LELO F1S V2 – RECENZJA

Cóż to ma być – lampka, futurystyczny przycisk do papieru, a może jakiś nadajnik do odbierania nieznanych sygnałów? F1S V2 od Lelo zaskakuje. I to pod wieloma względami. Czy to będzie stymulacyjna przyszłość dla mężczyzn?

Zresztą sama nazwa tego masturbatora brzmi… poważnie. Nawiązując do Formuły 1 aż chce się mknąć po autostradach rozkoszy. Pierwsze wrażenie – naprawdę ładny gadżet. Lekki, z fakturowanego aluminium. Wygląda nowocześnie i aż chce się go trzymać w rękach. Po włączeniu – efekt WOW. Podświetlane wnętrze z okienkiem „do podglądania” pracy silniczków. Aż patrzyło się na to z fascynacją do podwodnego świata, gdyż wnętrze w błękitnej poświacie przypominało lewitującą meduzę tudzież inne stworzenie morskie. Zabrakło tylko głosu Krystyny Czubównej z komentarzem w tle. Wyobrażacie to sobie? Włączacie urządzenie, a tam głos Krysi: samiec właśnie rozpoczyna grę wstępną… I jazdunia!

Wracając do wizualnych oraz funkcjonalnych walorów. F1S posiada cztery tryby o siedmiu poziomach intensywności. Tryby zmienia się przyciskiem do włączania/wyłączania, zaś intensywność – tradycyjnie „+” lub „-”. Wraz ze zmianą trybu, zwiększa się ilość podświetlenia panelu nawigacyjnego, co owszem – wygląda efektownie, lecz z dyskretnością niewiele ma wspólnego. No chyba, że podczas robienia sobie dobrze, przyda Wam się również opcja latarki. Może wtedy łatwiej odnaleźć drogę do orgazmu?

 

Let`s play!

FS1 w drugiej odsłonie wyposażony jest w 10 czujników, zaś te czujniki mają swe zastosowanie w… aplikacji. Dzięki niej sprawdzicie co Wam sprawia największą przyjemność i jakie ustawienia są najbardziej orgazmiczne.

Aplikacja jest do pobrania na Android oraz iOS. Ponadto, jeśli nie rozstajecie się z telefonem, to z poziomu apki będzie mogli sterować urządzeniem. Albo oddacie władze nad penisem w ręce kogoś innego i niech się dzieje wola nieba! By połączyć się z aplikacją, konieczne jest włączenie Bluetooth oraz lokalizacji. Potem krok po kroku jest pokazane, co należy uczynić by sparować urządzenia. Nie jest to skomplikowane, choć wymaga minimalnej znajomości języka angielskiego. Aplikacja umożliwia również zapamiętanie ulubionych ustawień oraz HIT – grę na penisa! Serio. Gra Cockpit stylizowana na gry z dawnych lat. Kto miał Amigę, ten wie o co chodzi. To swoista podróż w przeszłość, tylko z masturbatorem na penisie.

 

 

Co ma FS1 V2, czego nie mają inne masturbatory?

Dwie rzeczy. Pierwsza z nich, to technologia SenSonic™ wykorzystana przy stymulatorze dla kobiet SONA, opierająca się na wibracjach dźwiękowych. Otóż jeden z dwóch silniczków wyspecjalizowany jest w sonicznych wibracjach, które nie łaskoczą jedynie zakończenia nerwowe, ale przyjemnie otulają na całej powierzchni penisa. To sprawia, iż cały męski interes jest czule zaopiekowany.

Drugi wyróżnik, to technologia Cruise Control ™. Cóż to jest? Najprościej wytłumaczyć – orgazmiczny tempomat. Możesz mieć pewność, iż nawet przy bardzo intensywnym użytkowaniu nie doświadczysz spadku mocy. A nie ma nic bardziej frustrującego niż tych kilka brakujących sekund do momentu szczytowania. Właściwie trudno to opisać, ale gdy wypróbujesz tę funkcję w działaniu, to polubisz ją natychmiast.

Prawie ideał

Bez wątpienia FS1 V2 to gadżet zaspokajający pod wieloma względami. Świetnie wygląda, jest innowacyjny w zastosowaniu, przenosi penisa w inny wymiar doznań. Czy jest zatem jakieś „ale”? Ano jest.

Nie, że uprawiamy tu jakąś autopromocję, ale mógłby być nieco… większy. Piętnastocentymetrowa przestrzeń do wypełnienia, jest owszem obszerna, jednak ciut za mała. Z pewnością łatwiej by się operowało zabawką, gdyby w swoim wnętrzu chowała cały męski ekwipunek.

Ponadto, nie można powiedzieć, iż jest to urządzenie ciche. O ile jego wygląd można dyskretnie wkomponować w wystrój sypialni, tak jego głośności już nie. Zdecydowanie nie. Fakt – jest o wiele cichszy, gdy jest nałożony na penisa, ale sam w sobie wydaje porządną ilość decybeli.

W aplikacji zabrakło nam płynnego przechodzenia z trybu do trybu, gdyż żeby je zmienić z poziomu telefonu, to wpierw trzeba dany tryb wyłączyć, by włączyć kolejny. To nieco osłabia entuzjazm podczas baraszkowania solo.

A na koniec coś, co jest jednoznacznie wadą i zaletą – tego masturbatora trzeba się nauczyć. Popróbować różnych opcji, intensywności, ustawień. Dać sobie czas na wprawę i nieznane reakcje swojego ciała, gdyż po pierwszych próbach, penis jest jakby „oniemiały” od natłoku wrażeń. Zupełnie jakby chciał przemówić – o nie kolego, nie zbyt mocno. Pomalutku, pomalutku, a dojdziemy do celu.

Zresztą czas, to najcenniejsze, co możemy sobie dać, więc… bawmy się 🙂

Gdzie kupić?

FS1 V2 kupicie w sklepie LELO – TUTAJ!

Rozejrzyjcie się na ich stronie, gdyż teraz trwa wiele wiosennych promocji. A jak nie wiecie, co wybrać, to zajrzyjcie do naszych recenzji, gdyż kilka gadżetów od Lelo już przetestowaliśmy.

Tekst: Luiza i Eryk

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dziękujemy!

Niech inni też się o nas dowiedzą :)