleżanek jeszcze z czasów podstawówki?

Przez pierwsze zawody miłosne?

Przez uczucie, które miało porwać niczym tsunami, a ledwo dopłynęło do przystani „Miłość”?

Samotność potęgowała smutek. Smutek przeradzał się w emocjonalną próżnię. Gdyby mogła teraz wybrać sobie imię, byłaby to Obojętność.

Wolała już nie wprowadzać serce w drżenie niż potem je uspokajać. Stan zawieszenia był dla niej najbardziej optymalny.

***

Czy kiedyś kochała? Tak i to bardzo. Aż za bardzo. Intensywnie, lecz jednostronnie. On był tylko zainteresowany jej cielesnością. Mamił ją słowami, urabiał dotykiem. Uległa mu, oddając to co miała najcenniejsze – siebie.

Otworzyła serce, otworzyła cipkę. W cipce był przez chwilę, w sercu pozostał dłużej.

Chciała wyrzucić go z pamięci. Tak bardzo go nienawidziła, że aż go kochała. Marzyła o nim, kiedy jej dłoń wędrowała w zakazane rejony. Dotykała się, fantazjując o ulotnym wypełnieniu. Nieważne, że bolało. Ważne, że wtedy po raz pierwszy samotność gdzieś uleciała, wraz z cichym jękiem wydartym z piersi.

Patrzyła na tabletki zamknięte w szczelnym opakowaniu. Czy dadzą jej szczęście? Czy przyniosą ukojenie? Czy po tamtej stronie spotka kogoś, kto ją zrozumie i przytuli?

***

Usiadła w swoim ulubionym miejscu na parapecie. Był szeroki na tyle, że mogła ułożyć na nim poduszki i wygodnie spoglądać przez okno. Za budynkami po przeciwnej stronie ulicy rosły wysokie topole – to były jej jedyne przyjaciółki. Opowiadały jej o wietrze niosącym nowiny ze świata. Zwierzały się jej, a ona im. Niedawno jedno z drzew zostało ścięte. Tak, jak roślinna przyjaciółka zachorowała. Śmiertelnie, bezpowrotnie. Na następny dzień po tym wydarzeniu poszła zobaczyć jedyną pamiątkę po niej – wystający pień. Kikut, który niedługo wyschnie i się skruszy. Tak samo po niej nic nie pozostanie…

***

Patrzyła przez szybę, obserwując taniec kropel na szkle. Jedne się łączyły ze sobą w szalonym pędzie, drugie odpychały się, pragnąc uciec od siebie jak najdalej. Tuż obok jej bramy, przechodziła śliczna blondynka, ubrana w czerwony płaszcz i granatowe kozaki. Zatrzymała się na sekundę, próbując odszukać w torebce kluczyki do samochodu. Niespodziewanie spojrzała w górę i ich spojrzenia skrzyżowały się.

Chciałabym być nią. Tak spokojną i skupioną na sobie. Zazdroszczę jej poduszek na parapecie i widoku z okna. Pewnie musi być szczęśliwa.

Wsiadła do czerwonego jak płaszcz, opla i odjechała.

Też bym chciała tak odjechać. Być wolną i wyzwoloną. Zazdroszczę jej tej swobody. Pewnie musi być szczęśliwa…

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/pociag-pozadania/

Fot. Garon Piceli